Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Sojan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Sojan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 września 2017

Co jest poza granicą perswazji - o tomiku poezji Tomasza Kowalczyka



Kolejny tomik Tomasza Kowalczyka pt.: poza granicą perswazji jest - jak słusznie zauważył we wstępie do tej książki Jarosław Trześniewski-Kwiecień - wyrazem postawy współczesnego Hioba, który dialoguje z Bogiem na temat...no właśnie, "cofnięcia aktu łaski" (?), z postępującym za tym rozczarowaniem, buntem, poczuciem krzywdy naznaczenia i napiętnowania, niczym nieusprawiedliwionej izolacji ofiary takiego naznaczenia. Murem izolującym jest choroba dziecka na autyzm. Pomocnym dla zrozumienia poezji Tomasza Kowalczyka jest fakt, że autor jest ojcem takiego dziecka i znając problem z autopsji drąży boski wyrok, zatrzymując się w tej fazie sporu Hioba z Bogiem, w którym jest niezgoda, rozpacz i zwątpienie.
Mam wrażenie potraktowania tajemnic świata nadprzyrodzonego na planie realiów świata doczesnego, w którym autor przykłada Bogu miarę ludzkich przymiotów, w których władza, decyzje panującego takie jak wyrok czy łaska, podlegają wyłącznie nieuzasadnionym kaprysom boskiego decydenta. Czując się zakładnikiem Boga autor ( bogatszy o doświadczenie Hioba) wydaje się nie zauważać, że normy i prawa boskie, nie zawsze zrozumiałe i dostępne rozumowi, mają swoją odpowiedź w wierze. Ratio w tłumaczeniu ludzkich losów i dziejów świata okazuje się bezsilne i - cytując autora: "ciągle oblewa egzamin z teorii poznania".  Nasuwa się pewne porównanie dotyczące widzenia porządku boskiego w kontekście porządku ustalanego przez ludzi dla ludzi, że jest to widzenie zająca patrząc na flaminga (!). Albo odwrotne... Tak patrząc, sami sobie zacieramy drogę do transcendencji, ale też zamazujemy sami sobie ogląd rzeczywistości. Doświadczenia kulturowe w rodzaju lektury Blaszanego bębenka Guntera Grassa, opowieści biblijnych i ewangelicznych, mających wyjaśnić istotę porzucenia, odepchnięcia a przez to zmarnowania bytu człowieczego zawodzą. Dlatego autor pytający o sens dziedzictwa kulturowego w połączeniu z napiętnowaną nieszczęściem egzystencją przypomina w swoim rozdarciu Blaise'a Pascala, który w pośmiertnie opublikowanych Myślach pisze:

..."Wyobraźmy sobie gromadę ludzi w łańcuchach, skazanych na śmierć; co dzień kat morduje jednych na oczach drugich, przy czym ci, którzy zostają, widzą własną dolę w niedoli swoich bliźnich i spoglądają po sobie wzajem z boleścią, a bez nadziei, czekając swojej godziny. Oto obraz doli ludzkiej"....


Podczas gdy autor poza granicą perswazji próbuje po kantowsku racjonalizować paradoks daru życia i jak Kant nie uznawać żadnych innych granic wyjaśniania rzeczywistości aniżeli te, które wyznacza rozum, obserwując jednocześnie, jak ów gmach (dom) rozsypuje się "jak domek z kart"; Pascal zauważa, że rozum pozostawiony sobie prowadzi do niekończącego się i pozostającego bez odpowiedzi sceptycyzmu. Dlatego Pascal powiada: "Ukorz się rozumie, bo rozum musi nastawić uszy na prawdziwego pana ludzkiej kondycji: Słuchaj Boga...". A Pascal rzeczywiście usłyszał Boga nocą 23 listopada 1654 roku. Była to słynna jego "noc ognia". Warto wspomnieć, że podobną noc miał Słowacki i Gałczyński ( w Katedrze Notre Dame w Paryżu). Bóg spekulacji filozoficznych oznacza intelektualne niezrozumienie doświadczenia wiary. A jednak intelektualna wiwisekcja sytuacji egzystencjalnej to imperatyw, który zmusza autora do podjęcia drogi, aby zmierzyć się z autentyzmem własnych myśli. Dużo wcześniej od Pascala św. Tomasz z Akwinu, łącząc to co naturalne i to co duchowe oświadcza: " Jeśli rozum bez wiary jest pusty, to wiara bez rozumu jest ślepa".
Poszukiwania autora pozornie zakończone klęską przynoszą nieoczekiwanie owoce w postaci tomu świetnie napisanych wierszy, świetnych pod kątem zgłaszanych problemów i tez, ale także pod kątem dyscypliny językowej, sposobu prowadzenia myśli. Pomimo zgłoszonych tutaj zastrzeżeń co do postawy światopoglądowej, pod względem formalnym każdy wiersz jest dopracowany zarówno w treści jak i w zapisie, będących  analogią do powiedzenia wielkiego badacza Kanta - W.H. Walsh'a: "Chciał podkreślić autorytet nauki, wiedzy, zachowując jednak autonomię moralności, wiary i bojaźni bożej." Rozwijając, sam sobie autor postawił to gigantyczne, wciąż czekające i nas zadanie, jak rozczarowanie światem spowodowane przez dokonaną w naukach przyrodniczych rewolucję kopernikańską i newtonowską pogodzić z natchnionym przez moralność, estetykę i inne wartości kulturowe - np. religijne z ludzkim doświadczaniem bytu. W tym z osobistym, bolesnym doświadczeniem ojca. Czy takie pogodzenie jest możliwe. I Tomasz Kowalczyk zadaje pytanie, czy nauka i moralność skazane są na osuwanie się w nihilizm. Tym bardziej, że ofiara Syna Bożego, Chrystusa, z czysto ludzkiego punktu widzenia wydaje się daremna, niepotrzebna, skoro Syn Boży dokonujący cudów w leczeniu chorych, a teraz po zmartwychwstaniu królujący nad światem, zaprzestał uzdrowień, gdyż:

...pokusy zaprzestania uzdrowień trafiają na podatny grunt
ponieważ lekarze przypisują sobie wszystkie zasługi
... ...
/dziewczyno ja ci mówię wstań/

W tle powyższego pojawia się trudne pytanie, czy pycha ludzka jest przeszkodą osiągnięciu łaski bożej (?). Odpowiedź jest jeszcze trudniejsza, albowiem Duch Święty tchnie kędy chce. Czy zatem tytułowe zaprzeczenie ewangelicznym słowom Chrystusa w brzmieniu autora książki poetyckiej: "nie pozwalajcie dzieciom przyjść do mnie" wynika z braku cierpliwości, jednej z podstawowych cnót wierzącego, czy też z idącą w parze niezdolnością wygrzebania się z wątpliwości i studni niewiary, aby pokonując samego siebie, przezwyciężyć i upokorzyć bluźnierczy rozum. (?)
Choć pointa większości wierszy, jeśli nie pytajnikiem to kończy się w atmosferze negacji i zagubienia, to zasadniczo ta via dolorosa negacji domaga się  ( w domyśle - prawem paradoksu) negacji negacji (!)...

powietrze przywołane dotykiem
bez sprzeciwu nadstawia karku
po którym wdrapujesz  się na sam wieczór
nie nadążasz za własnymi krokami
myśli pozostawione z tyłu dostają zadyszki
jakby chciały zostać w minus nieskończoności
na twojej twarzy nieruchomieje noc
wtedy pochylasz się nad zeszytem
słowa z niedowierzaniem otwierają oczy
odkrywając własne znaczenia sprzed kilku lat
na rachunki zabrakło wytrwałości
sumienie uwięzione w matriksie
próbuje resztkami sił dotrzeć do światła
świt zaostrza ci rysy
poleceniem powrotu między oba światy

/we śnie jesteś zupełnie inny/

Znamienna jest dedykacja autora analizowanego tu zbioru wierszy:
Mojemu synowi Kamilowi
aby pomógł w uzdrowieniu
swojego anioła stróża

Odwrócenie odpowiedzialności opiekuna wobec podopiecznego - owszem - jest intelektualną prowokacją, ale jest także głośnym wołaniem do nieba, wojną starotestamentowego Jakuba z aniołem. Kto tą wojnę wygra przestaje być istotne, bo i tak tą wojnę wygrała poezja. 

/Tomasz Kowalczyk; poza granicą perswazji; Lublin 2013/

Jacek Sojan

niedziela, 14 lutego 2016

walentynkowe przesilenia

Krzysztof Schodowski - Przesilenia III




Roma Jegor

Miejsca po przecinku


Ciągle mam cię w palcach między świtami
jak gorączkę dreszcz satynowe ślady po ospie
i powoli zaczyna nam być ciasno
kiedy rzeczy nadchodzą falami
a aniołowie plotą między nami tarninę -
cisza wtedy wygląda niczym zaginione linie papilarne
Podobno nie ma zbrodni między ustami
dopóki milczą
więc staram się czytać cię bezgłośnie
i kiedy przychodzisz w roli czciciela porządku
wieży z kości ścięgien i pocałunków
jestem głuchoniemym stroicielem fortepianów
czujnym łowcą oddechów
pilnuję żebyś nas nie zaokrąglał
i nazywał wszystkie moje miejsca po przecinku




Grzegorz Kielar


przyłapany


przyłapany na gorącym oddechu
nie miałem nic do gadania
miłości podobno dobrze robi noc

najlepiej niecierpliwa i wilgotna
kiedy nagli każdy centymetr
ciała w przedziwnej ekonomii
dzielenia i podwajania

tej nocy do nieba będą podobno

wpuszczali parami
trzeba jeszcze tylko zdrapać
ten cholerny księżyc
z szyby




Dorota Nowak


kula


nasze my zawijałeś na kształt kuli
w doskonałą formę bez początku i końca
toczyłam się do środka zbierając okruchy
przylepiona do kociego futra i pazurów

umiałeś łączyć kwadraty i prostokąty –
spadały z moich włosów na koszulę
każdej nocy chowałeś pod nią głowę
zakradając się do rozdrapanego środka

kula toczyła się z góry i na szczyt
nabierała prędkości rosła pęczniała
zbierałam sierść chowając pazury
by miękką skórką gładzić zranienia



Grażyna Paterczyk

wilk syty i owca cała


patrz
chwila gwiazdy

świecący ślad wciąga do lasu
energia krąży spełniając sny
niemoralne niewidoczne
tkwiące w harmonii z naturą
wbrew zasadom

rozbijając samotność jagnięcej skóry
ocieramy się o pruderię obwieszczając niewinność
następnej

owca cała



Ewa Pietrzak


Nad nami Vivaldi


studiuję ciebie z pamięci
oczy w tonacji zaduma
usta w odcieniu smutek

znanym nam alfabetem piszę list
na kartkach twojego ciała
z ulgą czytam odpowiedzi
w miejscach moich najczulszych

straciłam wątek by po chwili
sięgnąć po jeszcze
więcej ciebie

muzyka brzmi nadal




Juliusz Rafeld


TAMTE DNI


siadywaliśmy w tej knajpce kiedyś
kieliszki śmiały się dźwięcznie zachęcały nas
co godzinę odnosiliśmy kolejne
przyszłe zwycięstwa

z biegiem lat posiwiały nasze gołębie
po drodze potraciły pióra
ciekawie byłoby zobaczyć twoją minę
gdybyśmy przypadkiem minęli się w drzwiach

dziś przed wejściem waham się
czy zostało tam jeszcze coś
oprócz dziwnego odbicia w szkle
ledwie rozpoznaję siebie

od drzwi dobiega nagle znajomy głos
woła moje imię
och – postarzeliśmy się ładnie ale głupio
tak wciąż śnić o tamtych dniach… 



Teresa Radziewicz


ten żar, ten żar, ten wiatr


jest jeszcze inny świat – pomiędzy ewą a
adamem – kiedy słowa decydują się: tak
– tak. usiądźmy więc na brzegu rzeki,
której jeszcze nie ma, rozpocznijmy

czas rzeczy, które nie zdążyły się zdarzyć
– wszystkie mieszkają w głowach
oczekując na swój dzień i miejsce.
spokojny nurt czule obmywa stopy

– trwamy, a głowy wypełnia cud: ten żar,
ten żar, ten wiatr gojący wszystkie rany,
leczący wszelkie choroby. rodzi się
źródło, ruszają godziny – oto

czysta idea początku: ziemia wzbiera
wilgocią, woda chłodzi kamienie;
powstajemy i w nowym, innym świecie
ofiarowujemy drodze nasze pierwsze kroki



Sława Sibiga


***


te wszystkie obietnice
fałszywe nuty
wschody i zachody
na pępku świata

krok do przodu
dwa do tyłu

zróbmy teatr

na słowa
miny

teatr
jednego widza

w ostatnim

akcie



Jacek Sojan


codex doskonałego kochanka

nie odwracać się od niej plecami
patrzeć w oczy jak u okulisty
jak ubierać to pocałunkami
a rozbierać sposobem pianisty

znaczy zagrać na wszystkich neuronach
raz staccato raz piano legato
nie zapomnieć powtarzać w milionach
no że kochasz że twój mistrz nie Platon

lecz artysta Orfeusz ten który
dla miłości do piekła się wybrał
pisać wargami miłosne sury
wokół bioder tańcząc sen kolibra

kiedy zadrży by umrzeć z rozkoszy
ty kochanku umieraj z nią razem
gdy ona w niebie otworzy oczy
ty szybko zasłoń się kałamarzem




Krystyna Wieczorek


Po drodze mi do niej


teraz wiem że tam była
kiedy mówiłeś jest pięknie
cały las tonął w asfalcie
koła mknęły w zawrotnym tempie
a my schodziliśmy z tego świata
szybko i mocno

krążyła tętnicami
pompując nadmiar światła
z każdym oddechem większy

wypełnieni po brzegi
bram zielonej i złotej
wracaliśmy do tamtych miejsc
do ziemi wzruszonej zapachem
wyrwanej mandragory



Natalia Zalesińska


mleczno-czarne f-moll

przez mrok, przez gąszcz, przez omszałe wzgórza,
z wiatrem przemierzę setki mil do ciebie, do ciebie.

wniknę, poznam każdy cal ciała. wdrążę się w umysł,
zachwycę lub zawiodę. a tobie zostanie muzyka,

budząc się rano, powiesz: coś czułem, coś czułem.
nie dowiesz się nigdy, że płynęłam podskórnie.




Agnieszka Jarzębowska - w Lanjaron





_____________________________________________
Publikacja za zgodą Autorów.

niedziela, 3 maja 2015

Moskiewska Olimpiada, Grecja i krzaki nad Wisłą . Agnieszka Jarzębowska & Krzysztof Mich w Krakowie - fotorelacja

Moskiewska Olimpiada, Grecja i krzaki nad Wisłą

Kraków, kwietniowe wiosenno-upalne popołudnie, jestem już po zebraniu zarządu Unii Polskich Pisarzy Lekarzy, pora wracać do stolicy. Ale Poeci Po Godzinach zapraszają na wieczór promujący poezję Agnieszki Jarzębowskiej i Krzysztofa Micha. Trudno odmówić. Agnieszki nie znam osobiście, ale z Krzysiem wiele razy w Oparach absurdu, w Czterech pokojach warszawskiej Starej Pragi, chłodziliśmy (poetyckie) emocje.
Chłodny klimat piwnic Zachcianki – zachęcający. Renata Radna Mszyca, główna organizatorka spotkań PPG, w swoich powitaniach – gorąca.
Jestem ciekawa, jak Jacek Sojan, poeta, eseista i krytyk literacki, poprowadzi spotkanie. Czy ten wieczór będzie kolejnym dowodem na to, że związek pomiędzy poezją a światem jest wciąż aktualny?
Jacek Sojan, podobno (tego słowa zapewne mi nie daruje) znawca kobiet, zaczyna spotkanie od Agnieszki Jarzębowskiej, autorki utworów lirycznych i satyrycznych, wielokrotnie nagradzanej 
w konkursach literackich.
Przywołane na początku spotkania dwa dwujęzyczne tomiki wierszy Miejsce po przecinku/Die Stelle nachdem Komma (polsko-niemiecki) i Układem siebie/Slazemsebe (polsko-serbski) wzbudzają dyskusję – na ile autor i tłumacz spotykają się w języku. Jedno jest pewne – słowa Goethego „Kto chcę zrozumieć poetę, powinien pojechać do jego kraju” nie straciły nic ze swej aktualności.
W tomiku Przekładaniec /2014/  (tłumaczenie na litewski – Birutė Jonuškaitė) Jacek zwraca uwagę na pierwsze wiersze datowane 1980 Moskwa. …tęsknie do czasu/ kiedy odjadę/ w krainę/ gdzie nikt/ nie będzie PRZECIW. I  drugi: …będę czerpać/ ciepło/ z kwiatów/ przeczekam tysiąc lat / ludzkiej nienawiści. Trudno uwierzyć, że te słowa, to plon „zwykłej” wycieczki do Moskwy. W tle Olimpiada.
Nie wolno było wchodzić na inne piętra. I to wrażenie, że ktoś ciągle jest z nami – dopowiada Agnieszka. 
 Postawę etyczną, nienawiść, obcość, wzorce, jakie przekazują nasi rodzice, nosimy w sobie. Czy jest możliwe zlikwidowanie antagonizmów? Tam, gdzie są antagonizmy, rodzi się prawda – przekonuje Jacek Sojan.
A jaka jest prawda w poezji Agnieszki i jaka jest sama Agnieszka? Wyciszona, liryczna, pokazująca nam siebie przez dziurkę od klucza i to nie jest sypialniany klucz: …spróbuj mnie odnaleźć/ odszukać (…) …gdzie każde słońce/ starsze/ o jeszcze jeden/ nierozsądek człowieka, Nie można wymagać zbyt wiele… trzeba czasu aby być dobrą żoną. Czyżby Agnieszka uczyła nas cierpliwości i jak być lepszym, gdy sama układa siebie z kawałeczków/ potłuczonego czasu? Wreszcie Agnieszka zamienia się w reporterkę. Relacja z pobytu w Rzymie zapewne nie była w planie wieczoru, bo nieśmiało pyta prowadzącego, czy aby może ją zaprezentować.
Poezja twoja jest wyciszona, a w relacjach są emocje… uciekasz od obrazu, budujesz na pojęciach… skupiasz się na relacjach jednostkowych. Ja mama, ja obywatel…  – prowokuje Jacek Agnieszkę do dalszej dyskusji.
Fraszki, to trzecie, z krwi i kości, oblicze Agnieszki. Świat i emocje dobrze podpatrzone, świetnie spuentowane –  „Smakosz”/ myśli że lepszy,/ gdy pieprzy. Czego dowodem zbiory fraszek: NIC/nothing polsko-angielski i Fraszkomat.
Nie wiem, czym kierowali się organizatorzy w doborze bohaterów wieczoru. Ich zamiłowaniem do fotografii? Krzysztof Mich, pedagog specjalny, dziennikarz, fotografik – czytamy na zaproszeniu umieszczonym na Fejsie. Krzysztof, poza dziennikarstwem i fotografią, zajmuje się też malowaniem obrazów – kwiaty, portrety, obrazy z podróży.

Ktoś, komu daleka jest starożytna Grecja, a świat mitologii nie zasługuje na jego uwagę, może mieć trudność w zrozumieniu wierszy Krzysztofa z cyklu Kamień przewiązany trawą.
Już w pierwszym prezentowanym na spotkaniu wierszu pt. Wchodząc do jaskini jest nawiązanie do rozmowy Sokratesa z Fajdrosem, którą opisuje  Platon: na ścianach mojej jaskini próżno szukać rysunków wołu / wszędzie tylko słowa Fajdrosie słowa… I zakończenie wiersza z przesłaniem: słowa nie są odpowiedzią / ona jest w nas.
Mądrych, ponadczasowych przesłań w wierszach Krzysztofa Micha jest wiele, chociażby w wierszu poszukiwanie bogów w Milecie: w naszej mitologii tylko te przetrwają swoje upadki/ które narysujemy między gwiazdami/ albowiem nigdy ich nie dosięgniemy/ zawsze pozostaną czyste.
Chciałoby się zapytać, skąd u kogoś, kto w wieku ośmiu lat stracił oboje rodziców, wychowywał się na praskich podwórkach, takie zainteresowanie starożytną Grecją. Pod koniec spotkania Krzysztof się do tego odniesie. Jego wypowiedź wywoła dyskusję na temat lektur szkolnych. Wnioski wypływają same – zbyt mało czasu poświęca się w szkołach nauce o starożytnej Grecji i Rzymie, a to przecież, dzięki osiągnięciom antycznych, taki, a nie inny kształt ma dzisiejsza literatura, historia, nauki ścisłe, medycyna i… rzeźba,  w której rygorystycznie przestrzegano boskich proporcji ciała ludzkiego.
W jednym z wierszy Krzysztof zachwyca się boskimi kształtami Pallas Ateny dłuta Fidiasza – podziwiam kunszt ręki/ postać dostojną i słuszną wielkość. Jednak sam buduje z innego tworzywa niż marmur –żywego jak magma która idzie gdzie chce/ i potrafi powalić największe nawet przeszkody. Krzysztof Mich buduje z żywej materii, jaką jest słowo. Buduje mądrze.
W wierszach z cyklu Kamień przewiązany trawą pojawia się motyw rysowanych, lepionych, rzeźbionych posągów, wstawianych do świątyni i tam ubóstwianych. Czy nie są one symbolem związku mężczyzny z kobietą?
Tego wieczoru największe wrażenie zrobił na mnie wiersz Krzysztofa, tym razem poety-dziennikarza Niedziela w Damaszku. Zwykłe zaproszenie na lody i niezwykły opis ich produkcji, który posłużył do ukazania syryjskiego dramatu – drewniane pałki / na pewno poszły w ruch/ miarowo ubijają na białą zimną maź/ mleko karmiących matek/ dziarscy chłopcy wprawieni w ubijaniu. I kolejne, jakże wymowne, przesłanie – nie udawaj że śpisz/ i zetrzyj tę szminkę bo spływa ci z ust/ jak krew.
Jacek Sojan, który uważa, że „humor, poczucie humoru, w którym wyraża się spore doświadczenie człowieka, może nadać poezji polot lekkości” zapewne nie byłby sobą, gdyby nie upomniał się o wiersz Krzysztofa Kontemplując Picassa.
Piccasso wisi mi w Maladze./ Wisi mi i dynda/ (…) Powiewa wręcz./ Jak nie wieje to dynda./ Bez wiatru zwisa./ Nie tylko mi zwisa./ Wszystkim zwisa. Świetna zabawa słowna, również z przesłaniem: Lepiej niech mi wisi (mówimy cały czas o Picasso).
Krzysztof potrafił zadziwić – Platon, Sokrates, Charon, Kasandra, Apollo, a za chwilę Kudłaty, Małgosia, pluszowy Misiek. „Przezroczyste”, lecz niesłychanie żywe, praskie postacie. Słyszą jak podarte buty/ zgniatają aluminiowe blachy/ jak ręce wkładają do torby butelki/ śmieją się że z jego twarzy zostały oczy/ a cała reszta jest jak krzaki nad Wisłą. Krzysztof nie analizuje ich zachowań, nie ocenia. Tłumaczy, że należy podtrzymywać się od ocen. One stygmatyzują ludzi i hamują naszą chęć poznania.
Od lat pracuję na warszawskiej Pradze, w tym wiele lat jako lekarz sądowy, i doskonale wyczuwam ciepło, jakim darzy Krzysztof  swoich praskich bohaterów – nie rozumie nawet dlaczego/ zgwałcono ją tej nocy trzy razy/ właściwie nikt tego nie rozumie.
Ze spotkania wychodzę z przekonaniem, że fraszka Agnieszki I ten, co ma leczyć,/ może pokaleczyć powinna zawisnąć w moim gabinecie lekarskim i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że prażanin (tak o sobie mówi Krzysztof) w ten sobotni wieczór był w stu procentach krakowski.




Majka Maria Żywicka-Luckner











Niedziela w Damaszku                   

wstań, wyjdziemy z Dżaraman i pójdziemy na lody
założysz wreszcie swą koronkową chustę
nosiłaś ją tak dumnie
jak Panna Młoda przed meczetem Umajjadów
przyjechałem wtedy do twego Ojca na czaj binana
pamiętasz ?
przechylając głowę niechcący odsłaniałaś włosy
śmiałaś się, że nie lubię zmiętej herbaty

na bazarze Al Hamidiya pusto dzisiaj
jak na naszym codziennym placku sadż 

przebierz się - pójdziemy do lodziarni Bakdash
jak nasi rodzice i pradziadowie

nikt nie przyjedzie

zamiast szurania rannych turystów 
tylko stukot podkutych butów słyszałem
ale teraz jest cicho
jak w naszym sklepie
jak w grobie Jana Chrzciciela

już opadł kurz
ołowiane pestki leżą na kamieniach pamiętających
wycieńczonych jeńców z Karbali

drewniane pałki
na pewno poszły w ruch
miarowo ubijają na białą zimną maź
mleko karmiących matek
dziarscy chłopcy wprawieni w ubijaniu
wyćwiczonymi ruchami
podnoszą i opuszczają pałki
raz po raz
zadają razy
jak kowal damasceńskiej stali
by stała się bardziej wytrzymała
by stała się twarda

a kiedy już wreszcie ubiją
poleją obficie czerwoną polewą
i z uśmiechem posypią pestkami

nie udawaj że śpisz
i zetrzyj tę szminkę bo spływa ci z ust
jak krew



(Krzysztof Mich)















































***
stoją trzy wrony
stroszą pióra jeszcze nie otworzyły dziobów
a już wiadomo
że będą krakać
jak ludzie


***
tęsknię do czasu
kiedy odjadę w krainę
gdzie nikt

nie będzie PRZECIW



( Agnieszka Jarzębowska ) 










=













zdjęcia: Izabela Rokicka, Bożena Topór - Karpińska, Renata Radna M.