Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

czwartek, 2 kwietnia 2015

idąc Via Dolorosa

Krzysztof Mich



I.
wyszedłem z miejsca za murem
gdzie tłum wygrał z sędzią
na dziedzińcu słychać jeszcze krzyki
żydowscy chłopcy zabrali ubranie koledze
rzucają jeden drugiemu
on stoi bezradny
właśnie zrozumiał że nikt go nie obroni
najbliżsi przyjaciele uciekli
w oddali słychać szczęk zamka
strażnik w cieniu bramy ma ciemną skórę
jego włócznia ma dziewięć milimetrów
lecz sięga bramy przed którą gromadzą się oburzeni

II.
podbiegł czarnooki chłopiec
z trzciną i naręczem kolczastych wieńców
poraniły mu rękę
a może ojciec sprawił mu lanie
bo był za mało gorliwy
nie szarpał za rękaw
nie płakał nie krzyczał
moja siostra jest chora
teraz mówi to szczerze
jedna trzcina jedna szekla
wieniec z cierniami pięć szekli
niedrogo panie niedrogo
to te prawdziwe
kup teraz

III.
padam z nóg upał wytapia pot
z najgłębszych arterii i komórek
tak jakby chciał udowodnić
że składam się tylko z wody
i garstki mikroelementów
słone krople spadają na bruk
nim wyschną przez chwilę tworzą
plamę w kształcie dłoni
zupełnie jakby ktoś podparł się upadając
niedługo woda wyparuje
tylko sól wsiąknie w kamienie

IV.
w kafejce wielkości garażu
stara kobieta przynosi mi
szklankę herbaty z miętą
Asim harował dzisiaj
ładował fajki węglem i tytoniem
nie chce by i ona się zmęczyła
to moja matka – mówi -
ma już pięćdziesiątkę
a uparła się pomagać
beze mnie chyba by umarła
jak to matka
każda umiera zawsze
gdy cierpi syn
a twoja matka ?
umarła – to ja cierpię

V.
wokoło kramy
sprzedawcy nawołują tak samo od lat
wejdź do mnie po dywany tkane w Iranie
zostaw go chodź tu po damasceńskie ostrza
baklawa baklawa najsłodsza baklawa
sok z kiwi i z figi w upał ożywi
pamiątki z drzewa oliwnego cedru cyprysu
wybierz co chcesz wedle kaprysu
nie bój się że za ciężko
chłopak ci pomoże
hej młody chodź no tu
pomóż panu

VI.
zbliża się święto
pachnie kurkuma i rozmaryn
aromat migdałowych ciastek miesza się
ze słodko-kwaśnym zapachem krwi
życie paruje jak azjatycka zupa
a przecież to tylko rzeźnik
rzucił na kamienny blat jagnię
naciera wątłe ciało balsamem z ziół
jakby nie wiedział że to jeszcze nie czas
to nie w tym miejscu
kobiety dopiero myją kamień
jedna przyniosła ręcznik – prosto z Chin
tylko rozłóż wytrzyj się i zwiń
zrobię ci zdjęcie na ręczniku
farba zachowa wizerunek
jak emulsja na zdjęciu z polaroida

VII.
drewniane belki wbiły się w ramię
policzek nasiąkł żywicą jak łzami
sprzedawca fig wylał wodę na bruk
nogi ślizgają się na kamieniach
lecz trzeba iść dalej
droga która pnie się do góry
nawet gdy się potykasz i padasz
wciąga jak poszukiwanie
morału w opowieści
koniec zawsze jest nagrodą

VIII.
gdy pada człowiek kobiety płaczą
jakby to one stłukły kolana
ich zawodzenie słychać z daleka
w wąskich uliczkach dźwięk
odbija się od kramów
jak plastikowa piłka
uderza w serce
i dziwi ich mężczyzn
skupionych na grze w warcaby
idźcie do domu płakać przy dzieciach

IX
nie wiem czy do mnie czy do nich mówi
gdy wstaje słychać tylko jak drzewo rysuje kamienie
zostawia ślad po którym pójdą 
drogowskaz który wskaże kierunek
podpowie gdzie mają iść następni
i jak winni powierzać tajemnicę drzewa

X.
patrzy na mnie tak że czuję się przy nim nagi
znam twoje przeznaczenie znam przyszłość
nie widzi jej w kościach którymi grają
o spoconą koszulę z szorstkiego płótna
nie wskazuje jej trzcina ani strzałka na ścianie
z napisem do grobu
wiem że odpowiedź poznam na końcu
który będzie początkiem
pętli nieskończoności

XI.
jak to przybijasz gamoniu
trzymaj młotek i gwóźdź prosto
inaczej to połamiesz – nic z ciebie nie będzie -
pękniętej ręki nie skleisz kostnym klejem
trochę po wisi ale odpadnie
jak sprzedasz taką robotę
co ja się z wami mam

XII.
on tutaj umarł
szepcze kobieta w chuście na głowie
klęczy przed metalową barierką
przewraca koraliki na sznurku
na skale jest rysunek drzewa
on umarł właśnie tutaj
najpierw opadła jego głowa
potem zwiotczały mięśnie nóg
ciało zawisło jak jagnię na haku rzeźnika
widzę to jakbym tu była
uspokajam ją - nie byłaś
to nazywa się empatia
a może jakoś inaczej

XIII.
kamień na którym kładą ciała jest pęknięty  wzdłuż
pachnie olejami które spłynęły by wsiąknąć w rysy
klęczące kobiety przesuwają palce po każdej z nich
jak niewidomi którzy chcą zapamiętać obraz
to będzie ich mapa - nauczą się jej na pamięć
tak zapisana jest droga

XIV.
kupują świeczki z wosku
zapalone stawiają przy ścianie
sadza osadza się na kamieniach
jak codzienna żałoba
za ścianą jest kamienny sarkofag
i pop który pilnuje wchodzących
wewnątrz jest ciemno
oliwne lampki dają mało światła
jasno jest tylko wtedy gdy patrzysz
w stronę wyjścia


________________________
publikacja za zgodą Autora

3 komentarze:

Wpisy ad personam będą usuwane