Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kielar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kielar. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

miejsca których już nie ma


Grzegorz Kielar



I Miejsce 
VIII Ogólnopolskim Festiwalu Poetyckim
im. Wandy Karczewskiej




Do pary
się zwijam się mnę jestem z celofanu czasem szeleszczę po drodze mi z deszczem się zwijam się mnę jestem stuzłotówką starą już nie pukam nie stukam po drodze mi z marą nocną jestem nastukany i puknięty jestem ogarniam coraz mniej choć się garnę czasem się chwieję się pnę z poręczą mi poręczniej mam pod lasem szałas nie gonię trwonię grosze i po trosze znikam łamliwe serce mam ciągle po lewej stronie wiem co to przyciąganie ziemskie i nieziemskie odpychanie ale nigdy nie wiem co robić ze szczątkami początków i zaczątkami końców znam na pamięć omamy osłuchy pogłosy i bosy jestem cały odwiedzam miejsca których już nie ma i granie w znikanie uprawiam się nie umawiam już nie namawiam się zwijam gnę się i lgnę skrycie omijam skwery targi i dzwonnice na nice wiersz obracam i nie zwracam uwagi na nic nie latam z chmurami co się da łatam jeszcze po drodze mi z dreszczem dnieję coraz rzadziej bo szczególny ze mnie przypadek jestem bezcelownik i zamiejscownik jestem się zwijam mijam pomalutku odpuszczam puszczam statki na wietrze i oko do księżyca łzy się kończą powoli boli lżej jakby i w środku mniej kwili coś się może dziś wydarzy coś się może dziś wymarzy za rogiem latarnia przydrożna pod stopami chodnik szary na ławce ćma niczyja - nas troje do pary


_____________________________________
fot. Arek Łuszczyk
Publikacja za zgodą Autora

środa, 1 marca 2017

MIĘDZY SŁOWEM A OBRAZEM - fotorelacja






MIĘDZY SŁOWEM A OBRAZEM

Jest takie wyjątkowe miejsce w Tarnowskich Górach, Inny Śląsk. To galeria sztuki, którą od 1990 roku prowadzi Krzysztof Mazik. Ściany galerii w tym czasie zdobiły prace blisko 300 artystów, w tym kilku dwu i trzykrotnie. Wystarczy wymienić tylko takie nazwiska, jak: Werner Lubos, Ewa Zawadzka, Roman Nowotarski, Maciej Gryglaszewski, Edward Inglod, Leon Tarasewicz oraz z zagranicy Pavel Hlawaty, Pit Ludwig, Stefan Guber, Gulbat Szwelidze, Dawid Pataraja, M. Epes i B. Weder. Grali najlepsi polscy muzycy jazzowi i bluesowi.
Równie istotną, co plastyka i muzyka, częścią działalności Innego Śląska jest promowanie kultury literackiej. Odbyło się tu ponad 20 konkursów poetyckich, na które każdorazowo zjeżdżali się poeci z całego Śląska. Wieczory autorskie poetów z całej Polski np. Krzysztofa Lisowskiego, Tadeusza Sławka, Jana Pawła Krasnodębskiego, Jacka Klejffa, Macieja Meleckiego i poetów związanych z Instytutem Mikołowskim, Karola Samsela, Karola Maliszewskiego, nie sposób wyliczyć wszystkich oraz promocje nowych książek, recytacje tłumaczeń, dyskusje o literaturze, koncerty poezji śpiewanej, biesiady literackie, prezentacje grup literackich, spektakle, monodramy i happeningi. Trudno znaleźć drugie takie miejsce w Tarnowskich Górach, w którym z taką regularnością odbywałaby się tak wielka liczba imprez o znaczeniu dalece wykraczającym poza obręb miasta.
W piątek 17 lutego 2017 roku spotkali się w szczelnie wypełnionej sali galerii Inny Śląsk tarnogórski poeta Grzegorz Kielar oraz fotografik Marek Wesołowski. Ideą spotkania Między słowem a obrazem była prezentacja portretów lirycznych i fotograficznych bohaterów tego wieczoru.
Grzegorz Kielar urodził się i mieszka w Tarnowskich Górach. W przeszłości pracował jako nauczyciel. Jest laureatem kilku turniejów i konkursów poetyckich. Jego teksty były prezentowane w krakowskim i katowickim radiu, weszły również do antologii Czy w tym mieście mieszka poeta. W 2011 roku Kielar wydał tomik I chyba lepiej tak, w 2014 Skrajem, a w 2016 roku węzły węzełki.
Marek Wesołowski mieszkaniec Dąbrowy Górniczej jest fotografikiem, jak sam podkreśla poszukującym samoukiem, od 2010 r. członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików, Śląskiego Towarzystwa Fotograficznego, Żorskiego Towarzystwa Fotograficznego „Kadr” oraz nieformalnej grupy fotograficznej „999”. Realizuje fotografie z zakresu pejzażu, reportażu i portretu. Uczestniczył w kilkunastu wystawach w całej Polsce.
17 lutego jest Światowym Dniem Kota. Fakt ten nie pozostał bez wpływu na przebieg spotkania. Razem ze zgromadzoną publicznością zachwycałem się czytanymi przez poetę Irusiem i Linoskoczkiem, którego inspiracją był Dzień Kultury Ulicy 2014 w Tarnowskich Górach. Grzegorz Kielar jak kot chodzi własnymi ścieżkami. W utworze Wiersze i koty mówi: (…) mój kot który jest poetą / i jeszcze o tym nie wie / mruga zbyt długimi zdaniami / o wróblu za oknem / (…) mój poeta uważa że jestem kotem / który wkrótce odkryje swą / prawdziwą naturę. Jest w tych wierszach pełna napięcia kocia cisza, jak podczas skradania się i uważnego skupienia na obserwowanym przedmiocie: (…) kiedy zaczniesz buszować / zbyt intensywnie / i pęknie ostatnia powieka / zostaniesz namierzony. Ale znajdziemy także kocią zabawę. Igranie słowami i związkami frazeologicznymi daje ciekawe efekty: (…) zanim wyschną na sznurze wiersze i wróble / zanim zdecydujesz się wyjść na dobre / zostaw na szybie oddech i drzwi zamknięte / na oścież. Poeta ma jednak świadomość, że żeby się bawić słowem / trzeba mieć mocny łeb i nogi, więc czyni to z umiarem.
Portrety eksponowane przez Marka Wesołowskiego uzupełnił Kielar kilkoma swoimi wierszami z tomiku węzły węzełki. Te poetyckie portrety powstały w czasie trzytygodniowego pobytu poety w szpitalu na oddziale psychiatrycznym. Najcenniejsza w tej poezji jest empatia i głęboki humanizm, rezygnacja z oceniania i wartościowania oraz sposób w jaki Kielar mówi o najważniejszych dla człowieka sprawach: miłości, samotności, starości, śmierci. Jest w tych wierszach optymizm i szlachetna prostota, które uwodzą czytelnika. Podobne cechy znajdziemy w fotografiach Marka Wesołowskiego. Próżno szukać w nich blichtru i warsztatowych fajerwerków. Jak mówił sam autor najpierw stara się poznać człowieka, którego ma fotografować. Lubi też powracać do tych samych osób po latach. Obserwować jak się zmieniają. Fotografia jest nie tylko czasem zatrzymanym w kadrze, ale implikuje cały szereg nowych znaczeń, nowych narracji. Jak napisała Ewa Parma To więź, która może potrwać długo i nie będzie uwierać, domagać się wyłączności ani przysiąg na wieki. Każda chwila może być okazją, by utrwalić cień uśmiechu, rozpaczy, gniewu, wyraz oczu, który przyszłemu odbiorcy nie pozwoli szybko odejść i zapomnieć. Każe mu stać przed zdjęciem i podejmować próby przejścia przez bramy czasu i oczu, wyjść ze swojej strefy intymnej i wejść w cudzą, zamienić się miejscami…
I tak staliśmy przed tymi zdjęciami i rozmawiali o fotografach „złodziejach dusz”, o punktach stycznych pomiędzy poezją i fotografią, o tysiącu innych rzeczy, o których można rozmawiać na takim spotkaniu. To był wyjątkowy wieczór. Jeden z tych, których się nie zapomina i przez wiele lat przywołuje słowami: A pamiętasz jak w 2017 Kielar i Wesołowski mieli spotkanie u Mazika w Innym Śląsku”?



Andrzej Kanclerz





poniedziałek, 19 września 2016

Premiera książki poetyckiej „Drugi dzień szwedzkiego lata” Krzysztofa Tomanka




      Lato ma się ku końcowi. Jest 16 września 2016 r. Ciepło i słonecznie. Dochodzi godzina 18:00. Stoimy na parkingu przy Zagórskiej 162. Nieopodal pawilon JYSK. Obok drugi w budowie. Niżej myjnia samochodowa. Pustawo. Jest nas na razie czworo. Czekamy. Sceneria, jak na premierę książki poetyckiej, dość nietypowa. Krajobraz zdecydowanie industrialny. Jak w wielu wierszach Krzysztofa. 

      Przychodzi Andrzej. Rozmawiamy o tym, co ma się tu wydarzyć. Jakiś mały niepokój, bo nie ma ciągle autora „Drugiego dnia szwedzkiego lata”. Wreszcie jest. Przychodzi z żoną Aliną i córeczką Marysią. 
Za chwilę zjawiają się rodzice i siostra z synem. Po kilku minutach nadjeżdża szef Tarnogórskiej Fundacji Kultury i Sztuki, Krzysztof Mazik. Jest nas kilkanaście osób. Można zaczynać.

       Stoimy w półokręgu. Krzysiu Tomanek na tle surowego pawilonu czyta swoje wiersze. Kilka. Mówi, że wystarczy. Takie małe czytanie na pierwszy raz. Nie byłoby jednak prawdziwego performance`u bez niespodzianki. Krótkie przygotowanie i w niebo strzelają race. Brawa. I jeszcze jedno strzelanie. Pora na szampana. Krzysztof otwiera butelkę i rozlewa go do plastikowych kubków. Wznosimy toast. Serdeczne uściski i pamiątkowe zdjęcia. Powoli spotkanie dobiega końca. Było niebanalnie, inaczej. Chwilę jeszcze rozmawiamy i po 19:00 rozchodzimy się każdy w swoją stronę.
        Nad parkingiem zachodzi słońce.

Grzegorz Kielar



















fot. Grzegorz Kielar i Renata Radna Mszyca

środa, 30 marca 2016

węzły węzełki


Grzegorz Kielar


Lustro

niebieski chce do domu
bardzo chciałby już być u siebie
jak na dwadzieścia siedem lat te cztery tygodnie
w niskich domkach to zdecydowanie za wiele
jak na jego możliwości
robi coraz mniej okrążeń wokół zimnego ogródka
po każdym kółeczku niebieski wchodzi do łazienki i staje
przed lustrem
patrzy sobie głęboko w oczy
zdaje mu się że przybywa w nich szarości
dalej też nie umie znaleźć klucza do swoich snów
z jawą też nie daje rady
czuje się wyrwany z korzeniami jak tuja na patio
którą ktoś w nocy wytargał i rzucił w kąt
ma wrażenie że z każdą godziną coraz bardziej zachodzi niż dnieje
bardziej się kurczy marnieje
przed snem niebieski zrobi jeszcze jedno okrążenie
ponownie wejdzie do łazienki ostatni raz tego dnia stanie
przed lustrem wyciągnie z kieszeni szczoteczkę do zębów
i będzie starannie czesał krzaczaste brwi
potem siądzie na kamiennym parapecie zaciągnie się
wyproszonym westem
i ukradkiem wytrze dwie łzy koszulką z napisem
HERO




Szczygieł

przez długie miesiące wędrował w snach przez
złuszczone sady i spopielałe łąki
na jawie nie było wcale lepiej
skórę ma wciąż cienką jak pergamin
jest przezroczysty i dalej nieco gubi się w czasie
kiedyś był z kimś teraz sam jak serdeczny palec
ale kto powiedział że liczą się tylko parzyści
powoli zaczyna wyczuwać kolory i rozpoznawać smaki
wystarczyły: kawałek ciasta z wiśnią jagodowy papieros
i kostka rubika zostawiona przez kogoś na półce w świetlicy
ostatniej nocy przyśnił mu się tęczowy szczygieł
i podpowiedział jak pozszywać te trzy niegojące się rany
powinien jak najszybciej coś z tym zrobić
- poszukać dobrej igły i mocnej zielonej nici




Popiół

jest tutaj prawie trzy tygodnie
na początku był kruchy jak dym małomówny i ledwo słyszalny
nogi miał z waty dlatego nie robił tych cholernych okrążeń jak inni
a kiedy szedł do łazienki zawsze
trzymał się ściany
teraz czuje większą pewność pod stopami a ręce z papieru zaczynają
pobierać ciepło z drugiej dłoni
nie wie tylko co zrobić z miłością której nabawił się pół roku temu
i cały czas trzyma w sercu
jest mistrzem świata w nietrafionych miłościach a ta ostatnia
boli najbardziej
jednak za żadne skarby nie chce jej unieważnić wypalić czy nawet
zapomnieć
mówi że miłość w jedną stronę
to szatański wynalazek
nie wie też jak pozbyć się popiołu którego kilogramy dźwiga w sobie
póki co regularnie czyści dwie puszki po angielskim gulaszu
które robią za popielniczki


_____________________________________
publikacja za zgodą Autra

niedziela, 14 lutego 2016

walentynkowe przesilenia

Krzysztof Schodowski - Przesilenia III




Roma Jegor

Miejsca po przecinku


Ciągle mam cię w palcach między świtami
jak gorączkę dreszcz satynowe ślady po ospie
i powoli zaczyna nam być ciasno
kiedy rzeczy nadchodzą falami
a aniołowie plotą między nami tarninę -
cisza wtedy wygląda niczym zaginione linie papilarne
Podobno nie ma zbrodni między ustami
dopóki milczą
więc staram się czytać cię bezgłośnie
i kiedy przychodzisz w roli czciciela porządku
wieży z kości ścięgien i pocałunków
jestem głuchoniemym stroicielem fortepianów
czujnym łowcą oddechów
pilnuję żebyś nas nie zaokrąglał
i nazywał wszystkie moje miejsca po przecinku




Grzegorz Kielar


przyłapany


przyłapany na gorącym oddechu
nie miałem nic do gadania
miłości podobno dobrze robi noc

najlepiej niecierpliwa i wilgotna
kiedy nagli każdy centymetr
ciała w przedziwnej ekonomii
dzielenia i podwajania

tej nocy do nieba będą podobno

wpuszczali parami
trzeba jeszcze tylko zdrapać
ten cholerny księżyc
z szyby




Dorota Nowak


kula


nasze my zawijałeś na kształt kuli
w doskonałą formę bez początku i końca
toczyłam się do środka zbierając okruchy
przylepiona do kociego futra i pazurów

umiałeś łączyć kwadraty i prostokąty –
spadały z moich włosów na koszulę
każdej nocy chowałeś pod nią głowę
zakradając się do rozdrapanego środka

kula toczyła się z góry i na szczyt
nabierała prędkości rosła pęczniała
zbierałam sierść chowając pazury
by miękką skórką gładzić zranienia



Grażyna Paterczyk

wilk syty i owca cała


patrz
chwila gwiazdy

świecący ślad wciąga do lasu
energia krąży spełniając sny
niemoralne niewidoczne
tkwiące w harmonii z naturą
wbrew zasadom

rozbijając samotność jagnięcej skóry
ocieramy się o pruderię obwieszczając niewinność
następnej

owca cała



Ewa Pietrzak


Nad nami Vivaldi


studiuję ciebie z pamięci
oczy w tonacji zaduma
usta w odcieniu smutek

znanym nam alfabetem piszę list
na kartkach twojego ciała
z ulgą czytam odpowiedzi
w miejscach moich najczulszych

straciłam wątek by po chwili
sięgnąć po jeszcze
więcej ciebie

muzyka brzmi nadal




Juliusz Rafeld


TAMTE DNI


siadywaliśmy w tej knajpce kiedyś
kieliszki śmiały się dźwięcznie zachęcały nas
co godzinę odnosiliśmy kolejne
przyszłe zwycięstwa

z biegiem lat posiwiały nasze gołębie
po drodze potraciły pióra
ciekawie byłoby zobaczyć twoją minę
gdybyśmy przypadkiem minęli się w drzwiach

dziś przed wejściem waham się
czy zostało tam jeszcze coś
oprócz dziwnego odbicia w szkle
ledwie rozpoznaję siebie

od drzwi dobiega nagle znajomy głos
woła moje imię
och – postarzeliśmy się ładnie ale głupio
tak wciąż śnić o tamtych dniach… 



Teresa Radziewicz


ten żar, ten żar, ten wiatr


jest jeszcze inny świat – pomiędzy ewą a
adamem – kiedy słowa decydują się: tak
– tak. usiądźmy więc na brzegu rzeki,
której jeszcze nie ma, rozpocznijmy

czas rzeczy, które nie zdążyły się zdarzyć
– wszystkie mieszkają w głowach
oczekując na swój dzień i miejsce.
spokojny nurt czule obmywa stopy

– trwamy, a głowy wypełnia cud: ten żar,
ten żar, ten wiatr gojący wszystkie rany,
leczący wszelkie choroby. rodzi się
źródło, ruszają godziny – oto

czysta idea początku: ziemia wzbiera
wilgocią, woda chłodzi kamienie;
powstajemy i w nowym, innym świecie
ofiarowujemy drodze nasze pierwsze kroki



Sława Sibiga


***


te wszystkie obietnice
fałszywe nuty
wschody i zachody
na pępku świata

krok do przodu
dwa do tyłu

zróbmy teatr

na słowa
miny

teatr
jednego widza

w ostatnim

akcie



Jacek Sojan


codex doskonałego kochanka

nie odwracać się od niej plecami
patrzeć w oczy jak u okulisty
jak ubierać to pocałunkami
a rozbierać sposobem pianisty

znaczy zagrać na wszystkich neuronach
raz staccato raz piano legato
nie zapomnieć powtarzać w milionach
no że kochasz że twój mistrz nie Platon

lecz artysta Orfeusz ten który
dla miłości do piekła się wybrał
pisać wargami miłosne sury
wokół bioder tańcząc sen kolibra

kiedy zadrży by umrzeć z rozkoszy
ty kochanku umieraj z nią razem
gdy ona w niebie otworzy oczy
ty szybko zasłoń się kałamarzem




Krystyna Wieczorek


Po drodze mi do niej


teraz wiem że tam była
kiedy mówiłeś jest pięknie
cały las tonął w asfalcie
koła mknęły w zawrotnym tempie
a my schodziliśmy z tego świata
szybko i mocno

krążyła tętnicami
pompując nadmiar światła
z każdym oddechem większy

wypełnieni po brzegi
bram zielonej i złotej
wracaliśmy do tamtych miejsc
do ziemi wzruszonej zapachem
wyrwanej mandragory



Natalia Zalesińska


mleczno-czarne f-moll

przez mrok, przez gąszcz, przez omszałe wzgórza,
z wiatrem przemierzę setki mil do ciebie, do ciebie.

wniknę, poznam każdy cal ciała. wdrążę się w umysł,
zachwycę lub zawiodę. a tobie zostanie muzyka,

budząc się rano, powiesz: coś czułem, coś czułem.
nie dowiesz się nigdy, że płynęłam podskórnie.




Agnieszka Jarzębowska - w Lanjaron





_____________________________________________
Publikacja za zgodą Autorów.

czwartek, 16 kwietnia 2015

A może by tak inaczej. O "Skrajem" Grzegorza Kielara.



A może by tak inaczej / odwrócić podszewkę na lewą stronę / w fotoplastikonie podmienić obrazki / 
i przyjąć że wszystko jest na niby" – takim credo w otwierającym książkę wierszu „inaczej" zaprasza do swojego poetyckiego świata Grzegorz Kielar (1954). „Skrajem" to jego drugi tomik po wydanym w 2011 r. 
„I chyba lepiej tak". Gdybym miała w dwóch słowach określić te wiersze, powiedziałabym: czułe 
i powściągliwe, gdybym mogła dodać autorefleksję autora, dodałabym cytat z wywiadu: „Jestem naiwnie przywiązany do tezy, że w wierszu powinno „o coś chodzić”. Tylko tyle i aż tyle". W poezji Kielara zawsze „o coś chodzi", o coś, co autor ogląda z dystansu, ze spokojem (często bliskim stoicyzmowi), z uwagą 
i wrażliwością (daleką od sentymentalizmu, emfazy czy tanich ja-izmów). W zgodzie z tytułem książki – poeta przygląda się sprawom, sobie i innym ludziom z boku, z lekkiego oddalenia, jakby pomimo. 
„A może by tak / bez opowiadania się po stronie / bez zajmowania stanowiska / iść skrajem z dala od zgiełku / bardziej łukiem niż wprost" („Inaczej"). Taka perspektywa pozwala nie tylko na uczciwy 
i pełniejszy ogląd rzeczywistości, ale i na wyciszenie, a w efekcie na zaproszenie czytelnika do zatrzymania się i wspólnego wejścia w uchwycony okiem autora i zatrzymany w wierszu w świat. 
A uchwycona bywa jego zwyczajna uroda, którą tak łatwo nam przeoczyć (jak w wierszu „czego nie wiesz": „pewnie tego, że o świcie ptaki / latają wolniej, a we mgle najpiękniej / brzmi trąbka, że drzewa bywają gościnne / po północy, a dziwaczek świeci na zielono / i otwiera się dopiero pod wieczór"), świadomość niemożliwości przełożenia jego skomplikowania na język poezji (w wierszu „co przejdzie 
w nocy": „nie można wszystkiego powierzyć / słowom co przejdzie w nocy nie zawsze / przejdzie w wierszu") czy subtelność intymnych, niewypowiedzianych zauroczeń (w wierszu „kartki" dedykowanym Wojtkowi: „dziejesz się na moich oczach / dzień po dniu słowo po słowie / ta historia wciąż się pisze / kartka po kartce miłość po miłości"). Roma Jegor celnie zauważa w posłowiu: Grzegorz Kielar ma rzadką umiejętność pisania o smutku „tak, żeby nie bolało". Żeby nie bolało, ale jednak dotknęło. Doskonałym przykładem tej umiejętności jest wiersz „Iruś": „przywieźli go którejś nocy cichaczem / jakby nieco wstydliwie / rano okazało się że Iruś ma 64 lata / odleżyny na kości ogonowej i pampersy / na zmianę 
z pewnością mapę sufitu poznał lepiej / niż własną kieszeń (...) dzisiaj rano siostra Małgorzata / otworzyła okno / na parapet sfrunęły dwa gołębie // te ptaki ci się należą / Iruś". Z jednej strony – tyle autentyzmu, 
z drugiej – czułości i uwagi w podpatrywaniu cudzego smutku i przemijania. Dyskretnie, po cichu, skrajem. Bez histerii, bo przecież „za oknem spłoszony kos trzepie / skrzydłami starszymi o dzień / możemy się umówić że ta chwila / poudaje wieczność" („możemy się umówić"). Stawiając na mowę wprost, unikając zabawy słowem czy nadmiernego metaforyzowania, przedkładając prostotę nad eksperyment, autor ustrzega się jednocześnie oczywistości i banału. To możliwe, kiedy pisanie traktuje się tak bezpretensjonalnie: „wiersze i koty biorą się znikąd / przydarzają się jak deszcz / czasem o świcie przebiegają drogę / przeważnie z lewej na prawą / zatrzymują na poboczu / i czekają na okazję" („wiersze i koty"). Na szczególną uwagę zasługują erotyki Kielara, delikatne, wysmakowane, zbudowane na subtelnych skojarzeniach, nienachalne: „Może trzeba najpierw mozolnie zapomnieć? / wszystko z siebie zdrapać? i poczekać / aż obrócimy się w proch / albo w wiersz" („zdrapka"). Poeta wie, że najlepiej działają przejmujące niedopowiedzenia, rozedrgane emocje, wszystko to, co do wyczytania między wersami. Może jest tak jak w wierszu „wykrzykniki": „w hotelowym pokoju o świcie / najlepiej rozmawia się palcami / niepotrzebny do tego słownik / wyrazów kłopotliwych". I jeszcze słowo o literackich 
i kulturowych tropach „skrajem". Autor zaprowadza nas przed obrazy Edwarda Hoppera, zaprasza do piosenek Leonarda Cohena czy wierszy Douglasa A. Powella. Z jednej strony natrafiamy na ukłon w stronę Wisławy Szymborskiej (i jej kotów!), z drugiej – w stronę młodego poety z Pruszkowa, Pawła Artomiuka. Wśród literacko inspirowanych najmocniej widoczny, a jednocześnie – wydaje się – najbardziej osobisty jest wiersz „zespół odstawienia Charles`a B.": „chyba zbyt serio / wziąłem do serca twoje rady kalifornijski poeto / – miałem kilka nieszczęśliwych romansów / unikałem opery oraz rodzinnych pikników / nie grałem w bilard ani w szachy czytałem / Hemingwaya i Prousta obserwowałem muchę / na letniej firance wpadałem w złość z byle powodu / (...) mam w tej chwili niezły bałagan w głowie / twoja w tym zasługa Charles". Jeśli zasługą kontaktów Kielara z poezją Bukowskiego jest bałagan w głowie, z którego rodzą się takie wiersze – niech poeta nie próbuje niczego porządkować. 

Izabela Fietkiewicz-Paszek 

22 lutego 2015 eleWator, nr 11 (1/2015) styczeń/marzec 
Grzegorz Kielar, "Skrajem", wyd. Tarnowskie Centrum Kultury, Tarnowskie Góry 2015

sobota, 14 września 2013

Waldemar Kazubek w Tarnowskich Górach



Kawiarnia Cynamon w Tarnogórskim Centrum Kultury od dwóch lat jest miejscem spotkań miłośników literatury. W czwartkowy wieczór,12 września, 2013 r. w Salonie Poetyckim gościliśmy Waldemara Kazubka, poetę z Mikołowa. Z poetyckiego CV Waldka możemy się dowiedzieć, że jest on schyłkowym miłośnikiem corridy, walk kogutów i posiadaczem papugi, że wiersze zaczął pisać pięć lat temu, „by dać odpór bladze”.
Gość wieczoru, przepytywany przez prowadzącego spotkanie, Andrzeja Kanclerza, opowiadał o sobie, swoim podejściu do pisania, o swoich literackich fascynacjach.  O poezji Waldka pisał w recenzji prof. Piotr Michałowski: ”Waldemar Kazubek tworzy poezję epicką, która gromadzi obrazy i zdarzenia układając je albo w reportażowy bezwładny zapis obserwacji, albo w fabularne quasi-ballady”

Podczas wieczoru usłyszeliśmy kilkanaście utworów, pochodzących z różnych okresów, w tym, 
z przygotowywanego tomiku pt „Trumny z tylnym wyjściem”. Na zakończenie półtoragodzinnego spotkania Waldek otrzymał od przyjaciół przepiękny bukiet kwiatów.  Rozmowy o poezji przeniosły się w kuluary.



Grzegorz Kilear

















Latające traszki

Tego się nie da opowiedzieć to historia o dziurze w ziemi
olbrzymim wyrobisku chłopcach i chronionych płazach
śmierci  dorastaniu i nauce za garażami na torach na drzewach
i cudzych działkach przy bunkrach i na nieczynnej cegielni

pani od biologii pokazywała plansze męskie i żeńskie
narządy rozrodcze patrzcie budowa oka i ucha
wszystkie możliwe otwory ciała nieważne po lekcjach
szło się na cegielnię rzeźbić siebie samego z gliny

rodzice byli źli wiecznie brudne trampki i dziury
w kieszeniach pełnych przygód cud że wszyscy to przeżyli
na jednej z plansz była rzadka jaszczurka – Traszka –
Waldku – to płaz siadaj dwója pamiętaj to zwierzę chronione

jakże trudno je spotkać gówno prawda zabiliśmy
takich może z tysiąc mnożyły się na naszej cegielni
żaden zoolog o tym nie wiedział mieliśmy tam raj a traszki
swoją enklawę i piekło dziecięcych rąk i zabaw

urwisko piętnastometrowe rzut traszką do małego stawu
złamane nogi rozbite nosy szybko schnące łzy bólu
pierwszy otwarty brzuch operacja na żywym organizmie
kiedy Kieła zawołał - kurwa jaka wielka

przybiegł z drugiego brzegu i wylał na glinę zawartość
swojego słoika trzy samce i dwie samiczki
jedna olbrzymia a mówię że znaliśmy się na tym
lepiej niż pani od biologii traszki mieliśmy w małym paluszku

i teraz najlepsze olbrzymia samica na
naszych oczach pożarła samca trwało to pięć minut
a później dwie minuty do podjęcia decyzji
- daj szkło otwieramy jej brzuch wydobyliśmy go całego

martwa samica z otwartym brzuchem martwy

pożarty samiec lepiej i gorzej uczący się chłopcy.









Ballada z Mickiewicza o wuju Helmucie
cz. IV - abisynia

to zwykłe baraki
tutaj trafiają dziady
ale miał fantazję
sufit pierdyknął se w szachownicę
teraz mu dusza uleciała
ruchem konika szachowego
goni muchy wkoło żyrandola

część przedostatnia - sen.mara

zapukaj w
okno. śpi
pijany. zakwita
czernią.
garnek na gazie.

cz. I - os. Mickiewicza 7/1

Wątłe zdrowie, renta.
Wózeczek na złom.
Akordeon, alkohol,
sąsiedzi i koty.
Złote rybki, chomiki.
Dziadek, babka, on.

Teraz tam mieszka jakiś Kołodziejczak.

wstęp - Babka z domu Schuster

Nie, komisarzu, nie zmienię mu imienia
na mniej hitlerowskie, dopóki pan
nie zmieni hitlerowskiego nazwiska.














Fotorelacja : Grzegorz Kielar