Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Nowak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Nowak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 listopada 2017

coraz trudniej odchodzić coraz łatwiej wracać


Dorota Nowak



dotykasz

jesień już a ty
nieostrożnie pamiętasz o iskrach 
w moich snach lato – 
coraz trudniej odchodzić
coraz łatwiej wracać






jesienny spacer

co roku układają liście
pada deszcz a oni bosymi stopami 
rozgrzewają jesienną szadź
chaos miedzy nimi zwiększa uczucie 
chłodu – nie zatrzymują pytań
odpowiedzi prowadzą nad rzekę
tam z dłonią w dłoni 
upływa czas powraca 






pukiel

zgarbiony przygląda się młodym drzewom
wspomina ogień z leśnego chrustu
stare okiennice nie domykają się skrzypią
popiół w kominku rozpyla – czułość

gdyby wtedy wplótł dłonie w jej włosy
zakręcił mocno na małym palcu ułożył 
gdyby przekroczył próg zasłonił okna
rozpalił ogień ściął kosmyk – zachował



_________________________________
Publikacja za zgodą Autorki

wtorek, 14 lutego 2017

to nieprawda że możesz powiedzieć wszystko


Dorota Nowak




pył

chcesz zobaczyć moje podskórne rwące się myśli
o tej porze dnia w której widać jak z lekkością
podnosisz kamienie układasz jeden na drugim
jakby miały sięgnąć słońca rozbić je na fajerwerki

tymczasem ziarno piasku które mam od ciebie
wyciska łzę toczy się powoli rani naskórek
ściera w pył twój zapach ślad i moją wilgoć
nasze my ukryte w przezroczystości diamentu

twoje imię łasi się ociera wraz z piaskiem o kamień
drapie pazurem jak krzesiwo rozpala ogień
a ty bardzo chcesz zobaczyć iskrę rozkruszony głaz
światło nad tlącym się nieustannie ogniskiem





antidotum

mój przyjacielu słucham twoich opowieści
one budują wydłużają dzień uśmierzają
stary kocur siada między nami chowa pazury
uczula rozpylając sierść w pomrukach

wczoraj mówiłeś o zabłoconych butach
o wstydzie gdy stawiałeś je w szeregu razem
z lśniącymi cholewkami z zadartym noskiem
o zaciskaniu pięści by nie rzucić się na bruk

przyglądam się twoim dorosłym stopom
one przenoszą życie na drugi brzeg do miejsc
w których matka czyści buty przed podróżą
ustawia lśniące całuje czoło na dobranoc





drobiazgi

nie prosić o drobiazgi o słowa
wytrzymać rwący nurt przepłynąć wpław
to nieprawda że możesz powiedzieć wszystko
gdy przyjaciel deklaruje wieczność

za piątym razem już wiesz że słońce
gaśnie powoli zachodzi odchodzi
tylko kamienie wydają się być niezniszczalne
szczególnie te na drodze i te z nieba

czy potrzebny jest widok matki
pchającej wózek z dzieckiem które nigdy
nie postawi stopy na kamieniu nie pobiegnie
by spojrzeć w niebo by widzieć?



______________________________________
Publikacja za zgodą Autorki

wtorek, 23 lutego 2016

Daniel Baca i Dorota Nowak - " Do widzenia do jutra"






Warszawa, Saska Kępa, 13 lutego 2016, przeddzień walentynek - spotkanie w restauracji pod wdzięcznym szyldem - do widzenia, do jutra. Miałam podwójną przyjemność, bo podwójne spotkanie - Doroty Nowak i Daniela Bacy. A właściwie przyjemność była potrójna, bowiem prowadzącym był Rafał Czachorowski, którego lubię za sposób prowadzenia rozmów z poetami i poczucie humoru. Gdyby mnożyć przyjemności, to było ich jeszcze więcej, bowiem na spotkaniu pojawiło się kilkoro sympatycznych członków PPG i parę osób spoza grupy. Był również sam Leszek Żuliński. Na dodatek wydarzeniu towarzyszyła wystawa prac uzdolnionego artysty - Krzysztofa Schodowskiego.

Dorota promowała swoje tomiki: debiutancki na dwa i najnowszy opium. Daniel prezentował utwory z tomu 9 złamań. Dwoje autorów, dwie różne poetyki, dwie różne osobowości. Prezentowane tomy zdobyły już wcześniej uznanie u czytelników i krytyki.  Interesująca jest geneza tytułów książek poetyckich obojga, warto ją było usłyszeć od samych autorów. Sądząc po reakcji wszystkich uczestników spotkania, tych przyjezdnych: z Łodzi, Sieradza, Poznania, Mławy i..., jak i tych ze stolicy, wieczór należy zaliczyć do udanych. A atmosferę serdeczności i życzliwości warto przenieść na kolejne wieczory w gronie PPG. Zresztą dla atmosfery tych spotkań pędzimy przez pół Polski co miesiąc, co dwa, trzy... jak się komu uda.

Tomiki obojga poetów warto przeczytać, prace Krzysztofa – co tu dużo mówić,  z pewnością są ściany, które na nie czekają.

Agnieszka Jarzębowska

















































Fotorelacja:
Monika Baca, Agnieszka Jarzębowska, Andrzej Dygas

niedziela, 14 lutego 2016

walentynkowe przesilenia

Krzysztof Schodowski - Przesilenia III




Roma Jegor

Miejsca po przecinku


Ciągle mam cię w palcach między świtami
jak gorączkę dreszcz satynowe ślady po ospie
i powoli zaczyna nam być ciasno
kiedy rzeczy nadchodzą falami
a aniołowie plotą między nami tarninę -
cisza wtedy wygląda niczym zaginione linie papilarne
Podobno nie ma zbrodni między ustami
dopóki milczą
więc staram się czytać cię bezgłośnie
i kiedy przychodzisz w roli czciciela porządku
wieży z kości ścięgien i pocałunków
jestem głuchoniemym stroicielem fortepianów
czujnym łowcą oddechów
pilnuję żebyś nas nie zaokrąglał
i nazywał wszystkie moje miejsca po przecinku




Grzegorz Kielar


przyłapany


przyłapany na gorącym oddechu
nie miałem nic do gadania
miłości podobno dobrze robi noc

najlepiej niecierpliwa i wilgotna
kiedy nagli każdy centymetr
ciała w przedziwnej ekonomii
dzielenia i podwajania

tej nocy do nieba będą podobno

wpuszczali parami
trzeba jeszcze tylko zdrapać
ten cholerny księżyc
z szyby




Dorota Nowak


kula


nasze my zawijałeś na kształt kuli
w doskonałą formę bez początku i końca
toczyłam się do środka zbierając okruchy
przylepiona do kociego futra i pazurów

umiałeś łączyć kwadraty i prostokąty –
spadały z moich włosów na koszulę
każdej nocy chowałeś pod nią głowę
zakradając się do rozdrapanego środka

kula toczyła się z góry i na szczyt
nabierała prędkości rosła pęczniała
zbierałam sierść chowając pazury
by miękką skórką gładzić zranienia



Grażyna Paterczyk

wilk syty i owca cała


patrz
chwila gwiazdy

świecący ślad wciąga do lasu
energia krąży spełniając sny
niemoralne niewidoczne
tkwiące w harmonii z naturą
wbrew zasadom

rozbijając samotność jagnięcej skóry
ocieramy się o pruderię obwieszczając niewinność
następnej

owca cała



Ewa Pietrzak


Nad nami Vivaldi


studiuję ciebie z pamięci
oczy w tonacji zaduma
usta w odcieniu smutek

znanym nam alfabetem piszę list
na kartkach twojego ciała
z ulgą czytam odpowiedzi
w miejscach moich najczulszych

straciłam wątek by po chwili
sięgnąć po jeszcze
więcej ciebie

muzyka brzmi nadal




Juliusz Rafeld


TAMTE DNI


siadywaliśmy w tej knajpce kiedyś
kieliszki śmiały się dźwięcznie zachęcały nas
co godzinę odnosiliśmy kolejne
przyszłe zwycięstwa

z biegiem lat posiwiały nasze gołębie
po drodze potraciły pióra
ciekawie byłoby zobaczyć twoją minę
gdybyśmy przypadkiem minęli się w drzwiach

dziś przed wejściem waham się
czy zostało tam jeszcze coś
oprócz dziwnego odbicia w szkle
ledwie rozpoznaję siebie

od drzwi dobiega nagle znajomy głos
woła moje imię
och – postarzeliśmy się ładnie ale głupio
tak wciąż śnić o tamtych dniach… 



Teresa Radziewicz


ten żar, ten żar, ten wiatr


jest jeszcze inny świat – pomiędzy ewą a
adamem – kiedy słowa decydują się: tak
– tak. usiądźmy więc na brzegu rzeki,
której jeszcze nie ma, rozpocznijmy

czas rzeczy, które nie zdążyły się zdarzyć
– wszystkie mieszkają w głowach
oczekując na swój dzień i miejsce.
spokojny nurt czule obmywa stopy

– trwamy, a głowy wypełnia cud: ten żar,
ten żar, ten wiatr gojący wszystkie rany,
leczący wszelkie choroby. rodzi się
źródło, ruszają godziny – oto

czysta idea początku: ziemia wzbiera
wilgocią, woda chłodzi kamienie;
powstajemy i w nowym, innym świecie
ofiarowujemy drodze nasze pierwsze kroki



Sława Sibiga


***


te wszystkie obietnice
fałszywe nuty
wschody i zachody
na pępku świata

krok do przodu
dwa do tyłu

zróbmy teatr

na słowa
miny

teatr
jednego widza

w ostatnim

akcie



Jacek Sojan


codex doskonałego kochanka

nie odwracać się od niej plecami
patrzeć w oczy jak u okulisty
jak ubierać to pocałunkami
a rozbierać sposobem pianisty

znaczy zagrać na wszystkich neuronach
raz staccato raz piano legato
nie zapomnieć powtarzać w milionach
no że kochasz że twój mistrz nie Platon

lecz artysta Orfeusz ten który
dla miłości do piekła się wybrał
pisać wargami miłosne sury
wokół bioder tańcząc sen kolibra

kiedy zadrży by umrzeć z rozkoszy
ty kochanku umieraj z nią razem
gdy ona w niebie otworzy oczy
ty szybko zasłoń się kałamarzem




Krystyna Wieczorek


Po drodze mi do niej


teraz wiem że tam była
kiedy mówiłeś jest pięknie
cały las tonął w asfalcie
koła mknęły w zawrotnym tempie
a my schodziliśmy z tego świata
szybko i mocno

krążyła tętnicami
pompując nadmiar światła
z każdym oddechem większy

wypełnieni po brzegi
bram zielonej i złotej
wracaliśmy do tamtych miejsc
do ziemi wzruszonej zapachem
wyrwanej mandragory



Natalia Zalesińska


mleczno-czarne f-moll

przez mrok, przez gąszcz, przez omszałe wzgórza,
z wiatrem przemierzę setki mil do ciebie, do ciebie.

wniknę, poznam każdy cal ciała. wdrążę się w umysł,
zachwycę lub zawiodę. a tobie zostanie muzyka,

budząc się rano, powiesz: coś czułem, coś czułem.
nie dowiesz się nigdy, że płynęłam podskórnie.




Agnieszka Jarzębowska - w Lanjaron





_____________________________________________
Publikacja za zgodą Autorów.

poniedziałek, 23 marca 2015

na moim brzuchu rosną twoje dłonie


Dorota Nowak




opium

pomiędzy klatką piersiową a miednicą
układasz tulisz makowe łodyżki
w dolnej części tułowia gromadzę
lęki wrastające korzeniami do środka

na moim brzuchu rosną twoje dłonie
jak opium odurzają uśmierzają ból
przesuwasz palce z makowej główki
na pola płynące mlekiem i miodem

składasz mnie z chabrowych łąk
dźwięku pszenicznych kłosów
tworzysz wszystkie pory roku
z intymności wrastającej do wnętrza




a ja tak lubię

codziennie mi ciebie przybywa
pomiędzy lewym a prawym ramieniem
rysujesz kręgi zataczasz koła
otwierasz domykasz przedziały

pewnie jesteś zły gdy w moich zdaniach
na kolanie stawiam przecinki a nawiasy
znaczą więcej niż wykrzykniki
podnosisz układasz rozrzucone słowa

lubię gdy biegniesz po środku
w głębi lasu przyglądasz się mchom
pośród tysiąca dojrzewających kłosów
przelewasz mleko z miodem





schronienie

ukryta między bławatkami i makami
będę udawać że mnie nie ma
każdy odcień chabrowych kwiatów
łączy słowa na dobre i lepsze

nauczyłeś mnie patrzeć na pola
biegać między żytem a pszenicą
stawiać stopy na ściernisku tak
by kujące łodygi nie raniły

będę chować głowę w twoim lesie
zwijać się na kolanie w kulkę
kocim instynktem zatrzymam
radość wdrapując się na drzewa

będę udawać że mnie nie ma

zatrzymam czas



_______________________
publikacja za zgoda Autorki


piątek, 28 listopada 2014

można by wybaczać sobie godziny oddalenia


Dorota Nowak


mchy
  
lubiła gdy od strony wilgoci
jej ogrody porastał mech –
ocienione skupisko znaków

swoją obecność
przytwierdzała do podłoża
za pomocą chwytników

wystarczała kropla
by na jałowych wydmach
rozwinęła się w darń

z zielonej podściółki
truskawki i poziomki
wyrastały dla niego

pomiędzy chwastami




jeden mak

od dziecka gonisz uciekający czas
patykiem na piasku zapisując słońca i księżyce
bosymi stopami dotykasz grudek ziemi
gładząc mchy nasączone wilgocią

na kolanach tulisz sekrety
te o turlaniu w zbożu o brodzeniu w kałuży
o niedźwiadku z plastrem miodu
i te o maku na jej opalonym brzuchu

kiedy rowy porosły chabrami
a jej stopy dotknęły grudek ziemi
po raz pierwszy zrozumiałeś dlaczego
na twoich oczach zakwitają maki

zbyt krótko by utrwalić w kadrze




przymknąć oko

można by przymknąć oko na przyczynę bólu
ciągnąć szczęście za sznurek albo za łańcuch
ogniwami skutecznie łączyć bezdech i wytrzymałość
aż do wczesnego rozpoznania niepokoju

można by omijać wyrwy w chodnikach
biec na przełaj mosty zostawiając najsłabszym
kochać cię jak krople słońce i ból
między wodą ogniem a udręką

można by wybaczać sobie godziny oddalenia
przejścia w ciszy na drugą stronę rzeki
palcami stóp dotykać upragnionych miejsc
gdzie niebo usłane gwiazdami – gaśnie

można by żyć między jednym a drugim bólem?


____________________________
publikacja za zgodą Autorki

poniedziałek, 25 listopada 2013

za mało wszystkiego za dużo.



Dorota Nowak



pamięć     
                                       
kanapa w kolorze ecru
pamięta wrażliwość piersi
(wciąż zadziwia mnie ich moc).
byłeś na wysokości
już nic nie zatrzyma otarć.
myśl upadła za oparciem
niespokojnie rozlicza się z jutrem.
za mało wszystkiego za dużo.
warstwy zdjęte zbyt szybko
splątały stopy opór przyciąga
niecierpliwość miesza krople
(lubisz gdy kobieta).


kanapę w kolorze ecru
przestawiamy w inne miejsca.





siostra

urodziłeś się z dziurą  w sercu.
matka nie zgodziła się na łatanie.
życie podarowało sine policzki.
zdobywałeś schody. bliżej Boga. bliżej nieba.

dłoń siostry miała kolor paznokci
zaciśniętych na kartkach katechizmu.
gdy prosiła o dzień dla ciebie
gładziłeś jej złote włosy.

zapach życia. chusteczki i pieluchy
drażniły śluzówkę. oliwka koiła lęk
przed słabością nadgarstków.
oklepywanie pachniało bliskością.

dziewiętnaście lat na decyzję.
leżałeś z pozszywanym sercem.
z wyboru siniały ci stopy. nie było
anioła gdy prosiła o twój dzień.

anioł został sam.



                                                                  „nie dam się przymierzyć kolejny raz”
                                                                    Zakrzyczeć, Małgorzata Góralska
  
garderoba

rozpinane guziki miały idealny kształt
pasowały do poręczy w jego schowku.
rozbierał ją powoli mierząc każdy splot
chorą dłonią zakrywał plamy i blizny.

pakunek na wymiar służył nocom i dniom
a najbardziej świtom po bezsennej nocy
potwierdzał idealną zawartość środka 
ośmielającym się wątpić w szlachetność.

stała w bezruchu zawiązana na kokardę
przykryta wieczkiem oklejona taśmą dwustronną.
na śmietniku tysiące niepotrzebnych opakowań
„nie dam się przymierzyć kolejny raz”




__________________________________
publikacja za zgodą Autorki

piątek, 10 maja 2013

bez poprawek w sobie


Dorota Nowak

upływ

upinając jej siwe włosy słucha z miłości.
już wie że umiejętność odpowiadania na życie
maleje. z upływem czuje jak postrzępione brzegi
nieodwracalnie gromadzą uszkodzenia.

zbierając liniejącą sierść przysiada na pniu.
gładzi szorstkość powierzchni rdzewiejącej skóry.
bieleją miejsca. droga w zaniku prowadzi
przez wątrobę i trzustkę. coraz mniej kwasu.

zaszyć  poszarpane brzegi nie zabliźniać.
trzask nap otwiera rdzeń - w nim echa.
zaszyć  w sobie wytrzymałość. nie wypełniać
rozdarć. bez poprawek w sobie. z miłością. 



ojciec

nie żongluje już i nie tańczy
dla podziwu. regulował rytmem
na lewo i bardziej na prawo.
dla nich nosił ciężary. rosły.
wstydziły się gdy kopał piłkę
za wysoko za  daleko.
w deszczu chował je za pazuchą.
stawał na ringu chełpiąc się
złamanym nosem.
gdy drzewa dojrzały w ogrodzie -
kurczył się.
nie myśleć. nie teraz.
tulić się do opadających liści.

 

czuwanie

nie proszę abyś wzięła mnie
na kolana - ich kruchość okryję kocem.
usiądźmy obok.
pamiętasz jak mówiłaś że bieg po bruku hartuje stopy ?
warkocze wciąż są za krótkie. w koszyku
wielkanocnym dawna ilość soli i chleba.

nie proszę abyś nosił mnie
na rękach - pomogę ci włożyć koszulę.
popatrzmy razem.
pamiętasz jak mówiłeś że nogi prowadzą najpewniej ?
przed nami wiele skrzyżowań. w cukierni za  rogiem
dawny zapach karmelu.

bądź, bądźmy - proszę.



_________________________________
publikacja za zgodą Autorki

niedziela, 20 stycznia 2013

Każdy początek jest inny

   
Dorota Nowak


Uchwyt

Nie był dobry.
Macocha zamykała przed nim chleb.
A on w jej zielonym płaszczu
jedynym okryciu jakie miał
strzelał z procy do okien.
Upokorzony szukał kamieni
gdy mówili na niego Zielonka.

Kradzione pomidory
kapały czerwonym sokiem.
Gęsty dym papierosów
wytyczył kierunek.
Z jabolem miedzy palcami.
przetańczył młodość na parkiecie.

Aż świtem obudził się
z dwójką dzieci u boku.
I z nią.
Dziewczynki nosiły jego stare kurtki
ale nie strzelały z procy.
Kiedy  zapijał dzień i opluwał wieczór
- zdejmowały mu w ciszy onuce.
Miłość zamykała przed nim noże.

A kiedy  powiedziała dość
i rozedma obudziła strach
zatrzymał się w połowie.
Zgarbiony
zdejmuje dziewczynkom skarpety
a one oklepują mu plecy
z czułością.
Codziennie usypia
tkwiące w nich DDA.

Z  zapasem kremu nivea w szufladzie
(tak robiła matka)
wparty na kulach
mówi: nie umrę
to życie mnie trzyma.

10.10.2012 r.



 ***

A gdyby przesunąć tę myśl o jeden
albo o dwa
gdyby obrócić o kilka stopni
albo odbić symetrycznie
w lustrze
gdyby zniekształcić przez podobieństwo
a może pociąć na kawałki
i złożyć w łamaną -
można by oddychać
zawrócić
i zacząć od przecięcia.

15.03. 2012 r.



Poczęcie

On i ona. Duch i materia czekają
na zmartwychwstanie.
Każdy początek jest inny.
Najlepiej gdy ziarno kiełkuje
za dnia, posiane z rozmysłem.

Ale przecież złamaną gałązkę
można  zaszczepić na pniu.
Rozwinie się w pełni
między brzozowymi pochodniami
dotykając Zielonych Świątek.

Albo zapachy łączyć warstwami
aż  do zatracenia tchu.
w bramie oszukać nocnego stróża
paląc za sobą najczystsze reguły.

Każdy początek jest inny
w poczęciu  nieśmiertelności.

21.12.2012 r.


___________________
Publikacja za zgodą Autorki