Krzysztof Schodowski

to nic że drewnieją kolana ... (czytaj więcej)

Daniel Baca i Dorota Nowak

" Do widzenia do jutra"

Dawid Staszczyk

Absolwent filologii rosyjskiej ... (czytaj więcej)

Karol Maliszewski

drobiazgi Karola Maliszewskiego

Paweł Łęczuk

Ofiaruję Ci swoją przyjaźń ... (czytaj więcej)

sobota, 24 września 2016

Karol Maliszewski & Rafał Gawin - GALERIA FRETA



Poeci Po Godzinach zapraszają na wieczór autorski:

Karola Maliszewskiego i Rafała Gawina 

Spotkanie poprowadzi dla Państwa: Paweł Łęczuk







Panu Jarosławowi Kalickiemu, dziękujemy za umożliwienie zorganizowania spotkania w Galerii. 

_________________________________________________________________________________
plakat:
fot. Maria Kuczaa
proj. Renata RM


środa, 21 września 2016

Kto pyta, niech wchodzi



Karol Maliszewski



Konfesja 

Chciałam napięć, potem zapomniałam,
ukołysana czymś nierzeczywistym,
i patrzcie, oto one,
od samego rana. Przed i po,
nie całkiem odświętne.

Teraz będą mnie wypychać
poza plan, traktować jak pożywkę.
Nawet nie materię prima.
Sama chciałam.

Chyba że nie sama, że
ktoś we mnie za tym stał.



Kto pyta, niech wchodzi

Czym mu grozili po śmierci,
jakim strasznym echem?

Wszystko zawiodło, zaprowadziło
za rękę do ciemnego
i tam zostawiło, śmiało
się z daleka;

a marzec to nic, nicość,
cisza  nad trumną?

Niczego nie wywiedzie się
ze zmarzniętych grud,
a z krzaków tylko syk
i sapanie.

Czyj jest ten jęk, kotku,
i kto potępił tych,
którzy go wydają?

Ziemniaki wam zmarzły,
powiedział, i zamarł w drzwiach,
czekając na pointę.


Dlaczego lekarze

              Anie Blandianie*

Nie zostawiaj rodziny tak wcześnie,
należy się jej nieznaczne opóźnienie,
zwłoka przy zwłokach, dalsze pogrywanie
słowami; ma być wzniośle
i niejednoznacznie – wypełnianie się czasu,
opróżnianie butli z tlenem, maseczka,
krople nasercowe brane regularnie;


dlaczego lekarze o tym nie mówią
wprost, tylko po łacinie,
składając dłonie, chrząkając znacząco?
Nie zostawiaj rodzinie wszystkiego,
do części muszą się dogrzebać, wykopać
z ogródka; tylko mi, kurwa,
nie uszkodźcie czereśni.



*idąc za Jej wierszami, np. „Jesteś materią ocaloną ryzykownie
Z jednego oddechu w drugi” (tłum. Joanna Kornaś-Warwas)

_________________________________
publikacja za zgodą Autora


poniedziałek, 19 września 2016

Premiera książki poetyckiej „Drugi dzień szwedzkiego lata” Krzysztofa Tomanka




      Lato ma się ku końcowi. Jest 16 września 2016 r. Ciepło i słonecznie. Dochodzi godzina 18:00. Stoimy na parkingu przy Zagórskiej 162. Nieopodal pawilon JYSK. Obok drugi w budowie. Niżej myjnia samochodowa. Pustawo. Jest nas na razie czworo. Czekamy. Sceneria, jak na premierę książki poetyckiej, dość nietypowa. Krajobraz zdecydowanie industrialny. Jak w wielu wierszach Krzysztofa. 

      Przychodzi Andrzej. Rozmawiamy o tym, co ma się tu wydarzyć. Jakiś mały niepokój, bo nie ma ciągle autora „Drugiego dnia szwedzkiego lata”. Wreszcie jest. Przychodzi z żoną Aliną i córeczką Marysią. 
Za chwilę zjawiają się rodzice i siostra z synem. Po kilku minutach nadjeżdża szef Tarnogórskiej Fundacji Kultury i Sztuki, Krzysztof Mazik. Jest nas kilkanaście osób. Można zaczynać.

       Stoimy w półokręgu. Krzysiu Tomanek na tle surowego pawilonu czyta swoje wiersze. Kilka. Mówi, że wystarczy. Takie małe czytanie na pierwszy raz. Nie byłoby jednak prawdziwego performance`u bez niespodzianki. Krótkie przygotowanie i w niebo strzelają race. Brawa. I jeszcze jedno strzelanie. Pora na szampana. Krzysztof otwiera butelkę i rozlewa go do plastikowych kubków. Wznosimy toast. Serdeczne uściski i pamiątkowe zdjęcia. Powoli spotkanie dobiega końca. Było niebanalnie, inaczej. Chwilę jeszcze rozmawiamy i po 19:00 rozchodzimy się każdy w swoją stronę.
        Nad parkingiem zachodzi słońce.

Grzegorz Kielar



















fot. Grzegorz Kielar i Renata Radna Mszyca

sobota, 17 września 2016

Moje światy niemożliwe - Wernisaż Marii Kuczary.


Przejmujące w swoim wyrazie fotogramy można oglądać w galerii Myślenickiej Grupy Fotograficznej mgFoto w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. Ich autorką jest krakowska fotograficzka Maria Kuczara.

Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/region/region-myslenicki/a/dla-artystki-licza-sie-glownie-emocje-a-zdjecia-to-tylko-baza,10627748/


























Gratulujemy dotychczasowych osiągnięć i życzymy dalszych sukcesów! 
PPG


__________________________________
fot. Joanna Sidorowicz i Maria Kuczara

wtorek, 6 września 2016

Spis cudzołożnic - zachód słońca


Rafał Gawin


SPIS CUDZOŁOŻNIC



1. HEAVY BIRTHDAY REVISITED

Sytuacja jest napięta, zaczyna się nowy rok
i psują hamulce: gdybyś chociaż miał wyobraźnię,
zatrzymałbyś się na jakiejś ścianie, zaraz za
potrójną sypialnią, w której seksowne bliźniaczki
i ich zjawiskowa młodsza siostra
oddawały się rozpuście w myślach:

ale ty się nie unosisz, przeczołgujesz jedynie
przez pole, jednoznacznie grzebiąc w ziemi:

co potrafi umysł, gdy jest wolny
i nie liczy tylko na siebie: kilka pchnięć
i już wizytujesz środek,
podążając w kierunku ciepła,
które pulsuje, obejmując cię coraz ciaśniej:

jakbyś nie miał ciała, ale jedno długie zdanie,
które bałamuci adeptki rozwiązłości metafor:

słowik to ptak jak wszystkie inne,
wystarczy go wziąć do ręki,
a zaśpiewa inaczej:

dajcie mi pióro,
a zdradzę wam wszystkie sekrety,
jakie ukradłby człowiek, gdyby umiał latać,
nie patrząc na boki.


2. WIERSZ JEST JAK OKRESnieregularny spływ kajakowy
wzdłuż szlaku Mojżesza. Gdy z brzegu wołają:
Oddaj pokłon Panu! A ty się kochasz z całym
narodem wybranym, jakby był brzemienny:
rodził najlepsze kobiety. Będziesz miał je wszystkie

w niebie. I już, już, odrywasz się od źródła,
chcesz więcej do krwi, byś z bólu
myślał tylko o ślubnej wybrance,
która jest jak siostra miłosierdzia:
robi wszystko, co w jej braku mocy,

a nigdy nie będzie święta. Zrównują się wersy
i kroki, wytwarza napięcie między nimi:
O ile łatwiej oznaczyć się w przestrzeni
przez obrączkę, przejść przez ucho,
które słyszy tylko echo minionych obietnic:

Zawsze, wszędzie, nigdy, nigdzie –
cztery ściany domu na skale
przed erupcją wulkanu. I kłuje, kłuje, chce
dalej szyć, dostarczać życiodajnej energii w formie,
chorych przeciwciał na usługach

boskiej mafii. Czemuś mnie opuściła?
czemuś kazała czekać, aż rozszerzy się
źrenica, do której nigdy mnie nie wpuścisz,
bo moja krew nie stygnie tak szybko,
łaknąc niepokalanej zbrodni?


3. ZŁE WYCHOWANIE

dla K.M.

Dlaczego seplenisz, dziewczynko?
Przecież nawet nie stanąłem ci w gardle.
Te zdania rozciągają się na siebie,
aż powtarzasz cudze mantry. Nie

powinnam cię widzieć, gdy tyle mówisz.
Mój świat odwraca się, przyciąga
nie te ciała. Ślady po zderzeniach
nie muszą się goić, to coraz pewniej
naturalne kształty wnętrza, do którego
wtargnąłeś, by zagłaskać mnie na śmierć.

Nie powinnam. Nie powinienem tak
mówić, gdy tyle patrzysz. Dziewczynko,
nie ma już świata, w którym trzymanie pionu
wyznacza poziom. Odniesienia wzajemnie
się znoszą i wirujemy w otwartej ranie
jak grudki soli, co uwierzyły w wieczną zimę

i trwałą przemianę. Śmierć nie ma
nic do rzeczy. Przecież łączy nas
tylko pasja, kilka wspólnych stacji
i kursów wymiany. Dlatego seplenię
i nie umiem się zachować.


4. CZYM JEST POEZJA I NIGDY NIE BĘDZIE

dla R.M.

Kiedy napiszę wiersz, nie pytaj
o szczegóły. Nie chcę go stracić
(powinno być: jej, nie, za bardzo
schodzimy w dół, z którego
się nie wygrzebiemy).

Jeśli wszystkie erotyki miałyby dotyczyć jednej kobiety,
jednowymiarowość interpretacji stałaby się patologiczna.

Kiedy więc pytam cię o zdanie,
niech ono będzie proste niczym cymbał grzmiący,
powtórne przyjście pana od przyrody:
kobieta składa się z dosłowności
i w niej ukrywa swoje szanse,
zwierzę futerkowe zagłaskane na śmierć.

Byle nie chodziło o mnie,
jak nie chodzi o ciebie w tym wierszu,
w tym życiu poza zgiełkiem pierwszej prawdy,
której zawierzyłem i zostałem z niczym.


___________________________
publikacja za zgodą Autora

czwartek, 1 września 2016

Jubileuszowy zjazd PPG. Sandomierz 2016.


X LECIE POETÓW PO GODZINACH






Zawsze program, zawsze plakat, zawsze dużo pomysłów. Zero dofinansowań, sponsorów z zewnątrz, logo tylko PPG. Króluje poezja, dobry humor, życzliwość i dobra zabawa. I tym razem nie było inaczej. Kolejny zjazd PPG przeszedł do historii, przebiegał pod hasłem "dzieci - kwiaty". Należało wymyślić strój, ucharakteryzować się, wpaść w klimat. Były warsztaty literackie prowadzone przez Karola Samsela, warsztaty teatralne prowadzone przez Grzegorza Wołoszyna, spotkania autorskie Mirki Szychowiak, Jarosława Trześniewskiego-Kwietnia, Daniela Bacy, Jakobe Mansztajna, Karola Samsela. Spodobał się koncert Jarka Kąkola i Sebastiana Adamczewskiego. Nie zabrakło wspólnego zwiedzania Sandomierza, twórczego spotkania z dramatem Szekspira "Burza". Mnóstwo zdjęć, wspólne przyrządzanie posiłków, pamiątkowe gadżety, dyplomy wykonane własnoręcznie najzwyklejszymi kredkami, ale za to kreatywnie. Zjechali się poeci z różnych zakątków Polski, przywieźli chęć bycia razem, chęć podzielenia się refleksjami o życiu i literaturze. Jak zawsze nad wszystkim panowała Renata Radna-Mszyca. Szkoda, że musiałam wyjechać nieco wcześniej i ominęła mnie kolacja galowa i finał radosnej jak zwykle imprezy.

Agnieszka Jarzębowska

















































































































































Z paragonem o randze biletu przydreptałam pod busik i okazało się, że tak jak ja, przydreptała też Marysia. Tyle, że bez paragonu. I trochę zeźlona, bo Ukrainiec z poprzedniego busa ukrył przed nią wolne miejsce i odjechał był. Ale ten nasz był młody, sympatyczny (jak nielicencjonowany prawnik z the Suits) i chętnie służył bryką.
Droga w deszczu była zaskoczeniem, ale zejście na zatłoczony sandomierski parking, żeby ujrzeć na środku rozkraczony pojazd Szefowej i Ewy wachlujących się lodami …. Obydwie nałożyły miny pt: A spróbuj powiedzieć, że na środku się  nie parkuje … bezcenne.
Potem zwiedzanie okolicy w stylu:  po której stronie rzeki ten Koćmierzów…? Sprawdziłyśmy obydwie.
Na miejscu przydział pieczar. Dziupla ze stromizną do pełzania tyłem: nie ubezpieczysz – zeskrobią rano z podłogi. Podziękowałam.
Pozwoliłam ;) się przytulić Ewie i Grażynkom – i to była decyzja roku, sezonu? No, weekendu? Dziękuję dziewczyny!
I jeszcze tylko chwilowe wrażenie, że tu wszyscy znają się od X (iks) zjazdów, że nawet nie skojarzę i nie zapamiętam imion … i tyle go było.
Bo to Rodzinka PPG.
Anegdoty brak, chociaż… mając mniej niż inni czasu na spłodzenie dyplomu dla Prześwietnego Jarosława, obmyśliłam sprytny plan: Zapytam Mirkę o symbol, coś typowego dla Jaruny, myśląc, że poda mi charakterystyczny trop metaforyczny, symbolikę niedostępnych - póki co - „Sonat i repertoriów”, coś co uwielbia (muzyka, książka, biuściasta celebrytka), no bo kto jak kto, ale Mirka na Jarku się zna…
I usłyszałam: Promocje.
To ja dziękuję.
Nikt mi nie powiedział jak narysować promocje.
Ech.

Anna Luberda Kowal

____________________________
fot. PPG