Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

strach pomyśleć co będzie bez nich


Jerzy Hajduga






UDAWAĆ MŁODSZEGO

już tylko wierszom
nie brakuje
wyobraźni

strach pomyśleć
co będzie
bez nich




PAPIEROWE PTAKI W DOMU STARUSZKA

ptaki na ramionach
na głowie

nie może pojąć
skąd tyle miłości
do niego

zamyka okno
 





POCZYTAJ MI, BOŻE

Przy otwartym oknie siedzi staruszek, na
parapecie gołąb. Może rozmawiają ze sobą,
może razem milczą. Zaczyna padać deszcz.

Staruszek  wraca do stołu. Gołąb ostrożnie
podchodzi bliżej i bliżej. Strzepuje pióro
niebieskie jak atrament; on już nie widzi,

nie zna liter.

                                              
___________________________
Publikacja za zgodą Autora


wtorek, 4 kwietnia 2017

wszystko co za mną, kiedyś zawróci, przytuli, udusi




Robert Miniak


air

nie wiedziałem, że tak pełno powietrza o tej porze na ulicy, przystanku, jakby czekało na autobus, brata z innego miasta, pachnącego lasem, ciemnym jak dziewczyna z

Sosnowca, której pocałunki miały posmak zwęglonych zabawek. biegnę a ono robi mi miejsce na oddech, odsuwa w kąt, nieruchomieje pod latarnią, ćmy zawisają
w bezruchu, na przystanku kot próbuje uszczknąć coś dla siebie. mysz kuli się w norce, miękkie tykanie kocich powiek odmierza czas wiesz jak trudno zawiązać Małej warkoczyk?
popróbowałem przybierać pasemka włosów, łączyć jedno z drugim, a ona nie wiedziała, że nie umiem, ale ważne było to dzielenie się oddechem, wciągałem jej wydech, zupełnie
jak swój, bez obrzydzenia, nawet powiem, że z dumą, jakby odnalazł swój zapach,
ale wiesz, czasem się boję, że wszystko
co za mną, kiedyś zawróci, przytuli, udusi...





Nici

tyle rzeczy zawisło w moim życiu na włosku, wybacz że zaczynam od ryb, wrzucałem im nić a one trzymały się jej jak tonący, na drugim końcu był nóż, szelest zdzieranych
łusek i pęcherze pękające jak pingpogówka Te wszystkie płotki, krasnopiórki, ba nawet leszcze Stawały przede mną nagie, bez łusek Nawet nie można powiedzieć, że tak jak je stworzył
Boże dzieci na które ponawlekano cekiny. A potem Ty, która przychodzisz do mnie w snach Pamiętam, jak dzieliłaś każdy włos na czworo, Zanim wypadły, zmieniły się w chustkę, którą teraz
Nosi Mała zamiast szalika. (Jakby wiedzieli, to pewnie By zabronili, wyrzucili jak nie odkażoną rzecz,) tyle rzeczy wisiało w moim życiu na włosku. kiedy klisza pokazała mi Małą poczułem się jak pająk,

który wysnuł własną Nić. Teraz patrzę jak rozwija się , wilgotna kropelkami Śliny, nowymi słowami, które wyszły nie z moich płuc jej kolorowe sukienki są jak wstążki na ogonie latawca.
kiedyś poszuka swojego nieba oderwie się, odleci coś splecie.




Żółć w listopadzie brzuch lasu zrobił się wilgotny jak podniebienie psa. Jakub odgrażał się, że w środę pójdzie z laską za parów. wybije ściółce grzyby. Pamiętali, że na jesieni oszalał. Drapał ziemię w poprzek, zawracał po krótszym, jakby grał w krzyżyki a potem darł się, że Bóg jest sędzią kaloszem – rozdaje drzewom kartki. żółte we wrześniu, kiedy odlatują szpaki. czerwone tylko bukom, za karę. za nazwę.


_________________________________
publikacja za zgodą Autora

wtorek, 28 marca 2017

i dlaczego zawsze jest dobra ta ładna

Joanna Lewandowska 


baśń znaleziona w świetle księżyca

Nin-Ho, dziewczynko spod wielkiego żółtego miasta
ukrytego w meandrach trawy w cieniu góry węża
gdyby nie te dwa wiadra, zostawione na drodze
nikt by się nie dowiedział o historii z przedmieścia

jedno z wiader trącone czyjąś stopą właśnie się zamienia
w maleńki strumyk a ten biegnie omijając pagórki coraz głośniej
zrywa poszumy z wód okolicznych wyciąga ze studni
wodę wybiera rzekom z koryt i ucieka coraz gniewniej
od góry tocząc gniewną opowieść

drugie wiadro zapuszcza korzenie i już nikt nim poruszyć nie może
pałąk łamie w uległe gałęzie w korze kryją się ślady po palcach
most nosidła jeszcze wiąże dwa wiadra lecz pod obcą ugina się nogą

stary mędrzec co zmienił się w wierzbę płacze z tobą




baśń znaleziona w skrócie

dobro zwycięża zło
i jest ok

ale teraz powstają trzy pytania
dlaczego kradzież trzech włosów
z brody diabła jest dobra
dlaczego obżarcie trzech niedźwiedzi
pzez złotowłosą jest dobre
i dlaczego zawsze jest dobra ta ładna





grawitacja

coraz cięższa

noc garbi się w stronę horyzontu
i coraz trudniej się zerwać
jak ranny ptak ze snu

coraz cięższa

myśl która ma na sumieniu więcej
niż wczoraj choć mówią że ranek
mądrzejszy jest niż wieczór

jak baśń
stara i ślepa jasnoczujaca
głowę podnosi wyżej

a jeśli wietrzą podstęp - i w tej lekkości
i ciężkich splotach ujrzą żmiję

jaka jest?

to kruche czółno chwiejna krypa
suchego liścia puste przestrzenie dłoni
szary ból serca. cisza



_______________________________
Publikacja za zgodą Autorki

poniedziałek, 13 marca 2017

szeleszczą słowa których nie napiszesz


Elżbieta Tylenda







PRZYPADKOWY SCENARIUSZ

20:10
godzinne opóźnienie
jestem na miejscu
ukradli mi rzeczy i nikt tym razem nie czeka na peronie

ulica z ruchem rozpycha się między kamieniczkami
widać nas w tłumie barwnych turystów i ślady na murze
tu byliśmy na całe życie w zdrowiu i w chorobie
i nie odpuszczę ci aż do śmierci
zostały kreskówki w pękniętym pudełku
stara puderniczka z niedomkniętym wieczkiem
a w nim pozytywka która się zacina

trzecie ujęcie  dialog z mężczyzną
przecież mnie pan nie zna a kupuje w ciemno
takie śmieszne cacko od dawna niemodne
skrzypiące melodyjki grane na okrągło i ostatnie odbicie
najsłabsze ze wszystkich jakie dotąd miałam





GRA W NIESKOŃCZONOŚĆ 

szeleszczą słowa niczym mantra
toczy się nieustannie gra w marynarza
ktoś przelicza przegrywa
wygrywa za późno
by rozpocząć cokolwiek
bo jesień przychodzi za wcześnie

na drodze żłobi koleiny kropla
za kroplą słowa padają gęsto
i nikt ich głośno nie wypowie
i nikt nie zapisze w ludzkim języku

*
odchodzisz wolno zacierając ślady
szeleszczą słowa których nie napiszesz
wygrywasz za późno
by rozpocząć cokolwiek więc wybacz
jesieni że przyszła za wcześnie

a nam nie wybaczaj niech tak zostanie
że deszcz się rozpadał
że jestem wodą żłobię koleiny
i karmię drzewo z którego wyrosłam




WCZESNE OSTRZEGANIE

to jest linia kiedy zamknę oczy łamie się
skręca śmiga niczym pejcz prostuje
rzucając ostrzeżenia rozwidlonym językiem

a może wystarczy zmienić skórę ściągając
warstwami odkrywać kody
stopniowo jeden za drugim coraz głębiej
bez znieczulenia

dotykać lepiących się strun aż zaczną drgać
wtedy opuszczę dłonie
zaciśnięte w oczekiwaniu na jeden sygnał
prosty komunikat

naprężone struny dotkną palców szarpną
może zranią zanim wydobędą dźwięk
i znowu
będzie początek jakby się nic nie zdarzyło


____________________________________
Publikacja za zgodą Autorki