piątek, 30 marca 2012

Program - Port Literacki 2012.

Piątek 20.04.2012

18:00 - Krystyna Miłobędzka
Czytania z tomu dwanaście wierszy w kolorze, a także premiery książek Gdzie baba siała mak i Wielogłos. Krystyna Miłobędzka w recenzjach, szkicach, rozmowach
z udziałem autorki i gości specjalnych.

czwartek, 29 marca 2012

Kultura na poziomie 320 m


Wydarzenie : Rekolekcje Poetyckie
Czas : 28 marca 2012
Miejsce : 320 m pod ziemią w Zabytkowej Kopalni Węgla Kamiennego Guido w Zabrzu.

Goście m.in. : Roma Jegor, Szymon Babuchowski, Zbigniew Stryj.
Prowadzenie : Maciej Szczwiński.

Było to jedno z tych spotkań na którym wszyscy są twórcami, a każda obecność jest jednakowo ważna. Wystarczyło przyjść – posłuchać, porozmawiać lub pomilczeć, przeczytać lub zawiesić wiersz na specjalnej ścianie.

wtorek, 27 marca 2012

chodź do mnie, ja mówię: jeszcze ostatnie zdanie

Jakub Sajkowski



Psychologia głębi

Czy jesteś pewien,
że chcesz przykładać chłodny skalpel
do intymnych miejsc? Przecież

już o tym zapomniałeś, rzuciłeś w kąt. Twój kocyk
okazał się brudny i zawszony. Kawałek dalej
kompletna nieprzystawalność światów.

Widać ją dopiero wtedy,
gdy wszystko trzeba spisać. Mówisz:

chodź do mnie
, ja mówię: jeszcze ostatnie zdanie,
lecz kiedy kładę się wreszcie obok,
ty już dawno śpisz.




Planty. Rezerwat Indian


Mógłbym nam znaleźć inne miejsce zamieszkania,
ale wszyscy, których znam, Ewo, wyrośli na rewolwerowców.
Snują się w tę i nazad, z przekrwionymi oczami,
wyprani z życia, ale głód tylko wzmaga ich czujność.

Wiesz, że minęło już półtora roku? Czas,
kiedy tylko sny są zupełnie fizyczne - coś w środku rośnie
i nie potrafi wyjść, chociaż może bardziej
rozlewa się jak krwotok wewnętrzny,
trudno w zasadzie powiedzieć skąd.

Półtora roku? Byłoby już z tego dwoje dzieci, którym nikt
nie potrafi przeciąć pępowiny. Starszy i młodszy brat
w jednym ciele, zwalczający się nawzajem.




Kanada

Tato, czy niebo jest miękkie?
Gdybym był tatą,
odpowiedziałbym: tak, córeczko, niebo to ziemia,
z której wyrastają zielone pędy. Tylko że do góry nogami.

Moje niebo jest jednak gładsze, jak sufit w studiu
Szansy na sukces - sztuczna plaża z ubitym piaskiem.

Kochanie, jaką masz dla mnie piosenkę? Dzisiaj Kanada, Cohen
z Avalanche (wiesz, że ten, który śpiewał ją po polsku, nie żyje?),
choć trudno określić z tej odległości czy to lawina,

czy ktoś zstępuje z nieba. Syn, córka? Nie słychać płaczu dziecka,
o ile to płacz. Słychać tylko szelest

lalki wkładanej do kołyski
albo igieł starej jodły
opadających na ziemię. Igły są zbyt delikatne,

aby wywołać ból. Drzewo
podtrzymuje piaszczystą skarpę. ź

*pierwsze zdanie autorstwa kilkuletniej córki pewnego łódzkiego poety




_______________________________
publikacja za zgodą Autora

piątek, 23 marca 2012

Waldemar Kazubek

Rocznik 1979, mikołowianin, posiadacz papugi i kilkuset książek. Przez pierwsze dwadzieścia dziewięć lat życia czytywał nieomal wyłącznie prozę. Programowo nie lubi poezji, jako pozerskiej metody chadzania na intelektualne skróty. Dlatego zaczął ją uprawiać. Pisze wiersze, by dać odpór bladze. Robi dobrą minę do złej gry. Awanturuje się. Ukończył Filozofię na Wydziale Nauk Społecznych UŚ (dyplom 
o Wilhelmie Diltheyu) i nigdy nie napisał pracy magisterskiej na Wydziale Radia 
i Telewizji nt. „Od czarnej komedii do prawdy 
życiu – twórczość filmowa braci Coen”, choć uzyskał nawet zaliczenie z seminarium magisterskiego, w ramach którego powstawała. 

Pracuje w Gazecie Mikołowskiej; kilka lat, choć planował kilka miesięcy. Leń. Zarobkował jako tragarz przy rozładunku soli, pomocnik murarza, pomocnik stolarza, malarz konstrukcji drewnianych, organizator imprez w agencji modelek, p.o. kierownika w upadającym OW Antracyt w Wiśle, coś na kształt menedżera w najlepszym w kraju klubie bilardowym, a także DJ i wodzirej. Organizował turnieje bilardowe i koncerty bluesowe. Coś tam opublikował i dostał też jakieś pomniejsze wyróżnienia i nagrody. Pisze wybitnie, mało (niepotrzebne – w tym przecinek – proszę sobie ewentualnie skreślić).

Spotkanie poetów i tłumaczy

czwartek, 22 marca 2012

TRYPTYK ANDALUZYJSKI

Waldemar Kazubek


Poste restante Andaluzja


Mówisz nie chcę wychodzić
ale muszę sikać
będę pisała

podróż to trumna
z tylnym wyjściem

nieodmieniony powraca nieboszczyk
i ten co do niej nie wszedł

tajemnica przemienienia
zaszyfrowana w hotelowych numerkach

wielka wylinka
setki węży na stacjach benzynowych

Śmierć po południu
w plecaku.





Flamenco dla Don Camilo Jose i dwóch niedoszłych nieboszczyków


jako że nie umiem grać ani na skrzypcach, ani na organkach (...) 

spędzam wieczory w łóżku, wyprawiając świństwa z Benicją
C. J. Cela

Smutek kurortu po sezonie wybrzmiewa
jak rozdeptywany świerszcz, pęknięta
gitarowa struna, lub pierwsza myśl
o śmierci ojca. Tutaj we wrześniu
upał nadal ma słuszne rozmiary końskiego
przyrodzenia i barwę brązowej zieleni.

Wzgórza, na które patrzę mają grzbiety
jak kasztanowe konie. Mogłabyś mnie
dosiąść, ale ciebie tutaj nie ma. Kabina
prysznicowa zupełnie jak cień figowca
szczególnie sprzyja grzechom, dla których
potrzeba skupienia.
(Należy tutaj
wspomnieć, że Lazaro Codesala zabił Maur,
kiedy ten onanizował się w cieniu figowca).

Czy Pan musisz tak świntuszyć, Panie Cela,
przecież Pan jesteś umrzyk? Tak samo martwy
jak tych sześć byków a przypadkowo poznane
amerykanki Maria i Helena są jak najbardziej
żywe, z krwi i kości i białego mięsa. Pan z kolei
masz już niezwykle zimną wątrobę. Ale to tylko
stereotypy na temat żywych i umarłych
i nie przytrafił się żaden casual sex.

W tym względzie wyobraźnia piszącego
jest jak imperium u schyłku świetności i
musi on sobie radzić własną, ale za to obronną
ręką. Ważne by wyjść z całej tej awantury
lepiej niż sześć martwych byków bojowych,
Don Camilo Jose z upiornie zimną wątrobą,
rozszarpany przez psy Fabian Minguela
i wszyscy mężczyźni z rodu Abencerraje,
choć to w zasadzie niemożliwe. Najlepiej
też nie mieć ani jednej z dziewięciu
cech skurwysyna, które obnosił Fabian,
ale już ani słowa o nim, tak się umówmy.

W górzystej krainie zapewne częściej
zdarzają się sny o szczytowaniu. Ociekający
krwią grzbiet byka przywodzi na myśl
ośnieżony szczyt Pico de Veleta. Arena po
walce jest jak skotłowana pościel, zaś
plamy krwi menstruacyjnej są jak
pierwsza myśl o śmierci własnej.



Walki motyli


Proszę pana, mnie nie pociąga cała ta dyskusja o słowach. Czy nie jesteśmy tu po to, 
żeby dowiedzieć się czegoś o bykach i o tych, co z nimi walczą?
Ernest Hemingway Śmierć po południu

   
Czekając na śmierć z ręki motyla,
słyszę barwy twoich sukienek.
 
Potrafię w spokoju obserwować zabijanie byków.
Rozmawiam z Ernestem. To on mi mówi co kiedy się zdarzy.
Palimy cygara. Na plaza de toros gra żywa orkiestra.
Słyszę krew. Szósty byk pada martwy.
Możemy iść.
 
Na moście Izabelli widziałem dziewczęta piękniejsze od ciebie.
Niebo wtedy nie było sobą, lecz olbrzymim skrzydłem modraszka.
Nie pytaj już o to, ich sukienki były spłowiałe,
albo to ja ogłuchłem.
 
A wiesz – Ernest wtedy opowiedział mi taką historię,
że nie uwierzysz. Podobno na lufie jego dubeltówki
przysiadł piękny okaz atali. I nie chciał odlecieć.
Więc Ernest go połknął. Nie pamięta jak smakował.
Pamięta tylko smak krwi.
 
Zapadła noc. Opowiedziałbym ci o moim niebie,
ale nie wiem, czy są motyle o czarnych skrzydłach.
Barwy struchlały. Słyszysz?
To nie krew. Trupie główki tańczą coraz bliżej płomienia.

__________________________________
publikacja za zgodą Autora


czwartek, 15 marca 2012

"dokąd woła rzeka"

Teresa Radziewicz


Powrót

gdzie strach jest strachem, smutek smutkiem, a ból boli
                                                                       P. Podlipniak

Ostatni dzień lata - cisza naprawdę martwa. Ten
obraz pustej plaży, na której piasek, wygładzony
oddechem wiatru umierającego o świcie,
zapomina czasy kamienia (a ty pamiętasz?
biegliśmy w słońce jak w złocistą kurtynę,

żeby się schować przed zachodem świata).
Ostatni dzień, dwie ważki nad wydmami,
szmaragd skrzących się w promieniach
skrzydeł, dwie pary na spacerze z dwójką
rozkrzyczanych dzieci (pamiętasz?

śmiałeś się, że nasze będą takie same,
aż wstyd pokazać się między innymi).
Ostatni dzień, wyrzucone przez morze
szkło, o które skaleczyłeś rękę na wzgórzu
Wenus, tuż przy linii życia (pamiętasz,

ssałam ranę, przyjmowałam cię słodkiego
jak komunię, aż staliśmy się nierozdzielni).
Ostatni dzień lata, dwa powroty do miejsc
oddzielonych życiem - cisza tak bardzo

martwa.


Koty nad Symsarną

A gdybym urodziła się w innym miejscu
- chociażby tutaj, gdzie świat się wydaje
jednocześnie prostszy i bardziej skomplikowany
w coraz bledszych liniach kolejnych planów.

W Jezioranach ulica nadbrzeżna tuli się do wody,
a niebo bywa niebieskie jak wszędzie,
gdzie ludzie witają się słowami
o listopadzie słonecznym i pełnym
niespodziewanego światła.

Gdybym mieszkała w którymś z tych domków
karnie tworzących ścieżkę dachów,
codziennie karmiła te dwa koty,
schodziła w dolinę i słuchała,

dokąd woła rzeka.


CYTOLOGIA

Odkąd wydało się, że Honorata pęcznieje jak ciasto
gniecione na chleb, matka tylko wzruszała ramionami:
ot, bachurok, nie widzieli bachuroka? Trumna czy kołyska,
jedna gęba mniej, jedna więcej, co za różnica? Wyhoduje się

każde. Babskie wzgórza i dorzecza, też mi tajemnice - mruczał
felczer z miasteczka - kochanie, kochanie, co za kochanie, zwykły
zbiór komórek. Po co ten cały ambaras, te wszystkie wydzieliny,

nieprzespane noce? Babka mamrotała: cicho, cicho, na syna
na córkę, na zdarohowo rebionka. Cicho, cicho, odpowiadało
coś na strychu - przecież to tylko ciało. Ciało, które jest
ciałem, jest ciałem.


_____________________________
publikacja za zgodą Autorki

sobota, 10 marca 2012

Zaproszenie - Zjazd PPG




Termin – 07-10.06.2012
Całkowity koszt noclegów  – 100 zł
Dodatkowe koszty :
Spływ kajakowy - 30,50 zł od osoby
Wyżywienie we własnym zakresie

Magiczne miejsce  -
Bysławek 61
89-510 Bysław
woj. kujawsko-pomorskie


środa, 7 marca 2012

O jeden więcej...


 Jerzy Hajduga



Coraz krócej

kiedyś lata lecą trzeba było tramwajem
autobusem żeby jeszcze na pamięć

nie ten blok nie ta klatka lubiłem
błądzić do ciebie do siebie

dzisiaj droga gdy tylko śniadanie
i ranne zorze na balkoniku


Wpadnij na chwilę

wszystko się przed nim chowa
nawet kawałek lustra

rozpoznaje siebie po zapachu
lubi ten zapach

choćby dzisiaj jeden włos
jeden ma odwagę

zostać dłużej


 
Ta suka

przecież umiała go rozebrać i przykryć
kocem pośród rozrzuconych ubrań
wyjść z nich już trzeciego dnia

ręką poprawia włosy
nie chce żeby rozpoznał szukał
innych słów


 
Powieki  wieków

chcemy zasnąć nie mogę
ty spróbuj pierwsza

może dzisiaj tej nocy
podniosę cię
poniosę

to wystarczy
musi wystarczyć

okruszki ciała
w palcach



___________________________________
Wiersze z najnowszego tomiku  powieki wieków
publikacja za zgodą Autora.

wtorek, 6 marca 2012

niedziela, 4 marca 2012

okres Edo

Sława Sibiga
***
podróż do Tokio -
z otwartego pióra
 wiersze haiku

***
pociąg przyśpiesza
z nami i obok nas
juz inni ludzie

***
mała stacyjka
na starej fotografii
wspomnienia sprzed lat

***
pierwszy przymrozek-
spóźniony pociąg wjeżdża
bez zapowiedzi

***
podmyty nasyp -
dróżnik przykłada ucho
do jednej z szyn


__________________________________
publikacja za zgodą Autorki

piątek, 2 marca 2012

Salon Literacki - Szczecin


 Gościem Zamkowego Salonu Literackiego będzie:


 Konrad Wojtyła


Prowadzenie:   
Jarosław Borowiec




Nie szata

                  
                                                                     Anna Blaschke


Pan, proszę pana, odwrócony
i tylko plecy pana widzę.
Pod kapelusza rondem czarnym
twarz pan ukrywa. Idę bliżej.

Enigmatycznej pana sile
oprzeć się dziwnie nie potrafię.
Pan stoi sztywno, nieruchomo,
a ja, jak głupia gęś, się gapię.

Te plecy... takie standardowe.
No, może szersze, a płaszcz długi.
Czyli - nic w tym nadzwyczajnego,
a jednak myśl się w sobie gubi.

Dlaczego pan nie spojrzy w oczy?
Dlaczego pan nie powie słowa?
Przecież, być może, właśnie teraz
ciekawa byłaby rozmowa.

Już wiem! Znam pana! Z jednej strony
z kieszeni płaszcza pióro sterczy.
Pan jest poetą nawiedzonym.
Pan myśli, że pan pisze WIERSZE.

Czytałam. Nic z nich nie rozumiem.
Może podobny panu zgadnie.
Odchodzę. Nie ma o czym gadać.
Pan nickiem jest.
Lub nikim
dla mnie.

___________________________________
publikacja za zgodą Autorki