Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

niedziela, 20 marca 2016

Do widzenia do jutra - Jakobe Mansztajn i Dawid Staszczyk




Ring?

        Chodzi się „na” poezję. Ja chodzę „na” poetów, również „na” prowadzących. Jakiś czas temu poznałam dwóch Poetów i jednego Prowadzącego. Wieczór w klimatycznej kafejce „do widzenia, do jutra” na Saskiej Kępie w Warszawie, organizowany przez grupę poetycką Poeci Po Godzinach.

        Dawid Staszczyk pisze zupełnie inaczej niż Jakobe Mansztajn, Jakobe Mansztajn zupełnie inaczej niż Dawid Staszczyk. Obaj pięknie i przejmująco, choć każdy puentuje inaczej. Dawid krótką, czasem jednowyrazową puentą (jak świst bata, że sobie pozwolę na chwilę z metaforą), a Jakobe puentę rozmywa, zawieszając w przestrzeni. Daje więc czytelnikowi oddech na zastanowienie.  Który lepiej – nie wiem, wiem, co mnie się bardziej podoba.
        
Słuchacze przybyli tłumnie, niektórzy stali w drzwiach, bo takie zestawienie poetów i zderzenie ich wierszy było przemyślanym i nad wyraz trafnym zabiegiem organizatorów.  Na pewno – nienudnym!

        Prowadzący Grzegorz Wołoszyn dogłębnie i dociekliwie egzaminował obu autorów – z tematów egzystencjalnych, historyczno-społecznych, jak również filologicznych ze szczególnym naciskiem na filologię rosyjską, w której, z racji wykształcenia, specjalizuje się Dawid. Poeta z wdziękiem, acz stanowczo kluczył z odpowiedziami, jakich oczekiwał prowadzący na temat inspiracji literaturą rosyjską i czytania w oryginale kanonu lektur. I ja go rozumiem! Nie zawsze zostajemy tym, kim powinniśmy w wyniku podjętych w młodości decyzji. Dawid pisze porywająco – po polsku! Na szczęście dla swoich czytelników.

        Jakobe Mansztajn również nie miał łatwo w zderzeniu w Grzegorzem Wołoszynem. Tu poszło o poezję żałobną, szczególnie treny. Na ile poeta inspirował się „Trenami” Kochanowskiego w swojej twórczości i czy zatem można mówić o odkrywczości wiersza jako takiego.O ile dobrze zrozumiałam z odpowiedzi Jakobe: nie można. Treny to treny. Ale treny Mansztajna zabolały mnie mocniej, niż kanon. Może z racji bliższego (współczesnego) języka, znajomej retoryki i podobnych doświadczeń życiowych? 
I wiem, że jedynym sposobem próby wyjścia z traumy  jest „ożywienie” Utraconego – poprzez sztukę.

        Poeci odpowiadali także na niełatwe pytania dotyczące wizji współczesnego konfliktu zbrojnego, lotów w kosmos w celu zaanektowania jednej z planet, a także gotowania żab w ramach eksperymentów młodzieńczych. Tematyka spotkania obejmowała, jak widać, całe galaktyki, w tym podwórka blokowisk. 
O ile przy żabach wysiadłam, o tyle pozostałe pytania, odpowiedzi i CZYTANIE POEZJI stały się w tym dniu fantastycznym przeżyciem i oddechem!

        Na "pytanie z sali" po co właściwie piszecie? – jeden z Poetów odpowiedział: "to jak z listem w butelce, ja wkładam list i rzucam butelkę do wody. Może ktoś kiedyś ją wyłowi i przeczyta ten list". Drugi Poeta odpowiedział: "czułem, że musiałem "zapisać" biografię Chłopcu Który Odszedł Za Wcześnie.

Uwierzyłam Obu.


 Magdalena Tarasiuk







































fot. Arek Łuszczyk, Monika Mszyca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane