Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronek z Obidzy Kozieński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronek z Obidzy Kozieński. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 marca 2018

niedługo znowu wracam do siebie

Bronisław Kozieński



Z Wehrmachtu

Czuję, że znowu od tych wyjazdów na zachód
dusza zaczyna porastać mi mchem od tamtej strony.
Reumatyzm włazi pod skórę i bez znieczulenia
wgryza się do szpiku kości.
Spirometria? W tym temacie
pozwala jedynie na małe ech!

Śmieję się, niedługo znowu wracam do siebie
i nic, że wnuki jeszcze mocniej za skórę mi wejdą.
Nie szkodzi, że któreś zawoła:
Wróciłeś do nas dziadku z Wehrmachtu.

Najważniejsze jest to, że dobiorą się do mojej wilgotnej duszy,
wyciągną na wierzch

i wystawią na słońce.





Sen niewidomego

Jutro, kiedy znowu wyjdziemy na ulicę,
powiedz  wszystkim ludziom,
że cud się stał
na ich oczach.

A ja,
jak potrafię najpiękniej,
będę udawał, że widzę,
tak,
aby ich wielka radość
obsypała nas
złotem.






Sen wędrowca

Czy tam w dali to iskierka miasta,
czy świętojański nocny robak
dogasa gdzieś na ręce boga?

Pewnie to tylko łza
w moim oku.

_________________________
publikacja za zgodą Autora




piątek, 11 września 2015

wieś zaśnie, jakby nigdy niczego nie było.



Bronek z Obidzy Kozieński 





wiersz dla psa

straciłem wczoraj psa przyjaciela zgłosiłem sprawę na policji
twierdzą że umarł lecz będą szukać
choć w koło zdycha tyle ludzi
a mówią na nich skurwysyny pały debile bez sumienia
włóczę się włóczę po ulicach
szukam starego przyjaciela

przechodząc mostem szukam w wodzie ona ma tutaj tyle twarzy
kiedy już wszystkie aportują o chleb
rzucam im kamień i idę dalej
lubię ten czas gdy noc na wschodzie jak stary pies zaspanym okiem
chce ci powiedzieć że odchodzi
a ty udajesz że rozumiesz

choćby i umarł czy zdechł jak człowiek
będę go szukał bo muszę w coś wierzyć
włóczę się włóczę po ulicach
a gdzieś daleko wyją suki





Elizjum
 
Papieros gaśnie mi, Jacqueline.
Przyrzekam ci, że to ostatni. Ostatni, jak i noc w Berlinie,
Holocaust-Mahnmal...
Wiedersehen!

Nie ma w nim ognia, tylko popiół w oczach
przełyku, w głębi płuc i na języku twój, Jacqueline,
z les Champs Élysées.
Au revoir! Adieu, Madame!

Wybacz, że byłem dziś z Juliette.
Ta wciąż smakuje Guernicą.
(Teraz nie mówię o języku)
Po prostu myślę tak, jak czuję.

Nie ma już dymu, nie ma ognia
i co mam zrobić z tym, Jacqueline?
Auf wiedersehen? Au revoir?
To również popiół.
Je suis désolé.




Jakby nigdy nic
Hej! Wy dzieci, których nigdy prawdziwie nie było.
Kępy traw zamiecione głodną zimą pod Skalskim.
Rozłupane pnie jodeł łańcuchową siekierą.
Posprzątane, wymiecione, spróchniałe, bezpańskie.

Dzieci, których nikt nie przewidział i nie przesłuchał.
Ognistordzawa jesień buczyny pod Wisielcem.
Czyściec nieba poderżnięty od ucha do ucha.
Przeoczone, przekładane na jutro, na potem.

Ech, sieroty wykrochmalone jak prześcieradła.
Poszwy, które się same nicią ze snu zaszyły.
Celulozowy świat odejdzie nocą na bagna,
a wieś zaśnie, jakby nigdy niczego nie było.


_________________________
publikacja za zgodą Autora

poniedziałek, 2 lutego 2015