Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Kleszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Kleszcz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 marca 2018

Masz dwa-trzy tysiące i ręce urobione, sen drwala, sen więźnia.

Krzysztof Kleszcz



Fragment poematu dla Łodzi: „Dźwiganie serca”, nagrodzonego w konkursie Poemat Czterech Kultur (2017)


VI 

Albo to: jesteś trybem, kółkiem, tylko nabijasz kabzę tym wyżej.
Masz dwa-trzy tysiące i ręce urobione, sen drwala, sen więźnia.

W weekend chcesz zapomnieć siebie, zwyczajnie trochę nie być.
Mydlane bańki z pachnideł, zwidy, omamy, halucyny, mary.

Poranki robota, kawa szatan, tramwajowy śpik i dalej już
nie ty – pan Detal, pan Moduł, pan Człon. Osiem godzin

tramwajowy śpik, kawa szatan i życie, życie w głębokim fotelu.
Spacer po linie, dzikie zwierzęta otwierające paszcze i twoja głowa

w nich, poręcze ognia, bat tresera. Publika, która klaszcze, chce bisu
a ty masz dla nich: drugi policzek i chleb. Błogosławieni cisi!







Fragment projektu "Dekolt i  śrut" (własne ule i własna mleczarnia)

*** [tracąc]

tracąc
płacząc
tęskniąc
pamiętajmy

te imiesłowy brzmią okropnie




*** [musiałam odejść]


musiałam odejść
miałam dosyć
nie czułam całości

czułam się jak połówka jabłka





*** [ musisz się pokochać ]


musisz się pokochać

na początek lajkuj swoje posty




*** [pamiętasz pierwszy raz]


pamiętasz pierwszy raz

i to co się działo pod tym postem


  

*** [samotność to taka straszna trwoga]


samotność to taka straszna trwoga

lody - cztery gałki, likier pigwowy, orzechy, migdały


  

*** [na wszystko odpowiadał]


na wszystko odpowiadał
to skomplikowane

prostak




*** [w taki dzień jak ten]

w taki dzień jak ten
chcę byś mnie objął
mówił czule
i głaskał

chcę byś mi rozdwajał końcówki





*** [polub siebie]


polub siebie

lub nie lub






BAJKA NA DOBRANOC*

Za oknami zafoliowanymi na czarno – sardynka.
Jadę w busie i mam buzz z Nikt nie suszy, szosa sucha,
czysto. Szalony kierowca steruje pijanym statkiem.
W radio pasmo śniadaniowe. Piękni i młodzi
przejmują eter. Proponują jogging, jogę, jogurt light.
Śmiech misia Yogi. Poczuj mistykę zakwaszonych mięśni
mówi ustawiony. Niech działa enzym, hormon. Niech żyje
król Julian! Potem trzy minuty dudnią basy i stęka wokal.
Wreszcie: dość i pora na prognozę pogody. Pogodynka
z uśmiechem sprzedawcy garnków ogłasza, jakie będzie
tomorrow, a morowy chłopiec nie może się już doczekać.
Wchodzą reklamy środków na libido. Wchodzi
polityczny kwadrans. Kłótnia – lutnia wypada.
Jak ryba wyjęta z puszki, naprawdę wysiadam.
Tlen działa jak halucynogen. I dociera do mnie,
że wszystko będzie dobrze, przyjedzie bajkobus,
dowiezie nam szczęście. Da nam pracę
i odłożymy procę. Zło wezmą złomiarze.
Złe wypadnie z obiegu, obiegnie Ziemię happy end:
żyli w długach, o szczawiu i śliwie.




ETERNITY*

Z wiecznością policzono się jak z eternitem. Zedrzeć,
składować z dala od ludzi. Poszło szybko. Puszczono
Ryśka Riedla: W życiu ważne są tylko chwile. I dalej
prosty przekaz: Ładuj botoks w wargi, włosy smaruj farbą,
przekłuwaj, tatuuj, czuj. Wieczne to utrapienie, ciężkie
Norwidy. Wieczne pióro to pióro na wkłady.
Wieczny student? Dziś wszyscy zdają. Wieczne miasto
zmuszono, by zmieniło strategię promocyjną. Wieczność
jest be, podprogowo wciskano to już dzieciom.
Przeminiesz wszystek – wynajęto chłystka, by wciskał to
między futrynę a szyby. Uknuto slogany. Nawet Sto lat,
bo za blisko wieczności, śpiewano rzadziej. Zalecano:
będzie zabawa, będzie się działo. Pisywano wieczność
na śmietnikach, na odpadach promieniotwórczych.
Śmiano się z na wieki wieków lament. ZUS wyliczał takie
kwoty, żeby nikomu nie przyszła do głowy. Teraz, teraz,
teraz! krzyczała Chylińska w reklamie pożyczek chwilówek.
Wieczność była jak niszowe wydawnictwo
poetyckie, jak faux pas, jak zespół Bolter. Nocą ślusarze
odpinali kłódki na mostach, ogień przy świętych obrazach
polewano pianą, specjalne służby zabierały znicze.
Wiecznie zielone lasy nazwano lasami deszczowymi.
Nie było już motywacji do zostania laureatem –
laur stał się liściem bobkowym.
Ostatecznie w słownikach nie ma słowa wieczność,
jak w budynkach nie ma trzynastego piętra



*
Wiersze z książki „Pański płaszcz” (Kwadratura, Łódź 2016)

_______________________________
Publikacja za zgodą Autora

poniedziałek, 19 maja 2014

"Kleszczmy rękoma"


Krzysztof Kleszcz


10 lat 

„Drobiazgów parę się uchowa:
Kultura, sztuka, wolność słowa”
                        Wojciech Młynarski

Zaklinacze robią spot o mostach, wiatrakach i piłce.
Paul się łapie, Paul się załapał. Nam trzeba z tym żyć,
robić swoje, tylko żal drobiazgów. Kultura, sztuka,
wolność słowa – wszystko w tęczy. Taki chichot –

trzy razy tak na drzwiach stodoły. Podniecony dziennikarz
pieje ku wiadomej chwale. Twój niesmak może płonąć
na stadionie, dożynki muszą trwać. Delegacja przecina
wstęgę, odcina się od Polski B. Do czego ta oda?

Do radości z tysiąca dwieście i że nam się udało?
Słoneczny maj to nie ponury listopad, dlatego
niech się święci grill na trawniku. Tam, gdzie mlecze,
buńczuczne monstra, pełne mleka złote skry.



Zimni ogrodnicy
Dmuchają w cypel, jest zadęcie. Policzki w jazz.
Słoma z buty w głosie. Oto są wiszące ogrody
zielonej wyspy, oto i sady z wizją szarlotki.
Dziesiątki zachodnich odmian. Czy wiesz

ile ryz papieru potrzeba, byś mógł wziąć gryz?
Że słodycz trzeba zanęcić, więc słodko,
aż do rechotu. Pozaciągani propagandzią
raz w nawozie, raz w powrozie. Maj,

robi się zimno i to nie jest klimatyzator
zza niedomkniętych drzwi gabinetu.
Słychać panikę. Co jeśli poznają nas
po owocach? Po naklejce Made in China?



Do młodych 2.0

Fabryka złych wieści nadaje od rana. Gasi pianą
jasny płomień. Farmazony jak freon niszczą ozon.
Kto ma więcej wyświetleń na You Tube, ten zostaje
gwiazdą, a po pięciu minutach białym karłem.

Tajniki stworzenia? Ręka rękę myje, swój swojemu.
A z nowych nie odkrytych dróg kpi Google Maps.
Wy, młodzi z żabim wzrokiem, kumacie, że coś nie tak
z nadzieją, która wysyłana kciukiem, pozdrawia palcem

środkowym; coś nie tak, z pochodnią wiedzy,
bo wszędzie halogen lansu, świst niszczarki,
confetti z twojego CV, bezdroże, bezrybie.
I jest deptak na ołtarzach przeszłości,

i rosną gmachy przyszłości: stodoły wypełnione
mową trawą, obory przepełnione metanem.
Wy i wasz święty ogień, zdobywcy.
Tylko on, może zrobić buum.



________________________
publikacja za zgodą Autora

środa, 12 czerwca 2013

Krzysztof Kleszcz odwiedzi Gdańsk



Krzysztof Kleszcz odwiedzi Gdańsk. To będą jego pierwsze spotkania w Trójmieście. Gorąco polecamy:
  • FREGATA Szkoła Podstawowa dla Chłopców
ul. Cystersów 13, 80-330 Gdańsk Oliwa I piętro, gabinet dyrektora (niedziela, 16.06., godz. 17.00)
  • GTPS, ul. Chlebnicka 2 (nad klubem „No to cyk”, poniedziałek, 17.06, godz. 18.00).
UWAGA! Wyjątkowo niedzielne spotkanie jest przeniesione z Galerii Warzywniak pod wskazany wyżej adres!


 Krzysztof Kleszcz mieszka w Tomaszowie Mazowieckim. Jest autorem dwóch książek poetyckich, publicystą – prowadzi znanego 
i poczytnego bloga „Biała Fabryka” z opiniami o wydarzeniach muzycznych i literackich. Najnowszy tom wierszy „Przecieki z góry” jest ciepło przyjmowany i właśnie tę książkę pokażemy dokładniej.

Autor współpracuje z pismem Arterie. Był trzykrotnie nominowany do nagrody główniej konkursu im. Jacka Bierezina. Za debiutancką książkę „Ę” otrzymał wyróżnienie na festiwalu Złoty Środek Poezji. Dobry poeta, sympatyczny i przystojny. 




Zapraszamy!
Wstęp wolny


Prowadzenie i organizacja Sławomir Płatek
Organizacja i współpraca: GTPS i Fundacja Wspólnota Gdańska



___________________________
za : http://salonliteracki.pl

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wśród trzcin stygmaty: ostygłe gniazda, sen w strzępach.


Krzysztof Kleszcz


Na wozie

Tak jakby już był z prochu,
w łunie skrzepów i włókien,
w rozklekotanym wozie,
mniej wyraźny niż szpadel.

Na razie słyszy, że ziemia
to niedźwiedź, który w barłogu
rzęzi jak silnik Ursusa,
chrapie przez sen, że go weźmie,
że jak się zbudzi, to zeżre.




Pieta

Płoche ciepło pierzcha. Rzeka tnie się brudnym szkłem.
Wśród trzcin stygmaty: ostygłe gniazda, sen w strzępach.
Ranne rzęzi, rządzi zimne, wszędzie graffiti, domy
oznaczone bazgrołem. Wszystko płynie – nurt niesie
zmarznięte truchła, kukły, parodie, a potem nakrywa
kusym prześcieradłem, martwe. Jak pies, jak pies
powtarza K. i tarza się w zdechłym.

W katedrze zimny kamień. Nieogrzewane mury
wydrążone jak orzech. Znalazłem na ścianach chaos,
co zastygł beznadziejnie w marmurowy wzór.
Znalazłem matkę, co dźwiga syna.

Wierzę na moich drzwiach, bezrozumne,
pisane kredą, śmiercią.



Wodołaz

Dni płyną. Goni nas wściekła piana, chce nam
oblepiać usta. Nasza łajba pruje fastrygę
między błękitami, czasem orze podwodny zagon,
a wtedy kiełkują za nami wodorosty.

I jeszcze jedno okrążenie – gwiżdże wuefista.
Buty przesiąkły, potem musiałem cały dzień
chodzić po wodzie. W spuchniętej kostce
zamieszkał Bóg i teraz przeszywa mnie

jego ból. Widziałem psa, który jadł panu z ręki.
Na ramieniu mam duszę, dyszę jak parowóz,
wypełniony mocą, przemoczony. Z kieszeni
(zobacz synu, jest tu twoja zguba) wyjąłem fokę.


_____________________________
publikacja za zgodą Autora

środa, 2 stycznia 2013

Przecieki...

 Krzysztof Kleszcz




Topnienie


Na drodze sól, sól. Można więc czytać
z przerywanych linii albo straszyć się
linią ciągłą. Wszędzie mleko, pusta kartka,
wapno i jeszcze to radio ze swoim m jak

mdłość. Nie rozpoznaję drzew w szadzi, chłopca,
który robi orła. W niedoczyszczonych szybach
widzę banery przykryte zasłoną szronu
i wiatrochron, który złapał ruchliwe nic.


Kawa za kawą, by móc szeptać do śpiących:
zobaczcie, białe jest gotowe. Na języku słone,
na startym naskórku - ból, który zamyka mi powieki.
Słońce się dźwiga i wszystko taje - jesteśmy odcięci.


Zimowy

Mam pękniętą twarz, a może to lustro
chce płynu do szyb? Wlokłem długopis
po śniegu, wleczono mnie końmi.
W tęczówce oka – martwy piksel.

Skrobałem szybę, aż szczęka zaczęła
dzwonić na swoją mszę, nogi deptały
wężowisko. Powtarzałem zaklęcie:
Zniknij, ukaż się nowy, wyspany.

Obłoczek pary sterczy mi z ust. Biegłem
po schodach, szukałem przenośni.
A teraz pękam, dotykam policzka
z porcelany, lodu na rzece, snu, w który

zapadam.


piątek, 28 grudnia 2012

Krzysztof Kleszcz

Urodzony w 1974 roku. Poeta, autor książek poetyckich: Ę (Kwadratura, Łódź 2008) 
i Przecieki z góry (Kwadratura, Łódź 2012).
Pisze felietony do Arterii. Prowadzi bloga Biała Fabryka. Mieszka pod Tomaszowem Mazowieckim.