wtorek, 3 grudnia 2019

Andrzejki po godzinach






W piątkowy wieczór można się doskonale bawić w swoim gronie – (wiek, ciężar gatunkowy 
i rzeczywisty „od-do”);  można fałszować do woli podczas karaoke i nie nadążać w czytaniu, tudzież prezentować własną wersję anglojęzycznych tekstów w założeniu znanych hitów, śmiać się szczerze z siebie i do siebie (warunek konieczny 
i oczywisty – dystans do samego siebie). Stałe grono uczestników imprez nieformalnej grupy Poeci Po Godzinach doskonale to rozumie. 








Kolejnego dnia pobytu można zorganizować kolację z zakupionych, bądź dowiezionych, własnoręcznie przygotowanych specjałów. Przybyli zasiadają w kręgu, w salonie wynajętego apartamentu, czytają wiersze i prozę, dyskutują o poezji, poetach, poetykach, planach wydawniczych, życiu w ogóle do późnych godzin, leją wosk, odczytują  wróżby.
















Spać trzeba szybko, by następnego dnia przygotować śniadanie z tego, co zostało, 
opuścić pokoje zostawiając po sobie nienaganny porządek.



Niestety, nie wszyscy mogą uczestniczyć w wykładzie na UW dotyczącym niekonwencjonalnego czytania epopei narodowej, wiadomo bowiem, że koleje, autobusy mają swoje wymagania a codzienne obowiązki i troski, 
porzucone na weekend, wzywają. 


Pomysły na kolejne lokalizacje spotkań po godzinach już się układają, 
lista uczestników także. 

Agnieszka Jarzębowska 




____________________________________
Fotorelacja: 
Agnieszka Jarzębowska, Grażyna Jabrzemska, Grzegorz Wołoszyn

czwartek, 31 października 2019

Tu jest pamięć i tutaj świeczka. Tutaj napis i kwiat pozostanie.



 

 

 

Tu jest pamięć i tutaj świeczka.
Tutaj napis i kwiat pozostanie.
Ale zmarły gdzie indziej mieszka
na wieczne odpoczywanie.



                                                                    Joanna Kulmowa "W Zaduszki" [fragm.]




Pamięć o zmarłych towarzyszy ludziom na całym świecie, niezależnie od miejsca i czasu, światopoglądu i religii. Już w średniowieczu (IX w.) w katolickiej Francji, a także u angielskich i niemieckich katolików, dzień 1 listopada obchodzony był jako uroczystość Wszystkich Świętych. Wszyscy święci byli zbawieni i w ludzkiej pamięci istnieli dzięki swoim dobrym uczynkom na ziemi, dlatego więc celebrowany był radośnie. Po dziś dzień odprawiający tego dnia nabożeństwa są ubrani w białe szaty mszalne.
Dzień Zaduszny, czyli właściwe Święto Zmarłych - przypadające 2 listopada - wprowadzono do liturgii Kościoła powszechnego ponad sto lat później, w 998 r. Ten dzień był poświęcony zmarłym, których dusze mogą być zbawione dzięki jałmużnie i modlitwom. 

W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII wieku, a z końcem XV wieku była znana w całym kraju.  Zgodnie z polską tradycją, to właśnie 1 listopada jest najważniejszym dniem obchodów zadusznych i odwiedzania cmentarzy. Następujący po nim dzień - Dzień Zaduszny - nie jest powszechnie obchodzony, chociaż w kościołach odprawiane są nabożeństwa żałobne. 

Jeszcze w XIX w. we wschodniej Polsce odprawiano obrzędy ku czci zmarłych zwane Dziadami (Adam Mickiewicz opisał je w swoim poemacie dramatycznym). Wierzono, że jadło i napoje mogą pokrzepić dusze, więc w przeddzień święta pieczono chleb i pierogi, gotowano bób i kaszę, a na wschodzie przyrządzano kutię z maku, pszenicy i miodu. Potrawy te ustawiano na stołach jako poczęstunek dla dusz zmarłych.
Wieszano też czysty ręcznik, obok stawiano mydło i wodę, by dusze mogły się obmyć. 
Na noc zostawiano otwarte drzwi, żeby duchy mogły bez przeszkód przekroczyć progi swoich dawnych domostw. W tym dniu niektóre czynności były zakazane np. wylewanie wody po myciu naczyń przez okno, by nie oblać zabłąkanej tam duszy, a także palenie w piecu, bowiem tą drogą dusze dostawały się niekiedy do domu. 




W dniu Zaduszek,
W czas jesieni,
Odwiedzamy bliskich groby,
Zapalamy zasmuceni
Małe lampki - znak żałoby.
Światła cmentarz rozjaśniły,
Że aż łuna bije w dali,
Lecz i takie są mogiły,
Gdzie nikt lampki nie zapali.

Władysław Broniewski "Zaduszki"





W całej Polsce ugaszczano żebraków i modlących się przy kościołach dziadów kościelnych. W zamian za jadło modlili się oni za dusze zmarłych. Nikt nie skąpił im jedzenia, zapraszano ich do domu na ucztę, bo wierzono, że postać dziada może przybrać duch zmarłej osoby.
Cmentarze były rozświetlone płonącymi na grobach lampkami, by błąkające się dusze mogły się przy nich oczyścić i ogrzać. 

Dziś inaczej obchodzimy Święto Zmarłych. Ofiary z jadła i napojów zastąpiły na mogiłach naręcza kwiatów i tzw. "wypominki", czyli przywoływanie zmarłych z imienia i nazwiska. 




Pamiętamy Aniu

sen

śpisz cicho spokojnie
odpoczywasz po dniu
odpoczywasz od ludzi

śnisz

przykładam głowę do poduszki

pytania na marginesie dnia
odpowiedzi na horyzoncie myśli

falą wspomnień kołyszę
słowa nasze
milczenia nasze
spojrzenia

śnię
                                                                                                                     Anka  Blaschke


 








 




Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

ks. Jan Twardowski

piątek, 5 kwietnia 2019

dlaczego chce mi się wciąż świata po burzy tej ciszy i odchodzących frontów

Konrad Grochecki





Wesele

W końcu jedziemy. Droga
przez luty w pełni.
Widać białe pola,
wyświecone przez wiatr
i księżyc
co zagląda jak wilk w oczy
świętego Mikołaja.

Księżyc żyje
porusza się. Patrzy,
nawiewa lutym mrozem
w otworzone piece
starych domów.

Dziś jestem spokojny.
Nikt nas nie szarpnie
za rękaw. Nie wylejemy
na siebie zimnych słów.

Jest zajazd. Przyjechaliśmy
tutaj na wesele.
Siadając na ławie poczułem,
że to wesele jest nasze.
Ja z wilczym duchem
i Ty oddana





Biologia

Pasożyty. Tak wiem to nie kojarzy się dobrze.
Praca dyplomowa z biologii. Strony z obleńcami
od dwóch lat wysysają mężczyznę.
Strata symbiotycznego organizmu
powoduje obumieranie.

Śmierć nie istnieje w słowach.
Mówi, odeszła. Zostało zapisane,
jej odłamek.

W środku rysunki
pierwszego dyrektora muzeum.
Zygmunt Tokarzewski był jej kuzynem.
Dlatego mężczyzna przekazuje.
Mało tej jego spuścizny artystycznej.
Więc niby to ważne.  
W tym jednak jest ważniejsze,
nienamacalne.
To ostre jak tłuczeń
łzy mężczyzny.

Odeszła.
Śmierć nie istnieje,
gdy wychodzi z chłodu
muzealnych murów.

Wygląda jakby grzebał żonę
kawałek po kawałku
i nie może tego zrobić tak po ludzku,
do końca.
Wygląda to też tak jakby chciał ją odbudować
kawałek po kawałku,
grudka gliny do grudki, na ślinę.

Jak postrzelony śrutem gołąb
łopocze skrzydłami by runąć z dachu
na bruk pełen nierówności i krawędzi,
szczelin i zgubionych rzeczy.

Mężczyzna pójdzie z tym wszystkim.
Zostanie przekazana praca
pisana na maszynie.
Kartka z odręcznymi wyrazami.
Wetchnięta pomiędzy życie.
Z prostymi do bólu słowami:
Dziękuję Ci, że byłaś. 

Poszarpane futryny ich domu kojarzą mi się
z zielonym majowym wiatrem,
widocznym na wszystkich roślinach.
Musieli wypić razem kosmos kawy
bo przecież to wszystko się nie mieści
w kilku filiżankach.


Przed kresem zaczyna prażyć najbardziej.
Jego kres praży jakby był moim.
Mężczyzna wychodzi z wirydarza. 
Wraca busem do syna.
Rozpływa się
w popołudniowym słońcu
nie przestaje prażyć.



 



ZAMIAST TYTUŁU*
*A gdy już zaśnie nasza droga wioska
I cała przestrzeń stanie się zamglona
Wtedy to znika codzienna troska
[Honorata Banach (Ocalała), Wieczór zimowy na wsi]


są niesprawdzone sposoby na to jak żyć
można na przykład wyrzec się kawy i przeciągów
można nauczyć się jazdy na łyżwach
bądź szydełkowania w kole gospodyń
można też od wojny bać się Ukraińców
a dziś mając dziewięćdziesiąt jeden lat Internetu
żeby tylko zamieszczone w nim wiersze
nie zanęciły ich by przyjść
po Ocalałą z Chłaniowa
świat się zmienia
strach pozostaje taki sam
można się jednak go wyrzec
można bądź co bądź być wtedy sobą – mną
i opanować z Tobą jakieś łóżko
można wtedy zapomnieć
i na te kilka minut opanować Eden
można też zapytać
dlaczego chce mi się wciąż świata po burzy
tej ciszy i odchodzących frontów
po których miłość po prostu smakuje



___________________________________
Publikacja za zgodą Autora