Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

sobota, 21 listopada 2015

"Między Słowami" Po Godzinach. Wieczór Grzegorza Wołoszyna & Jarosława Trześniewskiego Kwietnia






W świecie rozpędzonych i przeróżnych możliwości zdarzają się okoliczności o spotykanej zbyt sporadycznie częstotliwości, zarówno w aspekcie czasu, jak i dominującej formy przekazu, która jakkolwiek zacna i nawet prastara, lub cokolwiek antyczna, to jednak unikatowa, bo niepraktyczna pod każdym względem. Przeważnie przedstawiciele naszej społeczności cenią aktywność na zupełnie innych płaszczyznach. Poeta ma wartość minimalną, a wręcz anegdotyczną. Niewiele osób ceni operowanie słowem w oszczędny i zarazem precyzyjny, zdradzający wrażliwość autora sposób, wobec czego wiele jednostek uważa, że nie warto wchodzić w przestrzenie zarezerwowane dla poezji, bo ta wymaga od odbiorcy więcej uwagi niż najbardziej niedoskonały śpiew i tym podobne posługiwanie się instrumentami, ale ten sposób artystycznej narracji jest przeważnie często spotykany, a nawet pospolity i niestety szeroko akceptowany. Czasami jednak przedstawiciele poetyckich plemion, znajdujący się raczej na wymarciu, niekiedy lubią podzielić się swoją przenikliwą wrażliwością z osobami, które czują, próbują lub chcą spróbować odbierać rzeczywistość w bardziej wysublimowany sposób i ta okazja nadarzyła się 24 października 2015 roku w kawiarni "Między Słowami" usadowionej na urokliwej uliczce lubelskiej starówki, a ta -  nawiasem mówiąc - była wielokrotnie wykorzystywana jako plan filmowy. Wypada wspomnieć w tym miejscu, że jedna ze scen "Kroniki wypadków miłosnych" Andrzeja Wajdy była realizowana przed oknami pomieszczeń, w których autorzy z grupy poetyckiej "Poeci po godzinach" zdecydowali się podzielić z licznie przybyłą publicznością swoją optyką widzenia przeróżnych aspektów życia w niewyczerpalnym bogactwie jego przejawów. W niepospolitym wnętrzu kawiarni, której niespotykany klimat ukrył się wśród półek wypełnionych książkami aż pod sam sufit i fotogramów eksponowanych na ścianach,na przemian słowa odrywały się od ust obecnych w tym miejscu poetów. Celowo użyłem frazy obecnych, bo Teresa Radziewicz występowała w postaci osoby umyślnej, która próbowała w udany sposób zastąpić zagubioną, w zbyt złożonych okolicznościach autorkę. Muszę w tym miejscu zaznaczyć,że magia poetyckiej wypowiedzi Teresy Radziewicz była na tyle wyrazista i sugestywna, że piszący te słowa przez chwilę przemieszczał się po wszystkich dworcach kolejowych, które w swym życiu zaangażował w swoje podróże, a przewodnikiem po tych trasach była fraza ułożona ze słów,a nie teledysków zbyt dynamicznego i jaskrawego obrazu,co stanowi dowód,że kunszt zapisanego w odpowiednich proporcjach wrażenia jest równoważny technologicznemu przepychowi.

W moim skromnym odczuciu Jarosław Trześniewski-Kwiecień w swojej twórczości stara się używać słów niczym impresjonista barw w opisie zróżnicowanej optyki widzenia świata zewnętrznego. Albo w nawiązaniu do zagadnień bardziej ulotnych można powiedzieć, że uderza w sylaby niczym pianista w klawiaturę fortepianu i tym samym wprowadza odbiorcę w przestrzeń swoich dylematów, które nie mogą kiełkować bez gleby nasączonej indywidualną wrażliwością. Zacny to styl i osobowość, która w niepowtarzalny sposób wypełnia słowami przestrzeń spotkania, znakomicie komponując się w zasłuchanymi w jego słowa otoczeniem. Grzegorz Wołoszyn, trzeci z obecnych i nieobecnych autorów, jest moim zdaniem nie tylko znakomitym poetą, ale także narratorem, który potrafi opowieścią na temat swojej aktywności na wielu płaszczyznach związanych i niezwiązanych z literaturą, skupić uwagę publiczności na subtelnym procesie tworzenia, w którym praca i magia życia przenika się w niezauważony sposób z poezją. Przyznam się, że z niesłabnącym, a nawet rozbudzonym zainteresowaniem śledziłem perypetie jego osoby w aspekcie bytowania na obczyźnie, tworzenia międzyludzkich relacji w wymiarze bardzo prywatnym i osobistym, a także relacją z przypadków związanych z wydawaniem drukiem swoich wierszy. Przyznam się, że nie mogłem zbyt łatwo odzwyczaić się od przebywania w krainach, które przywieźli ze sobą do Lublina uczestniczący w wieczorze poetyckim sprawcy chwilowego zamieszania. Wydaje mi się, że o wyjątkowej magii spotkania z autorami skupionymi w grupie "Poeci po godzinach" może świadczyć incydent, który miał miejsce na kilka minut przed porzuceniem miejsca, w którym wiersze wzlatywały ponad głowami zasłuchanego w nie otoczenia. Otóż tuż przed opuszczeniem kawiarni "Między Słowami", której dominującą scenografię i wystrój stanowią rozłożone na półkach książki, które można zabrać ze sobą, gdy ma się do zaoferowania cokolwiek w zamian, ktoś z osób obecnych odkrył starannie zapakowaną paczkę z kilkunastoma egzemplarzami dawno wyczerpanego nakład tomiku "Poliptyk" Grzegorza Wołoszyna. I w taki oto sposób wśród ogólnego zaskoczenia, konsternacji pomieszanej z radością i zachwytem nad towarzyszącymi niebywałymi okolicznościami, które nie były zaplanowane, ale stały się udziałem osób przybyłych, zakończył się ten spektakl rozpisany na trzy głosy. Szkoda tylko, że unikatowe zdarzenia nie są tak częste, jakbyśmy chcieli i oczekiwali, a pojawiają się w naszym otoczeniu sporadycznie, tak jak wszelkie dobre rzeczy, które bywają naszym udziałem.

W tym miejscu muszę się przyznać, że autor powyższego wywodu nie trafiłby pod strzechę kawiarni "Między Słowami", gdyby nie osoba prowadzącego to spotkanie Tomasza Kowalczyka, który był łaskaw zaprosić mnie na nie zawczasu i w taki oto nieskomplikowany sposób zalogowałem się przy stoliku naprzeciw dwóch tenorów i jednego sopranu obecnego w zastępczej formie, ale jednak w satysfakcjonującej postaci. Jakkolwiek w ten proces były zaangażowane nowoczesne technologie, bo do takich zaliczyć należy, mimo wszystko, poczciwego Facebooka, to jednak szaman całego zdarzenia prowadził ten wieczór pod rękę i z pełną kurtuazją w bardzo tradycyjny sposób, co pozwoliło publiczności skupić się na meritum całego zagadnienia, za co dziękuję mu w tym miejscu, bo w całym procesie udostępniania poety nie można pominąć siły sprawczej.

Jeremi Jastrzębski


















































fot. Grażyna Paterczyk, Renata Radna Mszyca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane