Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Sajkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Sajkowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2015

Pięknie jest, tylko trzeba się wsłuchać.


Jakub Sajkowski


Fields of Gold

Włączyłem radio, leciało „Fields of Gold”,
choć wychowawca mówił, że na zieloną szkołę

nie zabiera się walkmana. Pięknie jest,
tylko trzeba się wsłuchać. Dzisiaj prawdziwy

jest błysk śliny na brudnej szybie autobusu,
o którą kompletnie najebany kumpel z klasy opiera głowę.
Ostatni raz widziałem go, jak ze szczerym uśmiechem

głaskał brzuch swojej dziewczyny. Nie było w tym wiele
delikatności, tylko błysk w oku, zamiast błysku
chirurgicznego noża, przecinającego skórę

w bezpiecznych miejscach, aby wsłuchać się
w kolejne warstwy opowieści. Ze spoconej dłoni
wyślizguje się pięćdziesięciogroszówka, brzęk monety, krzyk
nowonarodzonego dziecka.

Patrzę na niego,
nie chcę zdejmować słuchawek.



Google Street View

Podobno kiedy się zapił kuzynka utworzyła
z okazji pogrzebu wydarzenie na facebooku.
Ci, którzy nie przyszli,

deklarowali wcześniej: Spoko! Dam radę!
Będę na sto procent! Jakby się umawiali na domówkę.

Nie dowiedziałem się o tym,
choć siedzieliśmy przez osiem lat w jednej ławce,

więc nie wiem kto miał zrobić kanapki, kto przynieść chipsy
i czy była zrzuta na prezent od tych, którzy wierzyli

w moc znieczulenia zaklęciami, słowami:
wydarzenie. Deklaracja. Sto procent.
Spirytus salicylowy ma tylko siedemdziesiąt.

Nie poznałem lokalizacji, więc na nic Google Street View,
choć wystarczyłby nadpobudliwy pies-przylepa,

którego interesuje skład substancji organicznych
każdego zaułka. Gdyby nie ta stara linka holownicza,
która służy mu za smycz.



Układy chaotyczne

Najbardziej poetycka jest umowa o dzieło,
a dzieło jest układem dynamicznych skojarzeń,
więc jeśli jeż, to korona z cierni,
a jeśli Bóg, to z obrożą-zabawką.

Umowa o „dzieło”, a może o „działo”?
Dlaczego, mamusiu, po jednej stronie
ulicy jest tabliczka przystankowa „Armii Poznań”,
a na przystanku powrotnym tej tabliczki nie ma?

Tak się czasem zdarza. Lecz nie ma „się zdarza”.
Może Bóg zapomniał o okolicy za miedzą,
gdzie ulice bez nazw i psy bez obroży?
Armia Poznań dotarła tylko do tego momentu,


dalej teren prywatny i prywatne zniszczenia.


_______________________
publikacja za zgodą Autora 

niedziela, 23 listopada 2014

Jestem Breżniewem, który bełkocze jak Ozzy Osbourne


Jakub Sajkowski




The Cure

Duński jest jak wiking pożerający drugiego wikinga.
powiedzenie studentów skandynawistyki

Ona powiedziała, że kiedyś jadła bobra.
Parsknąłem śmiechem, jakbym krztusił się łuskami,
jakby w piersiach opiłek, odłamek czy odłam –
smog i dym kadzidła, kłamcy i kapłani.

Była głodna, miała wtedy wystające żebra.
Ja nie mam takich żeber, mam w piersiach żeremia,
już każdy kęs łyknięty, wszystko trzeba zebrać
jak skład na Roskilde Fest. I jak go oceniać,

skoro na koncertach gra i hip-hop, i Cure’y?
Poezja to szampan czy korki? Awaryjne?
Mówi Pan językami, może mógłby uczyć,
szkoda, Pańska składnia jest nieintuicyjna.


Playback

Jestem Breżniewem, który bełkocze jak Ozzy Osbourne, rozrusznik
rock and rolla uruchomił nie tę taśmę, więc przestałem

udzielać wywiadów. Bo jestem pieprzoną gwiazdą rocka?
Bo we krwi mam płyn hamulcowy, moje najnowsze uzależnienie, kroplówka,
podłączona jak smycz

twojego psa, z którym szliśmy na spacer.
Chciałem powiedzieć ci coś ważnego, ale wodziłem za jego nosem,

wyglądał, jakby chciał wciągnąć resztki heroiny. Chciałem ci o czymś powiedzieć,
ale rzucił się na mnie, jakby była w mojej kieszeni.


Kurort. Grzeczni chłopcy

Jestem instruktorem ZHP,
dlatego staram się zrozumieć wszystkie

dzieci Honeta, bawiące się ogniem mistyki. W kolonijnym pociągu
tylko psst, szelest, chrupanie grześków, michałków i innych.
Starszaki mówią, że są umorusani

jak jebane murzyny. Podobno tracę to, co najlepsze
i najbardziej pełnokrwiste – śmieją się,
gdy odmawiam palenia, potem upijają

mnie łatwo – gubię skarpetki i krawat. Wreszcie morze, czyli dym
z piasku i wody. Trochę zimno,
za to więcej przestrzeni. Słyszę dźwięki –


są całkiem ładne, choć też nie mają puenty.


*Z tomu „Google translator”, Łódź, przełom 2014/2015
______________________________
publikacja za zgodą Autora

wtorek, 22 kwietnia 2014

Magdalena Gałkowska i Ewa Olejarz w Poznaniu. 26 kwietnia 2014 r, godz. 17:00

                       
Poeci Po Godzinach zapraszają 
na spotkanie autorskie 

Magdaleny Gałkowskiej i Ewy Olejarz 


       wieczór poprowadzi dla Państwa:Jakub Sajkowski




wstęp wolny!



Plakat:
autor zdjęcia: Rafał Babczyński
projekt plakatu : Renata Radna Mszyca

piątek, 14 marca 2014

Dostaję kontrast


Jakub Sajkowski






Toy story 

Jeśli gumowa kaczuszka jest symbolem śmierci,
będziesz małą huśtawką która zrobi fale,
rozbawisz, rozkołyszesz, odbije się, wróci,
masz wannę o wymiarach sto na siedemdziesiąt,
symbole pod kontrolą, symbole masz w garści.

Jeśli symbol przetopić na gumową plażę,
przed niczym się nie schowasz, będziesz mógł tak leżeć,
nawet do końca świata, może trochę krócej,
bo nie ma już narzędzi,  jesteś cały nagi,
 (piszesz ten wierszyk nocą, nie daje spokoju
temperaturę topnienia wyszukujesz w google).

Jeśli będziesz tak leżeć, to w końcu powstaniesz
bez wiadomego sensu niczym głazy Stonehenge,
wszyscy będą podziwiać, lecz zapomną po co
stoisz, czy jesteś miejscem narodzin, pochówku

czy boisz się, czy ślinisz, czy bierzesz jak swoje,
czy stać cię by się odbić, czy stać na refleksję,
czy kiedykolwiek myślisz by wrócić do łona.



Zacznijmy od sklepu z pamiątkami 

na przykład  pantofelek dla zakochanej rozwielitki,
został w miasteczku,
gdzie nie ma już zamku ani katedry,

za to na ruinach wybudowano miniatury,
są ogrodzone płotem pod napięciem.
Mówisz  idź stąd, zasłaniasz kościół –

ale czy zdjęcie jest potrzebne,
jeśli taki kościółek zmieści się w twojej torebce? Jeśli jego iglicą
mogłabyś malować usta? To dlaczego ich nie słuchasz?

Słucham, kochana, Boskie jest to, co mówisz, 
ale nie pomogę ci w odtworzeniu niczego,
w uprawie twojej maleńkiej grządki,

mój plecak nie pomieściłby tylu ubrań roboczych.
Za to mogę ci pomóc w umyciu sztucznych kwiatów,

może coś jeszcze się nadaje,
może coś jeszcze zostało z pogrzebu twojego  ojca. 



The greatest spleen of the world

Dostaję kontrast, tomograf wykrywa jedynie
dodatkową śledzionę, z angielskiego „spleen”.
Mam w końcu więcej miejsca do likwidacji wadliwych krwinek.
Nic się nie dzieje, krew znika

z pola widzenia. Wyłączam się, biegnę,
mijam ludzi wychodzących z kościoła. Nie wchodzę,
jednak brak tlenu wzmaga endorfiny.
Przypomina mi się opaska,

którą nakładasz na oczy aby zasnąć. Myślałem, że jest zielona,
chociaż tak naprawdę jest w kolorze lekarskiego uniformu.
Ale nie ma podstaw do leczenia takiego spleenu. Są tylko kontrasty.
Przy ulicy Słonecznej mieści się największy cmentarz świata.

 
___________________________________
publikacja za zgodą Autora


czwartek, 23 maja 2013

spotykam cię w tramwaju i przerywam czytanie



Jakub Sajkowski






acid bubble

you tried to kill me off
surprised I remain
afraid of my own name

Alice in Chains

spotykam cię w tramwaju i przerywam czytanie
kryminału w języku duńskim to ten który brzmi
jakby krztusić się surowym mięsem
jestem zniewieściały
i anemiczny wiozę kwiaty

dla nikogo stawiam je na parapecie żeby zaabsorbować światło
prowadzić własne śledztwo wśród kłów i kłączy
w prywatnej kabinie tłumaczyć symultanicznie dar języków
na przykład tej dziewczynce ona też się krztusi

i w dodatku smarka w zimnym kościele,
a przecież to nie katar a krew krew naszego Pana
jest nie z tej ziemi jak na filmach science fiction 
wypala wszystkie substancje organiczne, 

tak by niczego nie dało się ukryć


z pełnią

lekarz
powiedział mi pan ma
najrzadszą grupę krwi tę samą co zbawiciel

zatem piszę w statucie przepraszam statusie na facebooku
potrzebna krew dla jezusa celem powtórnego przyjścia
statut przepraszam status polubiło dwunastu
plus dwie kobiety żadna z nich nie ma nic

oprócz oka w zdjęciu profilowym jakby
przez judasza świat dzielił się rozmieniał wieszał
zamiast tablic pojedyncze paragrafy
oświadczyny przepraszam oświadczenia zobo-

wiązania linki do wydarzeń 
w których wzięło udział tysiące mężów
nie licząc kobiet i dzieci

w których wzięło udział tysiące mężów
oni nie będą przepraszać
nie będą mówić
nie będą
z ustami pełnymi podrobów


z resztą

przychodzę do ciebie dla sportu z dyskiem  
którym ustrzeliłem ptaka w czasach pokoju
z dyskopatią talerzem jajecznicy ciężkim kacem  przychodzę

z niedoborem ściętego białka ledwie zarysem świata zaryską
zapałki trzymanej w zębach aby nie wybuchnąć

przy krojeniu cebuli przychodzę opatulony w warstwy ubrań
oklejony serduszkami WOŚP przychodzę 

odklejony odbity od aury twojej łazienki
z odświeżaczem o zapachu lawendy odstraszającej mole

i inne jednostki miary liczności przychodzę wpadam rozmieniam się

do puszek po alkoholu
urn zbierających resztę

przeznaczaną na szczeliny pomp respiratorów 


____________________________
publikacja za zgodą Autora



środa, 13 marca 2013

Jerzy Hajduga i Jarosław Trześniewski Kwiecień w Poznaniu!




Poeci Po Godzinach zapraszają 
na spotkanie autorskie  z

Jerzym Hajdugą i Jarosławem Trześniewskim Kwietniem


                                        wieczór poprowadzi dla Państwa: Jakub Sajkowski




Muzyczne emocje zapewnią Państwu:

Przemysław Śledź 


oraz: Joanna Zielecka


wstęp wolny!


plakat: Emilia Rusin

sobota, 12 stycznia 2013

Pusty kojec po Bogu zajmą tłuste koty.

Jakub Sajkowski




Tauryna

Nie stawiać na grzejnikach butów i bagażu.
Wszyscy będą oglądać moją gołą goleń.
Zaczynam się rozbierać, bo ubrania parzą.
Zaczynam ściągać buty, ten pociąg jest domem.

Mam Red Bulla z lodówki, oni - płachty dworców,
czerwone płótna siedzeń. Jest ciepło, jest miłość.
Przespałem tak swój postój w tym przytulnym kojcu.
Więc miłość? Może wściekłość? To, co nie zabiło

zostanie tylko ze mną i będą nawroty – 
jemioła, dekoracje w corocznych radościach.
Pusty kojec po Bogu zajmą tłuste koty.
Puste kojce po dzieciach, które trzeszczą w ościach.


Ultrasonografia

Mutacje pluszu, gdy bawi cię kot bez tułowia.
Plastyczność piersi – tulisz te kukły jak puzzle.
Na puzzlach dęby, domy. Dym, linia brzegowa.
Piasek i woda w płucach zostaną na dłużej.

Milion dolarów zgarnie chłop, co zajdzie w ciążę.
Pozbędziesz się ciał obcych, które teraz łączą?
Jak skóra? Tułów? Mosty? Za długie. Nie zdążysz.
Plastyczność echa, bluszczu. Mur, mutacje kłączy.

wtorek, 27 listopada 2012

Rozterki grafficiarza. Bogdan Prejs, ce ha.






Bogdan Prejs w swojej książce ce ha tworzy coś, co w wielu momentach przypomina zbiór anegdotek poetyckich. Albo niepoetyckich. Niepoetyckich o tyle, że mam wątpliwości, na ile każda z nich z osobna może być traktowana jako pełnoprawny „wiersz” – do odkrywania, wgłębiania się, a nie tylko do opowiadania znajomym na imprezie. Poetyckich o tyle, że w całości tworzą książkę poetycką, i to całkiem niezłą. Książka poetycka która niekoniecznie składa się z wierszy? Też tak może być.



Weźmy na przykład tekst otwierający  -  w którym Genowefa uspokaja peela, narzekającego na ziąb i rachunek z gazowni, że ma być cieplej/ ale to przejebane dla niedźwiedzi polarnych. Przemyślenie cokolwiek trafne, ale – jak mi się zdawało – potrzeba nazbyt dużo dobrej woli, by traktować ten tekst jako coś więcej niż sympatyczną i zabawną ciekawostkę. Może zresztą niesłusznie, bo temat jest poważny, jedynie opowiedziany 

w knajpiano-anegdotycznym stylu. Może też o to właśnie chodzi -  
o relatywizm, który w jednym momencie każe traktować  śmierć poważnie, 
a w drugim jako żart. Jak w tekście zaczynającym się od słów:

nie płakałem po papieżu – mówi waldek
- poryczałem się ze śmiechu dopiero wtedy
 gdy kibole wisły i cracovii potłukli się pałami

Trzeba też przyznać, że są to z reguły żarty bardzo inteligentne. Np.

odnalazłem klasę całą

jacek kaczmarski, 1092 znajomych

Tutaj jeszcze jednak zastanawiałem się „zgrabne, tylko po co?”. Później wątpliwości zaczęły stopniowo znikać –dostrzega się spójność pomysłu, czyli tego, że świat wszystko bierze w nawias. Spójrzmy: peel umiera codziennie i codziennie zmartwychwstaje (żartobliwie bądź nie); kolejny dzień wita nocą, przed komputerem, kiedy rozbłyska słoneczko gg; politycy reklamują się na tablicach z nekrologami, co radykalnie zmienia sens wyrażenia urna wyborcza; niedziela jest dniem, w którym ważniejszym rytuałem niż religijne jest rytuał ślęczenia przed ekranem TV (więc Jezus występuje w Szansie na sukces). Im dalej więc w las tym bardziej złośliwie, inteligentnie, poważnie i wyraziście, nawet mimo tego, że nie zawsze odkrywczo.

To, czy ce ha jest bardziej zbiorem wierszy, anegdotek czy rozterek grafficiarza(swoją drogą, wiersz o tym tytule jest świetny), jest być może kwestią drugorzędną. Być może momentami Prejs – bądź redaktor – pozwolił sobie na nieco za dużo (o ile – mimo tego co powiedziałem wyżej – rozumiem zasadność większości tekstów, to chyba można było sobie darować takie „bp” /mogę się zabić; wolę się zapić//-lepiej się zabij – radzi genowefa – to mniej boli). Z drugiej strony, nie ma konieczności by – nawet w kontekście literatury – żart musiał być czymś więcej niż żartem. Brak zadęcia zdecydowanie jest zaletą pisania Bogdana Prejsa. Poza tym, jak już mówiłem, całość tworzy niezłą książkę, z paroma naprawdę mocnymi punktami („rozterki grafficiarza”, „przed kompem głęboka noc”, „program na niedzielę”, „martwe dusze”). Ostatecznie więc całkiem sporo przyjemności czytania.

Bogdan Prejs, ce ha, Instytut Mikołowski, 2012

Jakub Sajkowski