Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Treit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Treit. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2013

Poetycko-malarska proza Treita, czyli preludia miłosne.

     
  
   Czytając Jerzego Treita nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że mam przed sobą intymny mini-dziennik artysty, podobny nieco do Herbertowskiego Barbarzyńcy w Ogrodzie. Zadałem sobie pytanie: czym jest ta książka? Zbiorem szkiców, czy mini esejów? Sprawozdaniem z podróży? Paryskimi (i nie tylko) rekolekcjami? Zapiskami codziennych impresji, poprzedzonymi różnymi rytuałami z nieodłączną używką - kawą? Czy apendyksem do jego obrazów, notabene bardzo charakterystycznych, mocno nasyconych kolorem?

   Wszak podstawą twórczości malarza, Jerzego Treita, jest właśnie kolor i świetny rysunek. Kładzione przez niego plamy barw, to nie tylko wypełnione pigmentem płaskie powierzchnie, ale intensywnie żyjące przestrzenie, zbudowane z wielu odcieni barw, dające czasem złudne odczucie wibracji, poprzez -moim zdaniem- kontrastowanie ze sobą plam kolorów rzutujących na percepcję jego obrazów. Czy dzięki zapiskom poznamy lepiej twórczość Treita, wnikniemy w jego świat ? Wydaje mi się że tak. Sam artysta pisze: Jedną z najważniejszych liter mojego malarstwa jest kreska, ślizgająca się po białej kartce myśl, wyrwa w sercu, nerw istnienia, który kładzie się na dywanie mojej duszy. Kreska wibruje i czasami potrzebuję sporo czasu, aby ją oswoić i ujarzmić niczym dzikiego zwierza. Kolor, od którego od kilku miesięcy staram się uwolnić. Kolor, który był dla mnie obiektem wieloletnich eksperymentów alchemicznych, kolor, który stał się przez pewien czas linią i kształtem po to aby w końcu poszukiwań stać się jedynym z kilku elementów budowania tego świata, jakie spotykam na co dzień.

   Przeglądając strony Zapachu cynamonu w pomarańczowej barwie, odnosimy wrażenie, że każdy fragment jest przemyślany i wkomponowany w odpowiednim miejscu. Już na początku trzy wiersze, zdawałoby się, że oderwane od siebie, są jakby przygotowaniem do wejścia w tło, zaproszeniem do wnętrza artysty. Odnajdziemy ślady fascynacji malarskich i literackich. Cezanne. Stachura. Kafka. Gombrowicz. Nie przypadkowo. To jest wzajemne przenikanie Sztuki. Sztuki przez duże S. Urzeka poetycka proza, czy mini eseje, opowiastki niczym wyrwane kartki z dziennika, (celowo z przetasowaną chronologią!). Jako artystyczne credo odbieram słowa: Malowałem i odsłaniałem krok po kroku przezroczyste prześcieradło mojej kochanki sztuki leżącej w bezruchu na zimnej posadzce, tuż obok moich nóg. Czy już wtedy była martwa i nieruchoma, otruta moją rutyną? […] Malarstwo dla mnie jest uwalnianiem się od wyobrażenia na temat malarstwa.

   To odwieczna kwestia każdego artysty, szczere wyznanie i zarazem samoświadomość dramatu twórcy, który lęka się by nie popaść w rutynę, sprzeniewierzyć się samemu sobie.

   W Roku ślepca Treit pisze między innymi: Każdy obraz, który namaluję, będzie posiadał koniec oraz białe zagruntowane płótno na samym początku. W drzwiach pracowni stoi człowiek, z którym mieszkam. Udaję przed nim siebie. Pytam podczas wspólnego patrzenia z okna na brzeg linii, czy widzi ten sam kawałek ziemi co ja. Po chwili staje się zbyt jasne dla nas obojga, że każdy jednak widzi co innego, stając się drugą możliwością. O podobną paranoję walczyłby w tej sytuacji każdy ślepiec.
(…) Zazdroszczę mężczyźnie z fajką, że malował go Cezanne. Mógł godzinami przyglądać się, jak Paul maluje mu roztłuczone tło i zapamiętywać sekretne ruchy pędzla. Ciekawe, czy w ogóle małomówny malarz mówił coś do obrazów? Czy na świecie malarze mówią do obrazów, co szeptają, mruczą? 
   Wydaje mi się że tak. Wbrew znanemu porzekadłu. Jak pięknie brzmi wyznanie: Piszę ołówkiem. Kolory w porannym świetle wydają się ostre, dopracowane alchemicznie i skończone. Pozostawione 
i opuszczone.. 
W tym ostatnim słowie zawarty jest nokturn nadziei. Początek dnia zdaje się być zainaugurowany. 
Od śniegu za oknem galeria jest jasna, a ja negocjuję sam z sobą przyszłość.
Przekazywana przez artystę treść, jest li u niego jedynie pretekstem do filozoficznego odkrycia prawdy 
o sobie: Jestem jak światłowód, który może w tej samej chwili być z powrotem. Jestem nienazwany. 
Albo: Pisanie jest jak kreda – efemeryczne, kruche i białe. Możliwe staje się każde zapisywanie aż do czasu, gdy ubranie zaczyna przeszkadzać, uwiera i znika. Podobnie jak ślady dziesięciu mokrych palców na gorącym kamieniu.

   Tak pisze dojrzały świadomy siebie Twórca. Malarz, poeta i pisarz w jednej osobie. 
Zapach cynamonu w pomarańczowej farbie Jerzego Treita jest tego świadectwem.

.



Jarosław Trześniewski Kwiecień

sobota, 13 lipca 2013

Kosze truskawek




Chodzą za mną ulice, niczym wspomnienia a na nich jeżdżące autobusy z kolorowymi ludźmi. Pędzącymi na oślep mózgami, w których kotłują się pragnienia. Na ostatniej myśli jak na mapie zaznaczone drogi, ścieżki, strumienie wody i moje odkrycia. Chodzą za mną ulice pełne rozwiązań matematycznych łamigłówek bez cyfr i sekund. Bez dat i rozlewisk. Bez żył i żyłek, miękkich wzniesień rozkoszy. Od paru godzin zastygła mi galareta w spojrzeniu, błysk zmatowiał, zestarzała się owa ostatnia godzina w oczach. Mam puste usta a na nich pocałunek, zapewnienie, że jest ujście. Jakże dobre są złudzenia, strzały gotowe do walki, kieszenie pełne listów, napompowane płuca.

Miałem podróżować, zaznaczać ścieżki, strumienie, żyłki i żyły, moje odkrycia. Umówiłem się na takie rozwiązanie z samym sobą, kiedy spotkaliśmy się na schodach. Kręte i wąskie kamienne schody pisania nocnego. Przebywania w towarzystwie gładkiej, białej powierzchni kartki. Certyfikatu przydatności, zapewniającego świeżą pamięć, następstwa wypowiedzianych tez i roszczeń.  Uspakaja mnie to i dlatego nie czekam na siebie wychodząc z mieszkania. Dywan czerwony, skrzypiące deseczki parkietu, dziedziniec na dwa samochody i wielka brama, w której są mniejsze drzwi tak, aby przedrzeć się przez nie w godzinach wieczornych na Paryż. Wzdłuż ulicy zaparkowane samochody, głębokie rynsztoki 
i kostka brukowa. Kiedy pada deszcz z myjących pojazdów płyną w nich bilety metra i pety. Za rogiem słychać zjadane kolacje, brzęk szkła, głos Luwru. Na mojej drodze spotykam piaszczyste klepisko ogrodu i zimny powiew rzeki. Cały czas idę, opisuję i deptam, tak jak się umówiliśmy tamtego dnia na schodach ja i ja.



Stoję w kamiennych drzwiach kilka godzin czekam na świat, na opuszczenie swojego ciała, na kilka kropel swobody. Może na jeden raz przybiegniesz, na jeden raz uda nam się spotkać w chłodnej przestrzeni miłości. Jeśli na dłoniach pojawi się ciepła bryza, zaskoczony zostanę po kolei licząc włos każdy na twoim przedpolu pośladków, jeśli….

W café obok, w drodze na krok, w pościeli przy strumieniu, w kieszeni między palcami, pod warkoczem jasnych zbóż. Miejsca, jest ich sporo jak na południe Francji, są brzemienne w kołysanie, są poukładane kostką średniowiecza, płyną rzeką i brzegiem, spacerują po plecach, w kotlinach, w bruździe kręgosłupa aż do ujścia. Jeśli to napisałem, opowiedziałem, wyraziłem, znaczy, że jesteś, że byłaś mi dana, że będziesz mi kochana, że czas spływa powoli jak miód do naczyń krwionośnych naszych, wspólnych 
i oczekiwanych w utęsknieniu tanecznych rytmów.
Wczoraj wchodziłem w ciebie, dopiero, co rano, dopiero jesteśmy na początku, chciałbym, aby zawsze był początek, wczoraj wchodziłem w ciebie, ależ była burza, co to za fantazja, ależ było ciepło, na końcach włosów powstała energia, zaproszenie, poddanie, przywitanie, zerwanie sznurowadeł do raju. Puścimy się z balonami powietrza, które z kosmosu są ziarenkami piasku, w jednej skale zawarta jest wszechobecna przestrzeń, Bóg, jego kochanie, Bóg i jego pozwolenie, Bóg i jego zezwolenie na naszą miłość.
Jeśli na dłoniach pojawi się bryza ciepła, rozgoniona wianem namiętność, znaczy jestem oczekiwany. 
Tak dzieje się teraz, ja w kamiennych drzwiach galerii, za mną sześćdziesiąt obrazów namalowanych 
w sześćdziesiąt dni. W sześćdziesiąt sekund wiedziałem, że przyjdziesz jeszcze raz, jeszcze raz przyszłaś i wtedy jeszcze raz spojrzeliśmy na siebie, byliśmy oboje pewni naszego losu, nikt nie zdradził wobec drugiego namiętności, ona wyzwoliła się sama, nie pytając, nie zapowiadana. Jakież to było święto.
Na tej ulicy jest sporo okien w domach, które teatralnie zaciemnione oczekują na człowieka. 
Za nimi w pajęczynach topią się stare obrazy, wspomnienia życia, pulsu poranka.



Puste mieszkania za nimi wylewają się w kosmos, cała przeszłość staje się zastygła w bezruchu. Kochanki czekają na słowa. Lustra za którymi nie ma słońca wyginają się jak baletnice w przyszłość. Łukiem ciała posyłają wiadomość, że noc, że kilka dni, że na sekundę krew w żyłach zamarzła ponad wieżami miasta. Wołam cię ze spuszczoną koszulą na drewnianą podłogę, ze zmienioną w twarzą 
w witraż, w aureoli poranka, wołam cię do naszego losu. Okna martwe pozostają dla przechodniów miast, nie zamieszkałe, nie otwierane drzwi i okiennice, okna w cieniu, okna na balkonie, ale my stajemy się coraz bardziej różowi, namiętnie zostawiamy nasze cztery mokre od potu, rosy i spermy ślady, nasze czterdzieści palców są jak koraliki powietrza w wodach podziemnych gorących źródeł. Zimno nas nie ogrania, ciepło nie dotyczy, pod powiekami ubrań jesteśmy pojednani. Tylko z tobą mogę ufać ciału, 
z tobą spać, z tobą kazać umrzeć datom, stemplom, numerom, literom i oddech uwolnić w łąkę. Puste mieszkania za oknami kryją nas w sobie, puste ulice w mieście kryją nas w zapachu, puste spojrzenia miłości wyrzeźbionej w kawałku mydła. Z nim się utulamy w ciepłej wodzie 
o północy, w srebrnej wannie pełnej pieśni, w srebrnej wannie gotowej na rejs, w pełnej wannie uczynków naszych względem siebie, ukłonów i całowania dłoni, w pełnej wannie błysku dla zboża, w pełnej wannie nieśmiertelności. Mydlimy biodra i do krwi drapiemy plecy, do krwi, która zmienia się w sztylet, do krwi, która nam pasuje, jaką lubimy, słodzimy się zanim się zjemy, słodzimy się zanim poniesiemy wspólny poranek. Mydlę ci szyję, po chwili nie ma już wanny, wody, zapachu, po chwili nie ma już mydła a moja część mężczyzny szalonego wchodzi w ciebie, ta część, która jest tylko minutą kosmosu, ale jakże wąsko pieści twoje nogi, piersi i uda. Wchodzę w ciebie jak zdobywca, kierowca rajdowy, jak rzeka do morza, jak deszcz w ziemię. Słodzimy siebie zanim się zjemy, najmniejsze części pragnień, największe części okruszków chleba skąpane w oliwie. Za oknami martwego teatru kosze truskawek, rozgniecione tym pięknym ciałem, jakie mam w ramionach. Kosze truskawek wysypane przedtem w dywan. Rozgniecione pestki owoców w soku nachalności i pospiechu, niecierpliwości, zgubiłem swoje ramiona, gdzie one są teraz? Zgubiłem też powieki i rzęsy, długością wtopiłem je w gorącą lawę zakończeń twoich piersi, zagubiłem kalendarz. Zgubiłem nogi i nadgarstki, oddałem powleczone miłością serce, posypane lukrem policzki, oddałem wczorajszy tekst i oto jestem. Wszystko zgubiłem tylko z pod moich wyobrażeń widzę ciebie, jesteś miodem Paryża, jesteś mostami pomiędzy dwiema planetami, jesteś promieniem słońca, który nigdy nie gaśnie, nie dobiega do ziemi, nie rozświetla interpretacji, nie nadaje nazwy, nie dotyka ziarna, nie ma formy, śmierci, nie ma nawet początku. To, co mi wczoraj powiedziałaś, kiedy jechałem swoim pociągiem pośród skał było płodne. Stało się niemożliwe, odkryło się zakryte, tkanina pyłu, jaka zalegała na pieśni stała się niewidoczna, odkryło się istnienie, dwojga ludzi kochających się od zawsze. Dla ładu w świecie nic się nie zmieniło dla nas wybuchła nowa historia.

Odkryły się liczby, wibracje, kolory, struny muzyki i klawisze pianina. Gram, piszę, czekam na deszcz, słońce południa zaznacza nieistniejące kształty, słońce południa między kolanami drogę pokazuje, ścieli nam łóżko. To, co wczoraj powiedziałaś, kiedy jechałem wzdłuż naszej historii ukazało mi tylko nie namalowane obrazy, nie mogę napisać, że jesteś moją inspiracją, bo bym skłamał, jesteś moim tworzeniem, jesteś drganiem na końcu palców, kiedy trzymam pędzel, jesteś alchemią „przedkolorów”, smugą na tchnieniu płodności.



Jerzy Treit
___________________________
publikacja za zgodą Autora

piątek, 5 lipca 2013

kolor stał się linią i kształtem - Jerzy Treit



Podstawą twórczości Jerzego Treita jest kolor i świetny rysunek.
Kontrastowane ze sobą plamy kolorów budują agresywną i niepowtarzalną harmonię obrazu. Całość zdaje się powstawać lekko i bez wysiłku, jednak dotknięcia pędzla nigdy nie są dziełem przypadku. Każdy fragment jest przemyślany i wkomponowany na swoje miejsce. Jest to kwestia talentu i niezawodnego instynktu a wrażliwość na najmniejsze niuanse barw jest w dużym stopniu wynikiem długoletniej, codziennej pracy intelektualnej i praktycznej.
Przekazywana przez artystę treść, jest u malarza zawsze jedynie pretekstem do perfekcyjnego ”rozegrania” form.

wg Jacka Szpytmy
http://www.artconsult.pl


Dreszcze frissons

Fille avec pomme

Flirty

Goanne21

Horyzont

Dzień i noc

Le retour de la nuit VI

Nocny-Powrót-VII

 on air132

Popkot III

Une rousse

Vers l'inconnu
_____________________________________
publikacja za zgodą Autora 

sobota, 29 czerwca 2013

Jerzy Treit

Uczęszczał do PLSP w Zakopanem. W 1991 roku podjął studia z Historii Sztuki na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie, gdzie założył GALERIĘ 1, w której wystawiali, między innymi, tacy artyści jak: T. Kulisiewicz, S. Rodziński, R. Olbiński,
czy przyjaciel Picassa – Nejad.
W 1992 roku wyjechał do Paryża na stypendium artystyczne, ufundowane przez amerykańską Fundację Evy Aeppli.
Poznał tam, między innymi, Evę Aeppli - szwajcarską malarkę i rzeźbiarkę, znanego nowego-realistę Daniela Spoerri oraz Jeana Ivesa Mock’a – krytyka sztuki związanego, między innymi, z Centrum Pompidou w Paryżu. Od Evy Aeppli otrzymał pracownię w centrum miasta i wział udział w licznych wydarzeniach artystycznych. 
Od lipca 2003 pełnił funkcję Dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Pcimiu. Współorganizował Międzynarodowe Warsztaty Artystyczne dla młodzieży, artystów i osób niepełnosprawnych Otwarte Drzwi. Założył Galerię na Prowincji, działającą w Gminnym Ośrodku Kultury, gdzie wystawiali tacy artyści jak; Profesor ASP w Krakowie Jacek Sroka i znany muzyk Jan Kanty Pawluśkiewicz.
Uprawia malarstwo, rysunek, grafikę komputerową i rzeźbę. Jest członkiem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich. Projektuje przedmioty sztuki użytkowej i czerpie swój autorski papier. Blogger, felietonista 
i poeta. Swoje teksty publikuje m.in. na łamach internetowych Twoich Wiadomości. W 2010 roku otworzył w Mszanie Dolnej swoją galerię autorską– Galerię Treit. Jego prace znajdują się w kolekcjach prywatnych na całym świecie, miedzy innymi we Francji, Niemczech, Turcji, Belgii, Szwajcarii, USA i w Polsce.
Od 2012 roku jest członkiem interdyscyplinarnej grupy artystycznej Młodzi Sztuką, działającej przy Związku Polskich Artystów Plastyków Okręg Warszawski.
Od 2013 roku jest objęty Patronatem Artystycznym/Medialnym – Artistic Guarantee of Art Imperium.

W marcu 2013 roku, pod Patronatem Art Imperium i we wspólpracy z Wydawnictwem POECIPOLSCY.PL, opublikował swoją pierwszą książkę: Zapach cynamonu w pomarańczowej farbie – autorskie refleksje ilustrowane własnymi obrazami i rysunkami, której premiera odbyła się podczas wernisażu wystawy malarstwa.


www.treit.blox.pl



Ważniejsze wystawy indywidualne:


2013 – Starter Gallery, Neuilly s/Seine - Paryż - Francja
2013 – Galerie Maison du Colombier, Cremieu - Francja
2013 - Centrum Sztuki Fort Sokolnickiego w Warszawie ELLE – ANATOMIA MALARSTWA i premiera książki ZAPACH CYNAMONU W POMARAŃCZOWEJ FARBIE – wieczór literacki
2013 – Galeria ST Praga - Warszawa (wystawa akwareli oraz wieczór literacki)
2012 – Espace Kameleon - Paryż

2012 – Galeria BWA Sokół - Nowy Sącz
2012 – BWA - Zakopane
2012 – Galeria TAB – Warszawa
2011 – Galeria Zamek – Sucha Beskidzka
2009 – Galeria Stawki – Warszawa
2009 – Salon Malarstwa – Bourgoin Failleu – Francja
2008 – Stara Cegielnia, galeria WM – Myślenice
2008 – Nivolas Vermelle – Francja
2007 – Galerie de L Impasie – Lyon – Francja
2007 – Galeria Sztuki Współczesnej – Myślenice
2005/2006 Galerie de Elizabeth Couturier – Bourgoin – Jallieu – Francja
2005 – Galerie de Four Banal – Cremieu – Francja
2005 – Galeria ARCADE – Bourgoin- Jallieu Francja
2004 – Galeria w Bramie – LUBLIN
2003 – Galeria Sztuki Współczesnej – Myślenice
2002 – Pałac Sztuki – Kraków
2002 – Galeria Hotelu Elektor – Kraków
2002 – Galeria Pod Cherubinem – Myślenice
2002 – Galeria Atelier – Kraków
2002 – Galeria Sztuki Współczesnej – Myślenice
2001 – Salon Wystawienniczy MBWA – Nowy Sącz
2000 – Centrum Sztuki Współczesnej Solvay – Kraków
1994 oraz 1996 – Galeria 1 – Lublin
1993 – Galeria A E – Caubert – Francja
1993 – Galeria Clair – Paryż
1992 – Galeria 1 – Lublin
1992 – EXPO – Sewilla – Hiszpania – Obraz namalowany na zamówienie Teatru STU o wymiarach 9mx6m
1991 – Filharmonia Krakowska – Kraków
1990 – Galeria SN – Nowy Sącz
1990 – Galeria Hol – KUL LUBLIN
1989 – Galeria DKK – Nowy Sącz
1989 – Galeria Miejska – Limanowa

Wystawy zbiorowe:


2013 - Starter Gallery - Paryż - Francja “DESSINE-MOI…UN MUTANT”
2013 – Zakochaj się w sztuce – Centrum Sztuki Fort Solnickiego – Warszawa
2010 – wspólnie z grupą artystyczną AALTANA – Galeria Gil – Politechnika Krakowska
2010 – Galeria STRUG – Zakopane ( wraz z AALTANĄ)
2009 – pokaz czterech artystów Galerii 4 Beauty – Pałac Sobańskich – Warszawa
2005 – Jesienny Salon Sztuki – Bourgoin – Jallieu – Francja
2005 – Salon Malarstwa Wspolczesnego – Saint Jean de Bournay
2005 – Chateau de Denpthezieu – Francja
2002 – I Międzynarodowe Biennale Pasteli 2003 – Klub Kameleon – Nowy Sącz