Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

czwartek, 15 marca 2012

"dokąd woła rzeka"

Teresa Radziewicz


Powrót

gdzie strach jest strachem, smutek smutkiem, a ból boli
                                                                       P. Podlipniak

Ostatni dzień lata - cisza naprawdę martwa. Ten
obraz pustej plaży, na której piasek, wygładzony
oddechem wiatru umierającego o świcie,
zapomina czasy kamienia (a ty pamiętasz?
biegliśmy w słońce jak w złocistą kurtynę,

żeby się schować przed zachodem świata).
Ostatni dzień, dwie ważki nad wydmami,
szmaragd skrzących się w promieniach
skrzydeł, dwie pary na spacerze z dwójką
rozkrzyczanych dzieci (pamiętasz?

śmiałeś się, że nasze będą takie same,
aż wstyd pokazać się między innymi).
Ostatni dzień, wyrzucone przez morze
szkło, o które skaleczyłeś rękę na wzgórzu
Wenus, tuż przy linii życia (pamiętasz,

ssałam ranę, przyjmowałam cię słodkiego
jak komunię, aż staliśmy się nierozdzielni).
Ostatni dzień lata, dwa powroty do miejsc
oddzielonych życiem - cisza tak bardzo

martwa.


Koty nad Symsarną

A gdybym urodziła się w innym miejscu
- chociażby tutaj, gdzie świat się wydaje
jednocześnie prostszy i bardziej skomplikowany
w coraz bledszych liniach kolejnych planów.

W Jezioranach ulica nadbrzeżna tuli się do wody,
a niebo bywa niebieskie jak wszędzie,
gdzie ludzie witają się słowami
o listopadzie słonecznym i pełnym
niespodziewanego światła.

Gdybym mieszkała w którymś z tych domków
karnie tworzących ścieżkę dachów,
codziennie karmiła te dwa koty,
schodziła w dolinę i słuchała,

dokąd woła rzeka.


CYTOLOGIA

Odkąd wydało się, że Honorata pęcznieje jak ciasto
gniecione na chleb, matka tylko wzruszała ramionami:
ot, bachurok, nie widzieli bachuroka? Trumna czy kołyska,
jedna gęba mniej, jedna więcej, co za różnica? Wyhoduje się

każde. Babskie wzgórza i dorzecza, też mi tajemnice - mruczał
felczer z miasteczka - kochanie, kochanie, co za kochanie, zwykły
zbiór komórek. Po co ten cały ambaras, te wszystkie wydzieliny,

nieprzespane noce? Babka mamrotała: cicho, cicho, na syna
na córkę, na zdarohowo rebionka. Cicho, cicho, odpowiadało
coś na strychu - przecież to tylko ciało. Ciało, które jest
ciałem, jest ciałem.


_____________________________
publikacja za zgodą Autorki

3 komentarze:

Wpisy ad personam będą usuwane