Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas na tomik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas na tomik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2025

Czas na tomik! Katarzyna Zając "Kolebka"

 
 
 

 

 

 

„Kolebka” Katarzyny Zając to książka pamięci i przemiany. W tych wierszach spotykają się dzieciństwo i dorastanie, rzeka i las, babki, matki i córki, cała linia przekazywanej mądrości, bólu i czułości. To poezja, w której natura jest lustrem biografii, a biografia nicią wplecioną w większą tkaninę świata. To zapis życia rozpiętego pomiędzy utratą i odradzaniem, pomiędzy pamięcią i przyszłością, między głosem ziemi a oddechem człowieka. Jako projektantka książki mogłam jedynie podążyć za tym rytmem. Grafiki i litery musiały nauczyć się milczeć, żeby nie zagłuszyć delikatnych drżeń rzeki, nie przerwać rozmowy z przodkami, nie zasłonić cienia brzozy czy blasku lipcowego słońca. To książka, w której obraz i słowo spotykają się na prawach współoddechu, gdzie strona staje się przestrzenią słuchania, a nie dekoracją. „Kolebka” jest zaproszeniem do zanurzenia się w rzece pamięci i doświadczania. Jak w każdym nurcie płynie życie, które mija, ale nie znika. To poezja, która – jak woda – czyści, uzdrawia i nie pozwala zapomnieć.

 

Małgorzata Południak

 

 

 

 

sobota, 20 września 2025

Dwa morza - Sylwia Mich & Krzysztof Mich

 
 
Copyright © Sylwia Mich, Krzysztof Mich, 2024
Copyright © Maria Kuczara, 2024

Zdjęcia autorów z archiwum domowego
Skład, opracowanie graficzne: Maria Kuczara
Projekt okładki: Maria Kuczara
Korekta autorska
 
 

 
 
 
 
Zamiast wstępu

W lipcu 1986 r. na Dworcu Centralnym podszedł do
mnie pewien pan i biorąc mnie pod rękę poprosił bym
zaopiekował się jego córką. Właśnie wyjeżdżaliśmy na czeską
Szumawę na obóz pod namiotami. Dziewczyna była ładnym
podlotkiem, ale szybko okazało się, ze ma „charakterek”.
Jej wychowawczynią była moja koleżanka ze studiów,
a ja miałem pod opieką grupę chłopaków. Po obozie
dzieciaki wzięły nasze adresy i obiecały przysłać pocztówki
z dalszej części wakacji. Dostałem kilka kartek, ale tylko
Sylwia korespondowała ze mną nadal przez kilka kolejnych
lat. Przez ten czas poznałem jej zainteresowania i sympatie.
Spotkaliśmy się przypadkiem dopiero, gdy pracowałem
już w Expressie Wieczornym i miałem zrobić materiał
o maturzystach. Pojechałem do liceum Władysława IV. Gdy
rozmawiałem z maturzystami o egzaminach, podeszła do
mnie Sylwia i zapytała co ja tu robię. Po długim spacerze po
Pradze zaczęliśmy się spotykać i rok później, gdy skończyła
I rok studiów, pobraliśmy się. W tym roku, gdy ukazuje się
ta książka, mija 30 lat od tamtego dnia. Zamieszczone tu jej
wiersze powstały w ostatnich latach. Moje powstawały przez
dłuższy okres. Tomik ten jest upominkiem-niespodzianką
dla Żony z tej właśnie okazji.

Krzysztof Mich

wtorek, 16 września 2025

Na pomoc przeznaczeniu - Arek Irek

Słowa biorą się
z ludzików
z żołędzi i kasztanów
stoją na parapecie okna na świat
pilnują czyjegoś dzieciństwa

potem
cały czas w tym samym miejscu
zaczynają pilnować dorosłości

w Anglii zatrudniono 
nauczycielkę z zespołem Turette’a
aby skuteczniej pomagała akceptować
zachwyty
niepokoje

fucking hell!
fucking hell

chorzy
jeśli tylko mogą
lepiej uzdrawiają od zdrowych 

spróbujmy w naszym
umęczonym kraju

 

projekt okładki, opracowanie graficzne, skład: Maria Kuczara

Wydawnictwo Wąbrzeskie Zakłady Graficzne Sp. z o.o.

 

 

Arkadiusz Irek - urodzony i zamieszkały w Jabłonowie Pomorskim. Z wykształcenia matematyk i pedagog. Miłośnik cudnomanowcowych myśli i górskich wędrówek. Inicjator promowania twórczości literackiej młodych („Gazetka Międzyszkolna", „Cudne Manowce").

 

"Nie róbmy wiele

aby odnaleźć miłość

róbmy więcej aby to ona nas odnalazła"

czwartek, 27 kwietnia 2023

Tomasz Kowalczyk - Poza granicą perswazji

 

 


 

W dzisiejszych czasach listonosz odwiedza nasze progi najczęściej z przesyłką urzędową, rzadko z czymś przyjemnym, ponieważ zazwyczaj wiadomości przesyłamy sobie elektronicznie, a paczki zlecamy kurierom. Zaoszczędzamy czas, pieniądze i mamy szybką wymianę informacji, ale jest też utrata przyjemności, którą możemy czerpać z dotyku, zapachu listu i widoku pisma ręcznego, choćby w dedykacji. Niekiedy jednak zdarza się niespodzianka, gdy któryś z poetów pamięta adres i wysyła swoją najnowszą książkę, dzieli się swoim bogactwem. Tak też było z przepięknie wydaną książką (okładka, klejenie, kolorowe ilustracje – tak, tak, zwracam uwagę na te szczegóły), a mianowicie powtórnym wydaniem tomu Tomasza Kowalczyka „poza granicą perswazji”. Najpierw przeczytałam słowo wprowadzające, które napisał Jarosław Trzaśniewski-Kwiecień. W dalszym etapie skupiłam się i czerpałam tylko z treści książki, aby wyrobić sobie własne zdanie i uchwycić myśl świata zamkniętego w wersach. Odbieram ten tom (spora ilość wierszy), jako zaproszenie do wejścia w intymny świat domu, relacji bohatera z synem, ze sobą samym, a także z Bogiem. Żeby dobrze zrozumieć balansowanie słów (bo jak przystało na świetnego poetę, autor nie wszystko wykłada na przysłowiową ladę), trzeba przede wszystkim zrozumieć czym jest autyzm, jak  osoba w spektrum autyzmu odbiera świat.

„nie można dostrzec
pojedynczego przedmiotu

kolorowa mgiełka rozprasza spojrzenia
które nieruchomieją pod warstwą rozmytych wrażeń

łatwo w ulotność wejść dotykiem
przeźroczyste graffiti
łagodzi uderzenia powietrza

karuzela zwalania”
(z wirującej karuzeli, s. 11)

Do jakich rozmiarów urastają bodźce dochodzące ze świata (dźwięk, światło). Jeśli kiedykolwiek było nam dane spotkać na swojej drodze człowieka zamkniętego (uwięzionego?) w swoim własnym świecie, ciele, im bardziej próbowaliśmy sami burzyć otaczający go niewidzialny mur, tym intensywniej, zachłanniej czytamy wiersze. Szukamy odpowiedzi. Wręcz dotykamy opuszkami namacalnie szyb, drzwi i wyrastającego muru… Nie do pokonania. Klęczymy razem z podmiotem lirycznym, bezradni, godząc się na fakty i jednocześnie zbierając siły: „przed murem trzeba stanąć na baczność” – „…by dorastać do walki z milczeniem”. Ani życie, ani Bóg nie daje gotowych odpowiedzi. W takich chwilach mam przed oczami scenę ukrzyżowania Jezusa i milczenie Boga Ojca. Moja praca magisterska dotyczyła właśnie misterium cierpienia w świetle zmartwychwstania Chrystusa w oparciu o List Apostolski św. Jana Pawła II „Salvifici Doloris”. Pamiętam, że w jednym z rozdziałów opisywałam reakcję Boga na cierpienie Syna, a mianowicie Jego milczenie. Nie zabrał kielicha męki od Jezusa. Przypatrywał się kolejnym etapom cierpień umiłowanego Syna. Nie wzruszyło Go biczowanie, upadki, agonia. Milczał nawet wtedy, gdy Syn wołał
z wysokości krzyża. Ojciec był konsekwentny w swoim milczeniu, bo wiedział, że tylko tak dokona się dzieło odkupienia. Podobnie jest z milczeniem Boga wobec wołania, cierpienia człowieka. Bóg milczy. Zamiast ratunku, wysłuchania, tylko głuche milczenie, bolesna cisza. Bóg swoim  milczeniem zmusza nas do zamilknięcia, do refleksji nad swoim życiem. Gdy milczący (cierpiący) człowiek spotka się z milczącym Bogiem, wtedy dopiero nawiązuje się prawdziwy dialog. Bóg milczy, ale zawsze działa, czeka z brzemieniem łask, pragnie działać, dokonywać cudów w ludzkich wnętrzach, przebóstwić człowieka. Podsumowując, wszystko co wielkie dokonuje się w ciszy, bez rozgłosu, pokornie. Każdy chrześcijanin może buntować się przeciwko Bogu, natomiast nie może powstawać przeciwko Bogu, który
w Chrystusowym cierpieniu objawił swoje własne współcierpienie.  On wie czym jest ból, zdrada, cierpienie i śmierć, ale także czym jest Zmartwychwstanie. Daje nam nadzieję.
W wierszach często przewija się właśnie słowo: milczenie, nadzieja; przy czym „z nadzieją umiera się dłużej”.

„nie potrafię ci jeszcze powiedzieć
ile głosów usłyszałem w milczeniu
(…)

dziś nie potrafię jeszcze
nauczyć cię mojego języka”
(niepewność o zawiązanych oczach, s. 15)

„znowu nie usłyszałem na dobranoc
o czym jutro będziesz milczał”
(nauka mówienia, s. 17)

Jako teologowi i filozofowi z wykształcenia oraz pasji,  bliskie mi są rozważania autora
w korelacji z Biblią, choć tu – widzę ojca szukającego odpowiedzi na trudne życiowe pytania
a nie wywody teologiczne.

„nie wymagaj ode mnie zbyt wiele

gdy ból przeszywa ciało
usłyszysz zamiast modlitwy
tylko przekleństwo”
(ale powiedz tylko słowo, s. 20)

W tomie znajduję błądzenie po zakamarkach ludzkiego wnętrza, czyli to, co bardzo cenię
w poezji. Można pisać z uważnością obserwacji świata zewnętrznego, a można z uważnością świata wewnętrznego. Jako introwertykowi są mi szczególnie bliskie wiersze o człowieku. Poszukiwaniu jego korzeni i tożsamości, wewnętrznym zmaganiu się ze sobą, losem, a przede wszystkim ze Stwórcą. Rzadko zdarza się podobna tematyka i sposób zapisu na poetyckim rynku wydawniczym. Tym bardziej, że autor tomu nie ukrywa, iż jest owym lirycznym „ja”. Problem cierpienia dotyka czytelnika bezpośrednio, książka staje się tym bardziej autentyczna. A kto dotknie prawdy o cierpieniu, nie może przejść obojętnie. Wrażliwy człowiek współcierpi z bohaterem książki. Ponadto tom daje nadzieję, że pomimo wszystko można żyć, trzeba żyć. Nie znamy granic swoich możliwości, choć wydaje nam się, że dźwigamy na barkach ciężar ponad nasze siły.

Na koniec jeszcze jedna refleksja, otóż z reguły rodzice wychowują dzieci, które jakby
z automatu przejmują pałeczkę i odwzajemniają opiekę na starość swoim bliskim.
W przypadku dziecka mniej sprawnego zdarza się, że rodzic z lękiem myśli o przyszłości. Nie tyle o swojej przyszłości, ale o losie swojego dziecka. Gdzie jest Anioł Stróż chłopca?

„z notatek sporządzonych przez służby wewnętrzne wynika
że figurant wykazuje istotne odstępstwa

spostrzeżenia potwierdzają konieczność
czasowego suspendowania a nawet
pozbawienia na zawsze skrzydeł”
(anioł stróż nie powinien chorować na autyzm, s.9)

Czy aniołowie nie są po to, by pomagać? Czy wysłannik Boga (bo tak postrzegamy Anioła Stróża), nie może dziecka uzdrowić? Jak daleko sięga rozmiar niemocy? Komunikacja osób, bohaterów książki odbywa się poza granicą perswazji, tu nie ma efektu oddziaływania, choć są wysyłane bodźce i sygnały. Pozostaje czekanie. Może właśnie na cud, choćby wypowiedziane słowo. Niezwykły, głęboki, bolesny zbiór tekstów. Bardzo wartościowy. Myślę też, że kolejny zapowiedziany ciąg poetyckiego zapisu tej pięknej relacji będzie wyjątkowy. Przede wszystkim z powodu upływu czasu, dojrzałości wewnętrznej i języka, mądrości i pomnożenia miłości. 

 

Wioletta Jaworska

sobota, 1 kwietnia 2023

Arkadiusz Burda - S Tworzenie

 

„S Tworzenie”, czyli przewodnik po ludziach. O najnowszym tomie poezji Arkadiusza Burdy.

Proszę Państwa, proszę wstać! Oto mamy przed sobą wyjątkową książkę poetycką, co w dzisiejszych czasach jest taką rzadkością, jak uczciwość. Bo Autor jest przede wszystkim uczciwy, zarówno względem siebie, jak też czytelnika. Z jego dotychczasowego dorobku (zaledwie trzy tomiki) możemy wnosić, że nie jest współczesnym producentem wierszy, ale artystą, który długo zbiera obserwacje, wysnuwa z nich wnioski, namyśla się nad tym doświadczeniem i następnie destyluje je we wspaniale skrojone frazy.

To poezja czysta, piękna i niezwykle mądra. Osadzona w tradycji literackiej, ale mówiąca swoim indywidualnym głosem. Oryginalna bez wysilania się na oryginalność. To prawdziwa przyjemność, kiedy satysfakcji estetycznej z lektury towarzyszy głęboka refleksja humanistyczna, do której zaprasza Arkadiusz Burda. Bo też i „S tworzenie” to rozpisana na 52 utwory pieśń o nas, ludziach, a może właściwie przewodnik po nas, albo jeszcze lepiej ciemne lustro, w którym widać nasze odbicie, którego znać nie chcemy.

Poeta nie staje wobec nas jako wiedzący więcej. Nie otrzymujemy od niego gorzkiego upomnienia. Nie on jest również owym lustrem, w którym mamy dostrzec prawdziwe swoje oblicza. On dyskretnie staje obok, poza główną sceną, na której pozwala przemawiać innym. Jego wiersze zapełniają historyczne postaci, z krwi niegdyś i niegdyś kości. To piękny sposób narracji: oddać głos innym, przywodząca na myśl choćby sposób poetyckiej wypowiedzi Herberta. Jednak uczyńmy ponownie to zastrzeżenie, nie ma tutaj mowy o naśladownictwie, Burda to Burda!

W książce przywołanych zostaje kilkanaście postaci, których życie splotło się z brutalnością barbarzyńskiego wieku dwudziestego. Na co składa się polifonia ich głosów? Głównym motywem jest tutaj obojętność i wykluczenie. Obojętność wobec cierpienia bliźnich, oraz poczucie wykluczenia przez bliźnich. Przy czym warto zwrócić uwagę na fakt, że oba doświadczenia mogą występować równolegle i jednocześnie. Oba wchodzą ze sobą w swoistą interakcję.

Obojętność bardzo często jest ucieczką, usprawiedliwieniem własnego udziału w czymś, co rozpoznajemy jako zło. Jest zamknięciem oczu, zagłuszeniem sumienia, próbą racjonalizacji swojego postępowania. W rzeczywistości to świadectwo braku „odrobiny koniecznej odwagi”, i oczywiście smaku.

Poeta nie osądza jednak – nikt z nas niepostawionych w sytuacjach ekstremalnych nie ma prawa osądzać. Poeta poddaje pod rozwagę zbiór przypadków. Czy wykonując rzetelnie swoją pracę, na przykład księgowego w KL Auschwitz powinniśmy się wstydzić? (Zeszyty oświęcimskie). A jeśli, jako artyści opiewamy wielkość swojego kraju, nawet jeśli jest nim III Rzesza i czerpiemy z tego niemałe profity? (Lista obdarzonych łaską Bożą pod redakcją diabła stróża). Obojętność na zło do potęgi, do którego jakby niechcący przykładamy rękę, jest naszą polisą na zachowanie dumy z własnego człowieczeństwa.

Większość bohaterów wierszy wyszła z historii obronną ręką i suchą stopą, uzyskując często uznanie i honory już w okresie powojennym. Artyści, naukowcy, buchalterzy, słowem ludzie fachowi, potrzebni do tworzenia nowego świata. I nic z osadu nie pozostało? Pozostała obojętność na zło. Najtrwalsza i niewrażliwa na zmiany historyczne.

Wiersze mówiące o okrucieństwie bliskowschodnim, okrucieństwie wojny (Śnieg w Hebronie), ale też osadzonym w kulturze (Farkhunda Malikzada 1987-2015) przypominają, że zło oraz obojętność na nie są ponadczasowe. To doświadczenia wprasowane w naszą naturę. Lęk, konformizm, poczucie siły, sprawczości, wyższości – one są nieodłącznymi budulcami naszej obojętności, bez względu na czasy. Galeria postaci z tych wierszach to nie zbrodniarze pierwszej linii, to ludzie zwyczajni, uczciwi, pracowici, kochający, a przecież…

No właśnie, czy ich głosy nie odzywają się również w nas? Kolejnym ważnym tonem tych wierszy jest ton wykluczenia. Wykluczeni są ci, którym odmawia się udziału w człowieczeństwie, jak więźniowie obozów koncentracyjnych (Szklane kulki w cynowym pudełku Anne Frank) czy zniedołężniali, starzy „zepsuci ludzie” (Copypasta). Wykluczeni stają się ci, którzy nie pasują do „obowiązującego kanonu”, słowem nie są częścią masy, jak artyści (Cross-dressing), czy chorzy psychicznie (Stan zero).

Artyści przemawiają i tym razem głosami rzeczywistych postaci, jak choćby Robert Mapplethorpe, kontrowersyjny fotograf, czy poeta Kazimierz Ratoń. Ich tragiczny los staje się pieczęcią niedopasowania do zbiorowej machiny i strącenia na margines. Sztuka może być – i bywa – przekleństwem w takim samym stopniu, jak może być – i bywa – wybawieniem, jak świadczą za tym historie Niny Gottliebowej-Babbitt, która jako dziecko wykonywała portrety rówieśników w Auschitz. Talent i „przydatność” dla katów pozwolił jej ocaleć, ale jednocześnie naznaczył znamieniem na całe życie (Obóz rodzinny). Innym przykładem jest aktor Bela Lugosi, którego brawurowa kreacja hrabiego Draculi ukształtowała w kulturze masowej wyobrażenie wampira, a jednocześnie zniszczyła życie artysty (Bela Lugosi nie żyje).

Sporo wierszy traktuje o chorobie psychicznej, stawiającej poza nawias społeczeństwa równie mocno jak wcześniej wymienione okoliczności. Niedostrzegalni, zamykani w szpitalach lub czterech ścianach, snujący swoje alternatywne rzeczywistości. W tym przypadku podmiot liryczny w wierszu wypowiada się już bez pośrednictwa postaci historycznych.

Silne poczucie wyobcowania, być może wynikające wprost z jednostki chorobowej, a może ze zrozumienia, że mamy do czynienia z „tak zwaną ludzkością w obłędzie”, do której świadomie nie chcemy należeć, to kolejna płaszczyzna do namysłu. W tym świecie może tylko zamknięci w „domach wariatów” zachowują człowieczeństwo, które szaleje poza ich murami? Nie, poeta nie da nam odpowiedzi, stawia za to wiele otwartych pytań.

Człowiek to stworzenie tworzące zniszczenie, ale też dzieła pozwalające przetrwać. Antynomia wpisana w poszczególne biografie jest właściwa nam wszystkim, nawet jeśli na co dzień jej nie dostrzegamy albo jeśli próbujemy jej zaprzeczyć. Bo tacy jesteśmy, właśnie tacy. Czyli jacy? Może jak ów anioł z grafiki na okładce książki, autorstwa Burdy (nie tylko poety, ale i plastyka), anioł w upadku, nieporadnie próbujący zamortyzować bliskie zderzenie z ziemią, lub wzbić się ponownie w górę ponad zamojski rynek.

„S Tworzenie” Arkadiusza Burdy to poezja fenomenalna! Proszę Państwa, trzeba ją kupić i stale nosić przy sobie i stale doń zaglądać, po to by siebie i innych trochę bardziej zrozumieć. Szybko, póki nakład nie został wyczerpany!

Arkadiusz Burda, S Tworzenie, MaMiKo, Nowa Ruda 2022, s.78.

Paweł Kołodziejski

 

za:mamiko.pl


 

piątek, 24 marca 2023

Marcin Małeci - Na Aucie

 

 

 


 

 

"Na Aucie" - debiutancki zbiór wierszy Marcina Małeckiego prowokuje. Po pierwsze to nie jest przypadkowy zapis rozmów, szumów, zlepów jak u Białoszewskiego, to - Mozolna symfonia - rzeczy i osób, wpleciona w mini-przypowieści. Po drugie niezwykła elastyczność języka (język giętki!), zanurzenie w historii, miejscami czarny humor, ironia i sarkazm (tu znowu echo Tymoteusza Karpowicza, ale tylko echo) są jak najbardziej na miejscu. Dwuznaczność tytułu jest uzasadniona, bo teoretycznie mamy zapis: na aucie i zarazem aut(out) ze sportowej terminologii. Małecki wie jednak, gdzie są granice poznania jego języka, dowierza swojemu poetyckiemu słuchowi. Jest odrębny, autentyczny, własny. 

Tomik polecam. 

Jarosław Trześniewski-Kwiecień

niedziela, 5 marca 2023

Bogusław Olczak - Pomiędzy szeptem a westchnieniem

 

 


 

 

Bogusław Olczak znany mi był do tej pory jako poeta „gniewny” opisujący naszą zagmatwaną rzeczywistość i tragicznie poplątaną historię. Jego wiersze są do bólu prawdziwe i poruszają nawet zatwardziałe serca. Jednak przy lekturze jego ostatniego tomiku zatytułowanego „Pomiędzy szeptem a westchnieniem” spotkało mnie zaskoczenie. Otóż w książce tej zamieszczono utwory będące ekfrazami do obrazów malarki: Ewy Blusiewicz i fotografii Marii Kuczary. Ekfraza to jak wiadomo opis dzieła sztuki w literaturze.

Olczak za pomocą wierszy opisuje obrazy. Trzeba przyznać, że wiersze nie tylko tym razem wiernie opisują ilustracje, ale poeta dodaje od siebie słowa jakie mogą wypowiadać bohaterki. Wczuwa się w postaci i do obrazu dodaje słowną interpretację. Jak na przykład w wierszu „zasłony w kolorze nieba”:

ułożona na białej pościeli
zasypia w jego ramionach
czując oddech na szyi
bicie serca

mocarne dłonie mierzwią włosy
pieszczą uda

jest spokojna i spełniona

Można zauważyć, że poeta jest tu jednocześnie obserwatorem, widzem, a także bohaterem obrazu bowiem wczuwa się w psychikę namalowanych postaci. Równocześnie nie zapomina ani przez chwilę, że jest poetą, który nie tylko opisuje, ale niejako dokłada swój wysiłek w metaforyczny opis będący głosem jego wyobraźni

(…)
utulona do snu przez wiatr
zarzuciła smukłe nogi na oparcie fotela

a księżyc pomalował swoim blaskiem
jedwabistą skórę i włosy
            /pełnia w błękicie/

Kiedy czyta się wiersze Bogusława Olczaka z tego zbioru nie sposób nie zauważyć bardzo subtelnego poczucia humoru poety. W każdym wierszu znajdziemy przymrużenie oka i uśmiech autora. Dlatego te wiersze napisane są bardzo lekko na granicy snu i jawy, zatopione w marzeniach. Poeta stara się być nie tylko „opisywaczem” obrazów i fotografii, ale jego wiersze są samoistnym dziełem sztuki a nie tylko suchym opisem np. wiersz pt. „o czym marzy” opisujący nagą dziewczynę na huśtawce jest to samodzielna interpretacja:

wybiegła z domu
do huśtawki w ogrodzie
zrzucając po drodze ubranie

gdy z przymkniętymi oczyma
dotknęła stopami nieba
była wolna
naga lecz nie wyuzdana

promienie pieszczą ciało
a wiatr tańczy we włosach

w rytmie bluesa

Zarówno wiersze inspirowane przez malarstwo Ewy Blusiewicz, jak i artystyczne fotografie Marii Kuczary są erotykami. Odnoszą się do zamieszczonych ilustracji, ale widać, że Poeta sięga do własnego życia i do wspomnień. Ekfrazy są za tem formą kostiumu przykrywającego prawdziwe zdarzenia i uczucia. Wiersz, który mi najbardziej przypadł do gustu, zarówno przez autoironię jak i dystans emocjonalny oraz humor jest utwór pt. „w sosie własnym”:

zebrać wilgoć ciepłem ciała
nasmarować zaborczym szeptem
i pikantnymi dłońmi

a gdy zabraknie nocy i gwiazd
w promieniach słońca prażyć na wolnym ogniu
aż do skruszenia drżących ud

by na samo wspomnienie
ciekła ślinka

Zarówno obrazy jak i fotografie przedstawiają kobiece akty i pobudzają wyobraźnię erotyczną poety i czytelnika:

(…)
zmysłowość aż krzyczy
mrużę oczy aby nie oślepnąć
            /retro/

Albo bardzo erotyczny tytuł: „moje linie papilarne na twoich pośladkach”. Wiersz ten kończą wymowne słowa:

(…)
moje spojrzenie
pozostawi odciski tęczówek
na granicy pleców i udach

Na zakończenie wyjaśnimy tytuł zbiorku: „pomiędzy szeptem a westchnieniem” otóż jest to tytuł wiersza poświęconego ilustracji zamieszczonej na okładce. Obraz przedstawia półnagą kobietę w krótkiej bluzce, która opiera się za plecami na dłoniach i odwraca głowę, tak, że jej twarz jest niewidoczna. Poeta wyobraża sobie, że wcześniej był tu mężczyzna, który rozpiął w bluzce „małe czerwone guziczki”, a teraz widzimy:

nagie ramię
pełne piersi otulone bielą
wędrówka drżących warg po łuku szyi
i palce miażdżące pustkę na prześcieradle

potem pierwsze westchnienie
szept tak

zachęta czy prośba

Trzeba koniecznie dodać, że w wyobraźni poety, szept pochodził od mężczyzny, a westchnienie od kobiety.

Zbiorek czyta się bardzo lekko i z zachwytem, zarówno nad pięknem obrazów i fotografii jak i wierszy będących dopełnieniem ilustracji.

Gratuluję trojgu autorom i proszę o więcej.

Zdzisław Antolski



Bogusław Olczak, Pomiędzy szeptem a westchnieniem, Kraków 2022.

za: https://pisarze.pl/2023/03/21/zdzislaw-antolski-pikantne-slowa-i-obrazy/

 

środa, 1 marca 2023

Rafał Gawin - Wiersze dla koleżanek

 
 

 
Do stu
 
Najpierw liczy się do stu
Potem się przestaje
 
Najpierw liczy się do stu
Potem liczy się dalej
 
Najpierw pisze się dla stu
Potem tyko dla jednej
 
                        Marcin Sendecki
 
 
 
 
 
Wydawca: Oficyna Wydawnicza  Własny Sumpt
 


 

piątek, 24 lutego 2023

Grzegorz Wołoszyn i Jego najnowszy tomik : Dom Opieki Kalwaria

Wołoszyn zdejmuje maskę z nie byle jakiej twarzy, bowiem twarzy Meduzy, maskę uporząd-kowanego językowego obrazu świata, maskę dobrze zorkiestrowanej polifonii słownych kom-pozycji, by udowodnić, że deziluzja, że Entzauberung der Welt (jak nazywają to Niemcy), jest naszym podstawowym literackim zobowiązaniem. Literatura za maską to bowiem literatura wsparcia i obecności, polifonii i kompozycji. Pozbawiona tej maski, więcej wspólnego wydaje się mieć z kakofonią aniżeli polifonią – aż chciałoby się powiedzieć, że polifonia to tu jedynie sposób przyozdobienia szpetnego ciała kakofonii. Spostrzegał to już Karpowicz, na którego Wołoszyn chętnie się powołuje – trafnie wskazując w Domu opieki „Kalwaria”, że tam, gdzie na pierwszy rzut oka królują – językowy dowcip, zgrabny skrót, koncept oraz erudycja, po-rządek jest przypadkiem, a prędzej czy później zakrólują logorea, makaronizm, a na samym końcu i – dantejskie pomieszanie mowy lirycznej z de-liryczną. Dante zresztą to znaczący ad-resat obecnych w tym tomie obsesji, przestrachów oraz neuroz. Bez czytania Domu opieki „Kalwaria” Boską komedią nie postąpimy chyba zbyt daleko na drodze rozumienia i prze-świetlania sensów tej frapującej całości. 

 Karol Samsel 

 

Dom opieki „Kalwaria” Grzegorza Wołoszyna to jeden wielki psalm 130 i pytanie o zakres transcendencji, jej ludzki i pozaludzki sens. Via crucis w angielskim domu opieki i równocześnie podróż po piekielnych kręgach Boskiej komedii Dantego. Miejscami pobrzmiewa Karpowiczowskie echo w synkretyzmie formy czy intertekstualnych grach. Dom starców jako metafora conditio humana XXI wieku: „oddech rośnie w gardle/ świat maleje w dłoniach/ wlewa się ciemność/ przez rozwarcie źrenic”. Metafizyka bólu ponad miarę, rozpadającej się tożsamości i martwej nadziei. 

Jarosław Trześniewski-Kwiecień 

 

Wykorzystany w książce jako motto dialog Fausta z Mefistofelesem to wskazówka. Faust uosabia tu młodość, Mefistofeles to rychła starość, a piekło jest tym, co znajduje się pomiędzy – ciałem i duszą, które u schyłku życia są naszym więzieniem. Jest tutaj także appendix do opowieści pod nazwą „Dom opieki, Kalwaria”, słownikowo uzasadniający wszystko, co zostało zawarte na jej kartach: „cierpienie lub okoliczności i miejsca z nim związane”. Całą resztę, której nie da się opisać w kilkuzdaniowym blurbie znaleźć można w tekście, na przykład w wierszu opatrzonym taką oto puentą: „wybranku boży który nosisz grzechy świata / wybranku boży który nosisz wbrew / wybranku boży który nosisz cicho / módl się za nami / jako że my odpuszczamy”. Idąc tropem pozostawionym przez uważnego poetę (w dwudziestu trzech otwarciach/stacjach?), równie koniecznym wydaje się dokonanie swoistej syntezy przez zamianę słowa „odpuszczamy” na inne: „opuszczamy”, ponieważ wszyscy jesteśmy uczestnikami podróży in girum imus nocte et consumimur igni. 

 Piotr Gajda 

 

 

 

___________________________________________________

Publikacja za zgodą Autora

poniedziałek, 17 października 2022

Roman Honet i Jego najnowsza książka : Żal, może on

 

 


 

 

Pierwszy od Cichych psów z 2017 roku zbiór wierszy jednego z najważniejszych współczesnych poetów, laureata Nagrody im. Wisławy Szymborskiej 2015. Honet – można by powiedzieć – pisze od lat tę samą książkę: księgę utraty, żalu i samoudręczenia. A jednak snując ten wiekuisty lament – co samo w sobie jest ryzykowne w czasach poetyckiej niepowagi i formalnego hucpiarstwa – autor prowadzi nas za każdym razem w inne rejony nie tyle ośmielonej, ile zranionej wyobraźni, wyzyskuje różnorodne tony nasyconego metaforami, a zarazem precyzyjnie tnącego języka. Między nawykiem rozmów ze zmarłą a słowotokiem alkoholowego odwyku rozgrywają się najdotkliwsze, najpiękniejsze frazy najnowszej poezji. Jej sednem jest żal i ból – to, czego szukamy w wierszach, nawet jeśli boimy się do tego przyznać.  


za:https://lubimyczytac.pl/

środa, 31 sierpnia 2022

Jarosław Trześniewski Kwiecień - Piwnica Mozarta

 

 


*

Musiałbym cokolwiek znać się na muzyce, żeby sprostać oczekiwaniom tego autora.
Mowa o Jarosławie Trześniewskim-Kwietniu i jego ostatniej książce pt. 

"Piwnica Mozarta" (Fundacja Duży Format, Warszawa 2020). Ten sędzia w stanie spoczynku, poeta, eseista i publicysta wydał już wcześniej kilka tomików, np. W stronę Beethovena, Sonaty i repertoria, Nadejście. Znam niektóre z nich i mogę potwierdzić, że znawstwo muzyki i pasja do zgłębiania jej tajemnic określają sens i nastrój niejednego wiersza Trześniewskiego-Kwietnia.  Tym razem autor zabiera nas do Wiednia. Jesteśmy pod domem Mozarta przy Domgasse 5, wstępujemy do piwnic, w których rozbrzmiewa muzyka. Ale walają się też „trupy”. Używam przenośni na nazwanie tego, co trapi wrażliwego bohatera tych wierszy. Wiele z nich opowiada o dysonansie poznawczym i w wielu fragmentach wyrażono to nad wyraz subtelnie i celnie. Otóż, delektując się winem i dźwiękami muzyki, bohater nagle przypomina sobie inną austriacką piwnicę, tę, w której niejaki Fritzl całymi latami gwałcił własne dzieci. Czytelnika zaczyna wciągać ta gra między doświadczaniem kultury, bujaniem w obłokach artystycznej sublimacji, a ciosami ze strony zwykłego, brudnego życia, bieżących, zazwyczaj szokujących informacji. Ta sama Austria wydała geniuszy, kojarzonych z największymi wzlotami ludzkiego ducha, lecz także  zbrodniarzy i psychopatów. Świadomość tego nie pozwala „barbarzyńcy w ogrodzie”, Europejczykowi w podróży, beztrosko  cieszyć się połykaną wielkimi kęsami kulturą, bez przerwy coś staje w gardle. W związku z tym pomysł skomponowania tomu poetyckiego na wzór sonaty (allegro, adagio, menuet, rondo), idea niemal klasycznego uporządkowania wszystkich,  także tych „barbarzyńskich”, wrażeń raz po raz zderza się z żywą, celowo nie do końca okiełznaną, treścią przemyśleń i odczuć: „słychać żal. stracona symfonia. ten zapis brzmi fałszywie: pęka/ muzyka”. Tak jakby Jarosław Trześniewski-Kwiecień testował możliwości formy i przemawiającej przez nią tradycji.
Nie wiem do końca, jaki jest wynik tego eksperymentu i co z czego wychodzi zwycięsko. W każdym razie zapamiętuję tę książkę jako podwójnie smutną. Będąc dokumentem rozczarowania podróżą, która tak wiele obiecywała, jest jednocześnie pokazem swoistej degrengolady form – te wszystkie kantyleny, romance, ballady, psalmy, akatysty nie były w stanie zatuszować rozdźwięku i goryczy. Wyglądają jak teatralne kostiumy z epoki założone na odwrót; to, że są nie „na miejscu”, pogłębia podstawowe odczucie, jakie autor chciał przekazać. Kwintesencją tych udanych zabiegów jest wstrząsający utwór Jedziemy do Mauthausen (kantylena dla urny),
opisujący inną podróż w krainę kultury wysokiej, do obozu koncentracyjnego po prochy zmarłego tam w 1943 roku dziadka Jana.
 Warto zwrócić uwagę na tego poetę. Fakt, że mieszka w Mławie i nie ma zwyczaju pchać się na afisz, nie powinien mieć dla nas żadnego znaczenia.


Karol Maliszewski w Odrze ( nr 3/ 2022) o Piwnicy : Z raptularza czytelnika nowości poetyckich (fragment) 

poniedziałek, 28 września 2020

Sława Sibiga - Kształt wiatru

 

 


 

Kształt Wiatru- wydawnictwo Kontekst- / wrzesień 2020/

 

Fragment posłowia .

„Niektórzy mówią, że poezją jest wszystko, co uznajemy za wzniosłe. Tomik Sławy Sibigi „Kształt wiatru” absolutnie nie jest wzniosły czy patetyczny, a niezwykle poetycki i oszczędny w słowie w duchu japońskich twórców-nomadów. Jej zbiorek haiku ma lekką strukturę, jest niczym orzeźwiający ciepły, letni wiatr dla wielbicieli haiku.

Najsłynniejszym polskim wierszem o wiatrach są „Dwa wiatry” Juliana Tuwima, a piosenką ballada Boba Dylana „Odpowie Ci wiatr”. Tak było do tej pory, a zobaczymy co się stanie, gdy tomik Sławy Sibigi wejdzie w obieg czytelniczy. Autorce życzymy samych pomyślnych wiatrów. „

 

Małgorzata Wielgosz

 

________________

Po lekturze

„Jeszcze do niedawna, głośno było o filmie "Kształt wody". Ale woda, jak wiadomo, przybiera ksztalt naczynia, czyli jej forma bywa ograniczona. O wiele bardziej karkołomnego zadania podjęła się Sława Sibiga, próbując przedstawić nam, w swoim najnowszym tomie poezji haiku kształt wiatru. Czy się jej to udało, najlepiej ocenić samemu czytając, ja polecam z czystym sumieniem, każdemu miłośnikowi (i nie tylko), tej subtelnej sztuki poetyckiej. „

Grzegorz Malecha

 

  Wybrany fragment  z  długiej recenzji Marka Sztarbowskiego

 

„ Tomik "Kształt Wiatru" jest wspaniałą lekturą do której można wracać bez końca.

I jak prawdziwy wiatr w tej chwili w każdym zakątku świata jest inny choć ten sam, ten na kartkach ma podobny niewymierny kształt i można je otworzyć w dowolnym miejscu tomiku, by poczuć, że jest niezależnie od tego co akurat robiliśmy pomiędzy lekturą.

Nawet zamknięty czyta się sam dalej, tak jak mówiąc, że dziś nie ma wiatru mamy na myśli tylko tu i teraz, bo gdzieś indziej przewraca właśnie drzewa i ziarnko po ziarnku przenosi góry.

 

Marek Sztarbowski