Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Kowalczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Kowalczyk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 sierpnia 2025

Dasz radę. Przecież jesteś tatą.

 

 Tomasz Kowalczyk

 

 

 * * *

Pierścionki i kolia rozpraszają mnie tak bardzo,
że nie dostrzegam cyrkonii na twoich paznokciach.
Bez biżuterii czujesz się naga, więc, chcąc nie chcąc,
akceptuję obecność przedmiotów zajmujących

kilka centymetrów kwadratowych. Usiłuję być
miły i delikatnie muskam brylant osadzony w złotej
obrączce, ale nasze relacje są dalekie od poprawności.
Mam pretensję, że okazuje lekceważenie właścicielce.

Jemu zawsze było wszystko jedno, komu przydaje
blasku. Na szczęście z łańcuszkiem można dojść
do porozumienia. Dyskretnie obserwuje spektakl,
nie protestując, kiedy dotykam twojej szyi bez jego

pośrednictwa. Kolczyki również nie stawały na drodze.
Zaraz w pierwszym akcie znikają gdzieś, bezpowrotnie,
a poszukiwanie jeszcze mocniej nas jednoczy. Kiedyś
klejnoty zostaną w szkatułce. Mimo tego nie zgaszę światła.





* * *

Zachłanne biodra wykluczają rzeczową
rozmowę o literaturze iberoamerykańskiej,
nie mówiąc o zawiązywaniu refleksji
na temat miłości w wiadomych czasach.
Przez chwilę trzymałem rozterki w ryzach,

pilnując oddechu przed zbyt szaleńczym
rytmem. Nie wszystko idzie po mojej myśli.
Kiedy przemawiasz obcymi językami, tracę
koncentrację. Liczenie do dziesięciu niewiele
pomaga, szklanka zimnej wody wylana

na głowę również nie przynosi otrzeźwienia.
Nie pozostaje nic innego, jak poddać się
zaskoczeniu i wspólnie rozgniatać coraz
bardziej zagęszczone powietrze, aż wirowanie

dookoła spojrzeń uzyska pożądane barwy.
Zanim nastąpi ostateczność, sponiewierana
logika przyjrzy się nam, jakby chciała
zrozumieć płacz zmieszany ze śmiechem.








* * *


Ciągle wierzysz, że kryształki cyrkonii staną się
kiedyś brylantami, a kolczyki nabiorą prawdziwie
złotego blasku. Zaraz po przebudzeniu sprawdzasz,
czy nie nastąpiła cudowna przemiana, tymczasem

ja wymyślam najprzeróżniejsze sposoby, by rozproszyć
twoje rozczarowanie. Na wszelki wypadek zapisuję
skuteczne perswazje: może użyję je ponownie, a ty
nie zwrócisz uwagi na powtórki. Kiedy brakuje słów,

z pomocą przychodzi cierpliwe milczenie, które
rozwiewa wątpliwości. Nie wiadomo, jak długo
będzie można na nie liczyć. Prędzej czy później
odkryje prawdę i na złość zacznie kłamać. Nie mogę

do tego dopuścić, bo ze swoją umiejętnością
przekonywania gotowe ci wmówić, że cyrkonie
nigdy nie zmienią się w brylanty. A ty uwierzysz.







jamais vu 

las który posadziłem przed wszystkimi wiekami
wyciąga do mnie ręce jakby przypominał
o zaległych należnościach

ilekroć przedzieram się przez gęstwinę
drzewa rozpościerają wymijające spojrzenia
zamiast wskazać właściwą drogę

w szklanych oczach nie zamieszka łza
spływa po nich co najwyżej woda
krystalicznie czysta i bez smaku

nigdy nie zapamiętam
że kamienie zawsze wyglądają tak samo 







presque vu

przez całe życie przygotowywałem jedno zdanie  
miało wystarczyć za usprawiedliwienie 
gdy zajdzie potrzeba

bez metafor wypaczających intencję
oraz pochlebstw na które nikt nie daje się nabrać

treningi mentalne i powtarzanie tekstu z pamięci
utrzymywały w formie
aby w decydującej chwili nie zaniemówić

niewiele wskóram ale jeśli pójdą za mną inni
staniemy się faktem statystycznym
godnym rozważenia

byle nie być posądzonym o bezczelność
bo podczas rozprawy będą kneblować usta

wtedy prawda na zawsze pogrąży
zamiast wyzwolić







Teatr jednego aktora

Przed spektaklem warto przećwiczyć
trudniejsze sceny, przemyśleć nowe
wątki – wszystko ze świadomością,
że wyjście poza wyznaczone ramy

jest niemożliwe. Monodram nosi
znamiona improwizacji, chociaż tytuł
został ustalony dawno temu. Te same
rekwizyty z roku na rok przynoszą

coraz więcej dojrzałego światła. Dzięki
powtarzalności dojście do perfekcji
nie zajmie wiele czasu. Wymagający
słuchacz żąda wyjaśnień od reżysera,

nie wiedząc, że nie może liczyć
na korektę scenariusza.







Podpowiedź

Zamiast wspólnego spędzania czasu bez patrzenia
na zegarek rytualne odwiedziny, wypełnianie
programu z autystycznym zacięciem, punkt
po punkcie. Pomysły bez spontanicznych

odruchów wywołują apatię zamiast żywiołowej
radości. Mam nadzieję, że podpowiesz, jak wyjść
z zaklętego kręgu. Milczysz. Patrzysz na mnie
wyczekująco. Dasz radę. Przecież jesteś tatą.

Idziemy dalej. Dziś jeszcze tą samą drogą.








Najtrudniejsza próba Hioba

Najbardziej kochałeś pierworodnego
o łagodnych oczach i nieśmiałym
uśmiechu. Nie był zręcznym pasterzem,
ale jego śpiew uszczęśliwiał nawet

Pana Zastępów. Nie udało się wybłagać
jego życia. Mógł zginąć natychmiast
od pchnięcia nożem zadanego przez zbójców,
ale Bóg wybrał powolną śmierć w męczarniach.

Trzymałeś syna za ręce, a przez zaciśnięte
zęby wydobywały się urywane słowa.
Podobno recytowałeś wtedy psalmy.









Układanka

Ciągle poszukuję słów obdarzonych mocą
kruszenia muru. Ktoś powiedział kiedyś:
talitha cum i przywołał światło, ale aktu
nie można było powtórzyć. Kiedy mówiłem:

kocham, zaklęcie okazywało się zbyt słabe.
Ręce wzniesione ku niebu opadały, zamiast
pokory i wiary pojawiały się gniew i zwątpienie.
W modlitewnikach opatrzonych formułą

imprimatur i w apokryfach odkrywałem teksty
mogące wzniecić nadzieję. Z żadnego z nich
nie posypały się iskry. Pewnego dnia granice
zostaną zatarte, znikną dotychczasowe zasady,

ich miejsce wypełni nowa, jeszcze niezmierzona
przestrzeń. Dla mnie i dla mojego dziecka będzie
już jednak za późno.








To nasza tajemnica

Boisko jest porośnięte stokrotkami i nie służy
do gry w piłkę. Przez całą długość smakuje
jak drożdżówka z serem, przy bramce czarną
torbę opuszcza wafel oblany czekoladą.

Nie przepadam za słodyczami. Za wszelką cenę
pragnę ci sprawić przyjemność. Zajadam się
ciastem kakaowym, ale wolałbym, żebyś wziął
mnie za rękę. Tyle razy byłeś strofowany

za przekarmianie syna. Za kilka godzin i tak będę
głodny. Ciepło twojej dłoni starczy mi na dłużej,
a ty ciągle stawiasz na swoim. Mówisz: to nasza
tajemnica
. Przecież wiesz, że nikomu nie powiem.


 

 

________________________________________________

publikacja za zgodą Autora 

niedziela, 30 kwietnia 2023

sylaby związane powietrzem ściskającym krtań nauczą się kiedyś twojego imienia

 Tomasz Kowalczyk



złudzenie optyczne

na fotografii dziecko wygląda tak
jakby rozkładało ręce w geście obronnym
lub do złapania piłki

stopa -– lekko uniesiona – wykonuje krok
po którym chłopiec
ze zdziwieniem wpada w objęcia matki

niepewność ustępuje uczuciu zdobywcy
ale nie wiadomo
czy można powtórzyć ćwiczenie
i zagrać miłość jeszcze raz







z wirującej karuzeli

nie można dostrzec
pojedynczego przedmiotu

kolorowa mgiełka rozprasza spojrzenia
które nieruchomieją pod warstwą rozmytych wrażeń

łatwo w ulotność wejść dotykiem
przeźroczyste graffiti
łagodzi uderzenia powietrza

karuzela zwalnia

pojawiają się granice
rysowane coraz twardszym ołówkiem
krajobrazy z fotograficznej pamięci
powracają na swoje miejsca

dziecko schodzi z krzesełka
idzie w stronę piaskownicy
zabawki próbują zwrócić na siebie uwagę

ciężarówka do połowy załadowana klockami
przejeżdża bez emocji obok otwartych drzwi






we śnie jesteś zupełnie inny

powietrze przywołane dotykiem
bez sprzeciwu nadstawia karku
po którym wdrapujesz się na sam wieczór

nie nadążasz za własnymi krokami
myśli pozostawione z tyłu dostają zadyszki
jakby chciały zostać w minus nieskończoności

na twojej twarzy nieruchomieje noc

wtedy pochylasz się nad zeszytem
słowa z niedowierzaniem otwierają oczy
odkrywając własne znaczenia sprzed kilku lat

na rachunki zabrakło wytrwałości
sumienie uwięzione w matriksie
próbuje resztkami sił dotrzeć do światła

świt zaostrza ci rysy
poleceniem powrotu między oba światy







niepewność o zawiązanych oczach

nie potrafię ci jeszcze powiedzieć
ile głosów usłyszałem w milczeniu

litery poruszające się
wzdłuż zmieszanego alfabetu
nie wypowiadały słów

układam puzzle
do góry nogami
aż zniecierpliwiony
sam uporządkujesz
tekturowy krajobraz

dziś nie potrafię jeszcze
nauczyć cię mojego języka







nauka mówienia

znowu nie usłyszałem na dobranoc
o czym jutro będziesz milczał

z każdym dniem przybywa tematów
oczekujących na twoje komentarze

w snach mówisz płynnie kilkoma językami
bez zająknięcia recytujesz wiersze rodziców
przebudzenie kładzie ci palec na ustach

widzę jak podejmujesz walkę z dźwiękami
których nie da się zawiesić na pięciolinii

zanim ta muzyka wyskoczy w przestrzeń
odepchniemy od siebie kilka martwych tonów







bunt Oskara Matzeratha

kiedyś umilknie łoskot werbla
rozrywający bębenki widowni
która klaszcze z zachwytem
chociaż nie zna się na muzyce

w twojej ciszy jest inaczej

na początku będzie bolała głowa
później przyzwyczaisz się do powietrza
o smaku ludzkich wydzielin

powrót do przeszłości jest niemożliwy
trzeba nauczyć się grać
aby nuty znalazły swoje miejsce

pałeczki ciśnięte w kąt
patrzą z niedowierzaniem
gdy zaczynasz rosnąć wbrew własnej woli






słowa poza granicą perswazji

zamiatane pod dywan pozwalają się rozdeptywać na miazgę
z której nie można ulepić nawet milczenia

powietrze unosi je na meble i firanki
do chwili gdy po raz pierwszy nazwą świat
posklejanymi obrazami

zanim imiona wejdą w osoby a nazwy w przedmioty
matka pochyli głowę nad uśpioną twarzą
ożywiając myśli kolorem oczu lub barwą głosu

trzeba powtarzać ciszę aby znudzona odeszła
w niezapisane echo

oddech zacznie malować przestrzeń głoskami
o brzmieniu postawionym na głowie
i amplitudzie sprasowanej linią prostą

sylaby związane powietrzem ściskającym krtań
nauczą się kiedyś twojego imienia.



__________________________________________________

publikacja za zgodą Autora

czwartek, 27 kwietnia 2023

Tomasz Kowalczyk - Poza granicą perswazji

 

 


 

W dzisiejszych czasach listonosz odwiedza nasze progi najczęściej z przesyłką urzędową, rzadko z czymś przyjemnym, ponieważ zazwyczaj wiadomości przesyłamy sobie elektronicznie, a paczki zlecamy kurierom. Zaoszczędzamy czas, pieniądze i mamy szybką wymianę informacji, ale jest też utrata przyjemności, którą możemy czerpać z dotyku, zapachu listu i widoku pisma ręcznego, choćby w dedykacji. Niekiedy jednak zdarza się niespodzianka, gdy któryś z poetów pamięta adres i wysyła swoją najnowszą książkę, dzieli się swoim bogactwem. Tak też było z przepięknie wydaną książką (okładka, klejenie, kolorowe ilustracje – tak, tak, zwracam uwagę na te szczegóły), a mianowicie powtórnym wydaniem tomu Tomasza Kowalczyka „poza granicą perswazji”. Najpierw przeczytałam słowo wprowadzające, które napisał Jarosław Trzaśniewski-Kwiecień. W dalszym etapie skupiłam się i czerpałam tylko z treści książki, aby wyrobić sobie własne zdanie i uchwycić myśl świata zamkniętego w wersach. Odbieram ten tom (spora ilość wierszy), jako zaproszenie do wejścia w intymny świat domu, relacji bohatera z synem, ze sobą samym, a także z Bogiem. Żeby dobrze zrozumieć balansowanie słów (bo jak przystało na świetnego poetę, autor nie wszystko wykłada na przysłowiową ladę), trzeba przede wszystkim zrozumieć czym jest autyzm, jak  osoba w spektrum autyzmu odbiera świat.

„nie można dostrzec
pojedynczego przedmiotu

kolorowa mgiełka rozprasza spojrzenia
które nieruchomieją pod warstwą rozmytych wrażeń

łatwo w ulotność wejść dotykiem
przeźroczyste graffiti
łagodzi uderzenia powietrza

karuzela zwalania”
(z wirującej karuzeli, s. 11)

Do jakich rozmiarów urastają bodźce dochodzące ze świata (dźwięk, światło). Jeśli kiedykolwiek było nam dane spotkać na swojej drodze człowieka zamkniętego (uwięzionego?) w swoim własnym świecie, ciele, im bardziej próbowaliśmy sami burzyć otaczający go niewidzialny mur, tym intensywniej, zachłanniej czytamy wiersze. Szukamy odpowiedzi. Wręcz dotykamy opuszkami namacalnie szyb, drzwi i wyrastającego muru… Nie do pokonania. Klęczymy razem z podmiotem lirycznym, bezradni, godząc się na fakty i jednocześnie zbierając siły: „przed murem trzeba stanąć na baczność” – „…by dorastać do walki z milczeniem”. Ani życie, ani Bóg nie daje gotowych odpowiedzi. W takich chwilach mam przed oczami scenę ukrzyżowania Jezusa i milczenie Boga Ojca. Moja praca magisterska dotyczyła właśnie misterium cierpienia w świetle zmartwychwstania Chrystusa w oparciu o List Apostolski św. Jana Pawła II „Salvifici Doloris”. Pamiętam, że w jednym z rozdziałów opisywałam reakcję Boga na cierpienie Syna, a mianowicie Jego milczenie. Nie zabrał kielicha męki od Jezusa. Przypatrywał się kolejnym etapom cierpień umiłowanego Syna. Nie wzruszyło Go biczowanie, upadki, agonia. Milczał nawet wtedy, gdy Syn wołał
z wysokości krzyża. Ojciec był konsekwentny w swoim milczeniu, bo wiedział, że tylko tak dokona się dzieło odkupienia. Podobnie jest z milczeniem Boga wobec wołania, cierpienia człowieka. Bóg milczy. Zamiast ratunku, wysłuchania, tylko głuche milczenie, bolesna cisza. Bóg swoim  milczeniem zmusza nas do zamilknięcia, do refleksji nad swoim życiem. Gdy milczący (cierpiący) człowiek spotka się z milczącym Bogiem, wtedy dopiero nawiązuje się prawdziwy dialog. Bóg milczy, ale zawsze działa, czeka z brzemieniem łask, pragnie działać, dokonywać cudów w ludzkich wnętrzach, przebóstwić człowieka. Podsumowując, wszystko co wielkie dokonuje się w ciszy, bez rozgłosu, pokornie. Każdy chrześcijanin może buntować się przeciwko Bogu, natomiast nie może powstawać przeciwko Bogu, który
w Chrystusowym cierpieniu objawił swoje własne współcierpienie.  On wie czym jest ból, zdrada, cierpienie i śmierć, ale także czym jest Zmartwychwstanie. Daje nam nadzieję.
W wierszach często przewija się właśnie słowo: milczenie, nadzieja; przy czym „z nadzieją umiera się dłużej”.

„nie potrafię ci jeszcze powiedzieć
ile głosów usłyszałem w milczeniu
(…)

dziś nie potrafię jeszcze
nauczyć cię mojego języka”
(niepewność o zawiązanych oczach, s. 15)

„znowu nie usłyszałem na dobranoc
o czym jutro będziesz milczał”
(nauka mówienia, s. 17)

Jako teologowi i filozofowi z wykształcenia oraz pasji,  bliskie mi są rozważania autora
w korelacji z Biblią, choć tu – widzę ojca szukającego odpowiedzi na trudne życiowe pytania
a nie wywody teologiczne.

„nie wymagaj ode mnie zbyt wiele

gdy ból przeszywa ciało
usłyszysz zamiast modlitwy
tylko przekleństwo”
(ale powiedz tylko słowo, s. 20)

W tomie znajduję błądzenie po zakamarkach ludzkiego wnętrza, czyli to, co bardzo cenię
w poezji. Można pisać z uważnością obserwacji świata zewnętrznego, a można z uważnością świata wewnętrznego. Jako introwertykowi są mi szczególnie bliskie wiersze o człowieku. Poszukiwaniu jego korzeni i tożsamości, wewnętrznym zmaganiu się ze sobą, losem, a przede wszystkim ze Stwórcą. Rzadko zdarza się podobna tematyka i sposób zapisu na poetyckim rynku wydawniczym. Tym bardziej, że autor tomu nie ukrywa, iż jest owym lirycznym „ja”. Problem cierpienia dotyka czytelnika bezpośrednio, książka staje się tym bardziej autentyczna. A kto dotknie prawdy o cierpieniu, nie może przejść obojętnie. Wrażliwy człowiek współcierpi z bohaterem książki. Ponadto tom daje nadzieję, że pomimo wszystko można żyć, trzeba żyć. Nie znamy granic swoich możliwości, choć wydaje nam się, że dźwigamy na barkach ciężar ponad nasze siły.

Na koniec jeszcze jedna refleksja, otóż z reguły rodzice wychowują dzieci, które jakby
z automatu przejmują pałeczkę i odwzajemniają opiekę na starość swoim bliskim.
W przypadku dziecka mniej sprawnego zdarza się, że rodzic z lękiem myśli o przyszłości. Nie tyle o swojej przyszłości, ale o losie swojego dziecka. Gdzie jest Anioł Stróż chłopca?

„z notatek sporządzonych przez służby wewnętrzne wynika
że figurant wykazuje istotne odstępstwa

spostrzeżenia potwierdzają konieczność
czasowego suspendowania a nawet
pozbawienia na zawsze skrzydeł”
(anioł stróż nie powinien chorować na autyzm, s.9)

Czy aniołowie nie są po to, by pomagać? Czy wysłannik Boga (bo tak postrzegamy Anioła Stróża), nie może dziecka uzdrowić? Jak daleko sięga rozmiar niemocy? Komunikacja osób, bohaterów książki odbywa się poza granicą perswazji, tu nie ma efektu oddziaływania, choć są wysyłane bodźce i sygnały. Pozostaje czekanie. Może właśnie na cud, choćby wypowiedziane słowo. Niezwykły, głęboki, bolesny zbiór tekstów. Bardzo wartościowy. Myślę też, że kolejny zapowiedziany ciąg poetyckiego zapisu tej pięknej relacji będzie wyjątkowy. Przede wszystkim z powodu upływu czasu, dojrzałości wewnętrznej i języka, mądrości i pomnożenia miłości. 

 

Wioletta Jaworska

piątek, 1 września 2017

Co jest poza granicą perswazji - o tomiku poezji Tomasza Kowalczyka



Kolejny tomik Tomasza Kowalczyka pt.: poza granicą perswazji jest - jak słusznie zauważył we wstępie do tej książki Jarosław Trześniewski-Kwiecień - wyrazem postawy współczesnego Hioba, który dialoguje z Bogiem na temat...no właśnie, "cofnięcia aktu łaski" (?), z postępującym za tym rozczarowaniem, buntem, poczuciem krzywdy naznaczenia i napiętnowania, niczym nieusprawiedliwionej izolacji ofiary takiego naznaczenia. Murem izolującym jest choroba dziecka na autyzm. Pomocnym dla zrozumienia poezji Tomasza Kowalczyka jest fakt, że autor jest ojcem takiego dziecka i znając problem z autopsji drąży boski wyrok, zatrzymując się w tej fazie sporu Hioba z Bogiem, w którym jest niezgoda, rozpacz i zwątpienie.
Mam wrażenie potraktowania tajemnic świata nadprzyrodzonego na planie realiów świata doczesnego, w którym autor przykłada Bogu miarę ludzkich przymiotów, w których władza, decyzje panującego takie jak wyrok czy łaska, podlegają wyłącznie nieuzasadnionym kaprysom boskiego decydenta. Czując się zakładnikiem Boga autor ( bogatszy o doświadczenie Hioba) wydaje się nie zauważać, że normy i prawa boskie, nie zawsze zrozumiałe i dostępne rozumowi, mają swoją odpowiedź w wierze. Ratio w tłumaczeniu ludzkich losów i dziejów świata okazuje się bezsilne i - cytując autora: "ciągle oblewa egzamin z teorii poznania".  Nasuwa się pewne porównanie dotyczące widzenia porządku boskiego w kontekście porządku ustalanego przez ludzi dla ludzi, że jest to widzenie zająca patrząc na flaminga (!). Albo odwrotne... Tak patrząc, sami sobie zacieramy drogę do transcendencji, ale też zamazujemy sami sobie ogląd rzeczywistości. Doświadczenia kulturowe w rodzaju lektury Blaszanego bębenka Guntera Grassa, opowieści biblijnych i ewangelicznych, mających wyjaśnić istotę porzucenia, odepchnięcia a przez to zmarnowania bytu człowieczego zawodzą. Dlatego autor pytający o sens dziedzictwa kulturowego w połączeniu z napiętnowaną nieszczęściem egzystencją przypomina w swoim rozdarciu Blaise'a Pascala, który w pośmiertnie opublikowanych Myślach pisze:

..."Wyobraźmy sobie gromadę ludzi w łańcuchach, skazanych na śmierć; co dzień kat morduje jednych na oczach drugich, przy czym ci, którzy zostają, widzą własną dolę w niedoli swoich bliźnich i spoglądają po sobie wzajem z boleścią, a bez nadziei, czekając swojej godziny. Oto obraz doli ludzkiej"....


Podczas gdy autor poza granicą perswazji próbuje po kantowsku racjonalizować paradoks daru życia i jak Kant nie uznawać żadnych innych granic wyjaśniania rzeczywistości aniżeli te, które wyznacza rozum, obserwując jednocześnie, jak ów gmach (dom) rozsypuje się "jak domek z kart"; Pascal zauważa, że rozum pozostawiony sobie prowadzi do niekończącego się i pozostającego bez odpowiedzi sceptycyzmu. Dlatego Pascal powiada: "Ukorz się rozumie, bo rozum musi nastawić uszy na prawdziwego pana ludzkiej kondycji: Słuchaj Boga...". A Pascal rzeczywiście usłyszał Boga nocą 23 listopada 1654 roku. Była to słynna jego "noc ognia". Warto wspomnieć, że podobną noc miał Słowacki i Gałczyński ( w Katedrze Notre Dame w Paryżu). Bóg spekulacji filozoficznych oznacza intelektualne niezrozumienie doświadczenia wiary. A jednak intelektualna wiwisekcja sytuacji egzystencjalnej to imperatyw, który zmusza autora do podjęcia drogi, aby zmierzyć się z autentyzmem własnych myśli. Dużo wcześniej od Pascala św. Tomasz z Akwinu, łącząc to co naturalne i to co duchowe oświadcza: " Jeśli rozum bez wiary jest pusty, to wiara bez rozumu jest ślepa".
Poszukiwania autora pozornie zakończone klęską przynoszą nieoczekiwanie owoce w postaci tomu świetnie napisanych wierszy, świetnych pod kątem zgłaszanych problemów i tez, ale także pod kątem dyscypliny językowej, sposobu prowadzenia myśli. Pomimo zgłoszonych tutaj zastrzeżeń co do postawy światopoglądowej, pod względem formalnym każdy wiersz jest dopracowany zarówno w treści jak i w zapisie, będących  analogią do powiedzenia wielkiego badacza Kanta - W.H. Walsh'a: "Chciał podkreślić autorytet nauki, wiedzy, zachowując jednak autonomię moralności, wiary i bojaźni bożej." Rozwijając, sam sobie autor postawił to gigantyczne, wciąż czekające i nas zadanie, jak rozczarowanie światem spowodowane przez dokonaną w naukach przyrodniczych rewolucję kopernikańską i newtonowską pogodzić z natchnionym przez moralność, estetykę i inne wartości kulturowe - np. religijne z ludzkim doświadczaniem bytu. W tym z osobistym, bolesnym doświadczeniem ojca. Czy takie pogodzenie jest możliwe. I Tomasz Kowalczyk zadaje pytanie, czy nauka i moralność skazane są na osuwanie się w nihilizm. Tym bardziej, że ofiara Syna Bożego, Chrystusa, z czysto ludzkiego punktu widzenia wydaje się daremna, niepotrzebna, skoro Syn Boży dokonujący cudów w leczeniu chorych, a teraz po zmartwychwstaniu królujący nad światem, zaprzestał uzdrowień, gdyż:

...pokusy zaprzestania uzdrowień trafiają na podatny grunt
ponieważ lekarze przypisują sobie wszystkie zasługi
... ...
/dziewczyno ja ci mówię wstań/

W tle powyższego pojawia się trudne pytanie, czy pycha ludzka jest przeszkodą osiągnięciu łaski bożej (?). Odpowiedź jest jeszcze trudniejsza, albowiem Duch Święty tchnie kędy chce. Czy zatem tytułowe zaprzeczenie ewangelicznym słowom Chrystusa w brzmieniu autora książki poetyckiej: "nie pozwalajcie dzieciom przyjść do mnie" wynika z braku cierpliwości, jednej z podstawowych cnót wierzącego, czy też z idącą w parze niezdolnością wygrzebania się z wątpliwości i studni niewiary, aby pokonując samego siebie, przezwyciężyć i upokorzyć bluźnierczy rozum. (?)
Choć pointa większości wierszy, jeśli nie pytajnikiem to kończy się w atmosferze negacji i zagubienia, to zasadniczo ta via dolorosa negacji domaga się  ( w domyśle - prawem paradoksu) negacji negacji (!)...

powietrze przywołane dotykiem
bez sprzeciwu nadstawia karku
po którym wdrapujesz  się na sam wieczór
nie nadążasz za własnymi krokami
myśli pozostawione z tyłu dostają zadyszki
jakby chciały zostać w minus nieskończoności
na twojej twarzy nieruchomieje noc
wtedy pochylasz się nad zeszytem
słowa z niedowierzaniem otwierają oczy
odkrywając własne znaczenia sprzed kilku lat
na rachunki zabrakło wytrwałości
sumienie uwięzione w matriksie
próbuje resztkami sił dotrzeć do światła
świt zaostrza ci rysy
poleceniem powrotu między oba światy

/we śnie jesteś zupełnie inny/

Znamienna jest dedykacja autora analizowanego tu zbioru wierszy:
Mojemu synowi Kamilowi
aby pomógł w uzdrowieniu
swojego anioła stróża

Odwrócenie odpowiedzialności opiekuna wobec podopiecznego - owszem - jest intelektualną prowokacją, ale jest także głośnym wołaniem do nieba, wojną starotestamentowego Jakuba z aniołem. Kto tą wojnę wygra przestaje być istotne, bo i tak tą wojnę wygrała poezja. 

/Tomasz Kowalczyk; poza granicą perswazji; Lublin 2013/

Jacek Sojan

czwartek, 18 maja 2017

z zamkniętymi oczami będzie mniej bolało


Tomasz Kowalczyk




*** (Zakłady psychiatryczne)

Zakłady psychiatryczne mają dużą wprawę w leczeniu
Einsteinów, Newtonów, Möbiusów i innych odkrywców
metali lżejszych od powietrza z układania przesłań do
potomności, które daremnie próbowano przełożyć na
języki ogólnoludzkie. Pacjenci lubią siedzieć po ciemku;

opowieści o świetlnym tunelu nikt nie traktuje poważnie,
za to wszyscy wiedzą, że coś musi być we wzroku
utkwionym w jeden punkt. Nikt nie przełamał trajektorii
takich spojrzeń. Salowi wolą robić uniki, zanim nobliści
i Napoleonowie zaczną wyrywać podwładnym włosy oraz

wsadzać palce w oczy. Kiedy depozytariusze światowych
tajemnic otaczają się milczeniem, opiekunowie dostają
szału. Tej formy porozumiewania nie udało się rozszyfrować
do dziś. Z zemsty niszczą dokumentacje wynalazków, jakie
wręczają im tutejsi geniusze.





*** (Pora otrząsnąć się)

Pora otrząsnąć się ze zlepków obsesji i natręctw, które
tylko wytrawny behawiorysta odnajdzie w podręcznikach.
Rozstanie zmusi do przyjęcia nowych bodźców. Zanim
powstanie reakcja, odruchowo sięgam po zwój ze zmysłem
praktycznym, ale zamiast bogactwa skojarzeń neurony

przesiewają pustkę. Wynajęci styliści stworzą prezentację
na miarę ambicji: zostanę lekko przypudrowanym ciachem.
Wystarczy przestrzeganie instrukcji, dalej pójdzie jak
z płatka: oferta otrzyma numer ewidencyjny, a ja cierpliwie
zasiądę w witrynie. Nie przewiduję, niestety, tłoku na dniach

otwartych; kiepskie notowania w dotychczasowych sondażach
nie wróżą dobrze, mimo wszystko trzeba wypaść jak najlepiej.
Wiara, że przypadki chodzą także po nieudacznikach, popycha
do codziennego wpisywania hasła. Teoria poznania napisana

dla wystawców nie jest na tyle przewidywalna, żeby nie zabrnąć
w ślepą uliczkę, ale nikt nie ma pretensji do administratora
za kolizję po jeździe bez trzymanki.





*** (Na zdjęciu sprzed roku)

Na zdjęciu sprzed roku pojawia się postać, której już
nie pamiętam, chociaż hipnoza wydusiłaby pewnie       
to i owo. Niestety, ciało migdałowate nie posiada
opcji zapominania na życzenie. Intruz przenika przez

firewalla w najmniej oczekiwanym momencie. Zachodzę
w głowę, skąd zna hasła dostępu: przecież je zmieniam
po każdej porażce. Najbardziej przeraża maska otoczona

przerzedzonymi pasmami tłustych włosów malowanych
na rudo. Ze śmierdzącym oddechem można zawrzeć
kompromis, byle odeprzeć spojrzenie pełne zmurszałego

cienia. Muszę stanąć naprzeciw niego twarzą w twarz
jak bokser przed walką. Nie zachowam zbyt długo
zimnej krwi. Udam chorobę psychiczną, może wzbudzę

litość. Wstrzymuję oddech. Przez głowę przelatuje myśl,
że z zamkniętymi oczami będzie mniej bolało. Koszmar
zaciska pięść, ale nie po to, żeby zrobić ze mną żółwika.

________________________________________
publikacja za zgodą Autora

piątek, 12 maja 2017

Jarosław Trześniewski Kwiecień & Paweł Biliński & Tomasz Kowalczyk w Krakowie





Poeci Po Godzinach wraz z Pubem Podkowa 

zapraszają na wieczór promujący poezję:


Jarosława Trześniewskiego Kwietnia

Pawła Bilińskiego

Tomasza Kowalczyka


Spotkanie poprowadzi dla Państwa: Anna Luberda - Kowal 
 
 
Wstęp wolny!




fot. Rafał Babczyński
plakat: Renata RM

niedziela, 22 września 2013

Szczęście Hioba we wcieleniu Oskara Matzeratha




      Poza granicą perswazji – drugi tom wierszy Tomasza Kowalczyka jest świadomą kontynuacją poetyckiej drogi, mocno już zaznaczonej w debiutanckim tomiku Myśli jak niedokończone pacierze
Tytuł może wydawać się nieco przewrotny, dotyka bowiem pewnej granicy, granicy miedzy sferą sacrum 
a profanum. To zapis dramatu. Ale nie tylko. Sama poetyka lubelskiego poety (rodem z Płońska) jest wpisana w nurt, który określiłbym jako neoklasyczny, ponadto charakterystyczna dykcja i styl tzw. wysoki są rozpoznawalne dla tej poezji. Kowalczyk pisze w większości filozoficzne, zanurzone 
w chrześcijaństwie wiersze. Kilka z nich ma formę quasi modlitwy. Mamy do czynienia z poezją mocno nasyconą wątkami biblijnymi (i nie tylko), z wieloma kodami, dającymi bardzo wiele do myślenia. 
Nie szufladkowałbym jednak tej poezji jako stricte religijnej, gdybyśmy bowiem brali pod uwagę zainteresowania autora (Tomasz Kowalczyk jest doktorem nauk humanistycznych) i jego fascynację katolicyzmem, moglibyśmy dojść do błędnego wniosku.

      Zanim przejdę do meritum, zacznę od encyklopedycznej definicji perswazji. Perswazja (z łacińskiego persuasio) jest sztuką przekonywania kogoś do własnych racji. Skoro tak, to do jakich racji chce nas przekonać Tomasz Kowalczyk? Czy do jednej, czy też wielu? A może do żadnej? Jeśli spróbujemy odpowiedzieć na te pytania, to w poetyckim zbiorze poza granicą perswazji znajdziemy na nie odpowiedź, przy czym zauważymy pewne wpływy i inspiracje. Tropy wiodą nas do Biblii (Stary i Nowy Testament) 
i pism pisarzy starochrześcijańskich. Pierwszym, który przychodzi na myśl jest Tertulian. Według Tertuliana prawda chrześcijańska jest jedyną potrzebną i osiągalną prawdą, a dostęp do niej uzyskujemy nie rozumem, ale wiarą (notabene przypisywana Tertulianowi sentencja wierzę, ponieważ to absurd czyli- credo, quia absurdum, nie jest jego autorstwa!). Formuła ta właściwie wyraża to, że wiara wykracza ponad porządek doczesny i jest łaską, pomimo że poeta pisze: prawo do łaski nie działa wstecz (w wierszu pod tytułem plany na przyszłość z dewaluacją w tle). Czy jest to zatem główny leitmotiv w poetyckim zamyśle Tomasza Kowalczyka? I tak i nie. 

      Uderzająca na początku dedykacja dla syna Kamila: aby pomógł w uzdrowieniu swojego anioła stróża, wydaje się absurdem. Ale absurdem nie jest, pomimo, że wiara ciągle oblewa egzamin z teorii poznania (pointa z wiersza: anioł stróż nie powinien chorować na autyzm). Ta pozorna sprzeczność nie jest sofizmatem. A autor Myśli jak niedokończone pacierze ją wyperswaduje, oponując przeciw temu, pomimo wyznania: ile głosów słyszał w milczeniu, by przez tę negację dojść do podobnych wniosków jak Tertulian. I nie tylko. Balansuje  na granicy. Tą granicą jest cierpienie. Tu mimowolnie przypomina się fraza z  Miłoszowskiego Walca

 Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
i mija tak człowiek, i już zapomina,
o co miał walczyć i po co.

       Ludzkie cierpienie, cierpienie małego dziecka, zwłaszcza gdy pojawiają się granice rysowane coraz twardszym ołówkiem a zabawki próbują zwrócić na siebie uwagę (z wiersza wirująca karuzela). I cierpienie narratora, (porte parole poety) beznamiętnie opisującego dom, w którym podmiot liryczny rozpoznaje tylko drogę ewakuacyjną, ten domek zbudowany ze źle dobranych kart. Tenże podmiot liryczny występuje 
w wielu odsłonach, bo ten - współczesny Hiob - wciela się w Oskara Matzeratha, bohatera słynnej powieści Guntera Grassa Blaszany Bębenek (który jak wiemy, w wieku 3 lat, na znak sprzeciwu wobec otaczającej go rzeczywistości dorosłych, postanowił przestać rosnąć) , czy w córkę Jaira albo 
w Poncjusza Piłata (sic!), a czasem w bezosobowego narratora. Ale przede wszystkim w Hioba. Autystycznego, opisanego w beznamiętnym, suchym raporcie, jakby z urzędowych akt lub szpitalnych kart choroby.

      Czytając wiersze Tomasza Kowalczyka zadajemy pytanie o sens istnienia, cierpienia, o grzech pierworodny (sic!) zaś Hiob vel Oskar Matzerath vel córka Jaira - wiedzą, że jako dzieci otrzymywały darmowe udziały w długach rodziców. W konfesyjnym -zdawałoby się- bluźnierczym wierszu ale powiedz tylko słowo, padają słowa: nie wymagaj ode mnie zbyt wiele – tylko czy są to słowa prośby? Czy może raczej skargi? Bóg na te słowa nie odpowiada. Milczy. Zaś autor przechodzi Katharsis. Ale czy dzięki temu zyskuje prawdziwe oczyszczenie? Nie, bo ten stenogram rozmowy z Stwórcą, to zapis prawdziwego buntu, wadzenia się z Bogiem, sprzeciw wobec in statu nascendi, wynikający z traumatycznego doświadczenia bycia rodzicem autystycznego dziecka, co mocno jest zaakcentowane w utworze 
o przewrotnym tytule: nie pozwalajcie dzieciom przyjść do mnie, gdyż warto : 

wielokrotnie poznawać dystans
miedzy alfą i omegą.

 Czy też w wierszu: jestem który jestem

 minęły czasy gorejących krzewów
teraz trzeba na własną rękę podtrzymywać płomień.

Albo

czasami można wprawić Boga w zakłopotanie
dając do zrozumienia  że przesadził
a jego decyzji nie potrafi odczytać
nawet najbliższa rodzina.

 Tak, by zakotwiczyć w minus nieskończoności. Tyle i aż tyle?

      Po lekturze tego zbioru otrzymujemy status obserwatora, który nie przynosi zadowolenia i odczuwamy to, co Anna Kamieńska, która kiedyś napisała: Człowiek jest Hiobem, jest wielka prawda w tym, 
że cierpienie i zło stawiają nas wobec Boga. Poza granicą perswazji Tomasza Kowalczyka jest takim wyzwaniem i przejmującym świadectwem. Tomik polecam z przekonaniem, że jest to wartościowa 
i wybitna książka poetycka.

Jarosław Trześniewski- Kwiecień


____________________________
publikacja za zgodą Autora