Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

piątek, 11 lipca 2014

Zjazd PPG - dzień trzeci.




III część 
Zwyczajna Rzeczywistość jest tylko Iluzją w Porównaniu z Prawdziwym Światłem Poetyckiej Mądrości. Aby zrozumieć powyższe trzeba koniecznie myśleć Wielkim Literami. Tak, jak to czyni np. historyk. 
Ale już nie histeryk. Poeta, ale już nie ekonomista. Aktor, ale nie pajac, robot czy avatar.
W sobotę, o słonecznym choć wietrznym poranku mieszkańcy pensjonatu znikli, a na ich miejsce pojawiła się trupa teatralna, mająca w sobie coś z taboru cyganów, coś z wygnańców Ewy, coś 
z wyeksmitowanych mieszkańców szpitala psychiatrycznego. Sam dałem się zwariować o tak pięknym poranku i stawiłem się wraz ze wszystkimi aby odegrać 
w parze z Jakubem Sajkowskim i Agnieszką Jarzębowską fragmenty Wieczoru Trzech Króli Wiliama Shakespeare'a. Każdy miał swoją parę i swoje dialogi do zaprezentowania. Animatorka całej hecy, Anna Blaschke postawiła na awangardę i reżysersko zaleciła, aby każdorazowo jedna osoba z par występujących w sztuce swoją kwestię obowiązkowo rapowała. 
Śmiała decyzja obfitowała w niezapomniane kreacje aktorskie. Tym bardziej, że mniej było ważne co się mówi, ale ważniejsze, jak się mówi, byle utrzymać skandujący rytm rapu. Osobiście z rapujących aktorów najbardziej podobała mi się Grażyna Paterczyk, rapująca z natchnieniem i Karol Samsel, rapujący 
z namaszczeniem godnym poety.
Ponieważ dzisiaj nawet nazwy geograficzne modnie jest pisać z małej litery obok nazwisk postaci historycznych i tych współczesnych, bez opamiętania eksploatowanych przez media w odmianach przez wszystkie przypadki, zgłaszając votum separatum od powyższego zjawiska, powróćmy do zwyczajnej rzeczywistości ze wszystkich możliwych światów. Możliwy świat to wytwór kaprysu pewnego rodzaju literatów i filozofów. To każdy stan rzeczy, który może istnieć, ale zazwyczaj nie istnieje.
W przeciwieństwie do światów możliwych, Brzeg nad Odrą jest bytem namacalnie i wzrokowo doświadczalny dla każdego zdroworozsądkowego mieszkańca planety Ziemia, nie mówiąc o osobnikach zamieszkałych w teoretycznie istniejącym kraju, nazywanym Polska, Poland....jakiś land po...PO?
21 CZERWCA 2014 roku, mieliśmy - My, uczestnicy Zjazdu Poetów Po Godzinach okazję doświadczyć wędrówki w czasie historycznym. Jako rodowity krakus poczułem się schizofrenicznie, znajdując się niespodziewanie w dwóch porządkach czasowych i przestrzennych jednocześnie. 
Otóż, znalazłem się w arkadowym dziedzińcu Zamku, który choć do złudzenia przypominał renesansowy dziedziniec Zamku Wawelskiego, nie miał nic wspólnego z królewską koroną Jagiellonów. Niemniej został nazwany Małym Wawelem, albo Śląskim Wawelem.
Trochę porównawczej historii. Od pierwszej koronacji w Katedrze na Wawelu w 1320 Władysława Łokietka do do ostatniej koronacji Augusta III w roku 1734 miały miejsce 32 koronacje. Przy czym pierwszy przywilej lokacyjny Krakowa datuje się na rok 1220, choć tzw. Wielki Przywilej lokacyjny po zniszczeniu Krakowa przez Tatarów miał miejsce w 1257.
Brzeg przywilej lokacyjny uzyskał w 1248 - od 1311 stał sie stolicą niezależnego Księstwa Brzeskiego we władaniu najdłuższej linii dynastii Piastów, wygasłej w 1675. 
Po pożarze zamku Wawelskiego Aleksander Jagiellończyk rozpoczął przebudowę Wawelu, 
a dokończył Zygmunt Stary w 1536. Jerzy II Piast Śląski wzorując się na Zamku Królewskim rozpoczął budowę  w 1541, która zakończyła się w 1560. Jeśli wspomnimy tutaj, że w 1329 brzeski książę Bolesław III Rozrzutny złożył hołd  lenny królowi czeskiemu, zrozumiemy, dlaczego przymiotnik rozrzutny, 
w kategoriach politycznych,  musi przynależeć do cech charakterologicznych przeciwnych cnotom, koniecznie opatrzony wyraźnym znakiem minus. Choć już w kategoriach stosunków międzyludzkich, wydaje mi się cechą nader pożądaną i pozytywną. Ale czy typowy prototyp typowego typa biznesmena 
w rodzaju Kulczyka będzie chciał partycypować w kulturze, wspierając Poetów Po Godzinach? Marzenie Ściętej Głowy.
Cóż powiedzieć więcej o wizycie na Zamku Książąt Piastowskich w Brzegu nad Odrą.Tempo zwiedzania było tempem wyścigów formuły pierwszej. To co zatrzymałem w pamięci to saczek na książęce klejnoty księcia Jerzego II w postaci dystalnej części stroju manekina naturalnej wielkości w jednej z sal wystawowych. Ów saczek, gwarantujący przedłużenie linii rodu, niczym dzisiejszy sejf Narodowego Banku Polskiego pod opieką prof. Belki okazał się sezamem bez perspektyw.
Nie byłbym sprawiedliwy, gdybym nie zaznaczył rolę sali koncertowej na Zamku. To tutaj odbywa się corocznie Konkurs fortepianowy im. F. Liszta; tutaj ma miejsce część festiwalu "Wratislavia Cantans"; tutaj odbywa się dalszy ciąg Festiwalu "Jazz nad Odrą". Kocham muzykę, dlatego Brzeg wydał mi się domem.
Po obiedzie realizowanym w rozmaitych lokalach w mieście, ferajna pospieszyła na maraton literacki do Herbaciarni. Jak to śpiewa jeden z bohaterów Moniuszki: Nie tak in illo tempore bywało, panie Cześniku, dobry mój sąsiedzie; piło się kiedyś dobry miodek przy obiedzie, 
a herbata to był trunek dobry dla szpitali. Lubię herbatę. Zwłaszcza pod nazwą Syraha, Merlota, Chardonneya, Caberneta Sauvignon czy Pinot Noir .Herbaciarnia na szczęście dysponowała dobrym czerwonym, wytrawnym winem włoskim, dzięki któremu umysł mój trwał w jasności podczas wsłuchiwania się w wiersze i prozę. Odbiór nauszny tekstów literackich to karkołomna rozrywka. Wiele umyka, albo zostaje zniekształcone przez kolejne, następujące po sobie teksty. Wychwytywanie cech prezentowanej poetyki jak i treści tekstów, ich sposób podania, w rezultacie sprowadza się się do zdawkowych uwag, pytań słuchacza. Dialog w rzeczy samej jest pozorny. A jeśli istnieje to wyłącznie pomiędzy prowadzącym spotkanie a zaproszonym delikwentem.
Spotkanie z pierwszą parą (o! pardon) duetem poetów, Zenonem Kałużą i Mariuszem Partyką prowadziła Magdalena Bąk. Magda, według znanej recepty prześwietlania zaproszonych delikwentów na podstawie testu - ankiety, prokurowała  pytania w rodzaju: czego u siebie nie lubisz, jaki typ kobiet preferujesz, który z poetów najmocniej wpłynął na Twoją wyobraźnię - niechcący ujawniające pewne rysy człowieczeństwa, jakie niekoniecznie dochodzą do głosu w wierszach, a czasami bywają w tych wierszach świadomie 
i starannie pomijane tytułem kreacji artystycznej.
Zenon Kałuża, typ energicznego sarmaty, mający w sobie coś z Jana Chryzostoma Paska, 
z jedną ręką na na konwersacyjnym pałaszu, drugą szczypiący i na przemian głaskający swój sumiasty wąs, przeszedł w trakcie spotkania przeobrażenie niczym kameleon. Zenon Kałuża ujawnił się  jako alter ego innego poety, Radka Wiśniewskiego. Jeden był że On ci - a jakoby we dwoje. Toteż w pewnej chwili przeraziłem się, czy aby nadmiar wina nie mnoży mi bytów fikcyjnych, ale Radek Wiśniewski brzytwą Okhama skrócił jednemu z fantomów głowę...ale któremu, na zawsze pozostanie zagadką Jego egzegetów.
Będąc prozaicznie skrupulatnym, warto zaznaczyć, iż Radek Wiśniewski, poeta i krytyk literacki, redaktor kwartalnika kulturalno-literackiego RED, jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów, felietonistą pism literackich, współpracujący m.in. z Odrą. Ma na swoim koncie autorskim zbiory wierszy 
o frapujących tytułach: Nikt z przydomkiem; Raj/Jar; Albedo; NeoNoe; Korzenie drzewa; Abdykacja - wiersze zaangażowane i nie. Chyba nikt w Herbaciarni nie miał wątpliwości, że Radek Wiśniewski nie jest ani zombi ani pokutującym ciałem astralnym, wręcz przeciwnie. To typ nastawiony polemicznie, 
z granatem zaczepno-odpornym w myśleniu i wierszach. Bez wątpienia mieliśmy do czynienia z żywym, bardzo żywym poetą. Ale ankieta Magdaleny Bąk kompletnie zaskoczyła i rozbroiła przebojowość Radka. Sprytna Magda zrobiła sobie z niego bezbronnego pacjenta, poddanego surowej terapii zajęciowej. Na innym biegunie siedział naprzeciwko Wiśniewskiego poeta Mariusz Partyka. Skupiony i wyciszony, na większość pytań odpowiadał jednym wyrazem. Na pytanie, jaka jest największa jego zaleta, odpowiedział: niezłomność. Jaka największa wada? - niezłomność! Co Partyka ceni u kobiet najbardziej...? Cała sala zebranych słuchaczy odpowiedziała gromkim - niezłomność! Czy Partyka grał rolę Księcia Niezłomnego Calderona, czy wpadł w furor poeticus i tym słowem - niezłomność - słowem kluczem postanowił rozwiązać wszystkie dylematy i zagadki Bytu, pozostanie zagadkową hipotezą, którą zweryfikuje życie 
i kolejne jego tomiki wierszy.
Mariusz Partyka, laureat liczących się konkursów poetyckich, m.in. Rafała Wojaczka, Jacka Bierezina, Klemensa Janickiego i KK. Baczyńskiego, z urodzenia zabrzanin, pisze wiersze w ciemnej tonacji, wystudzone emocjonalnie. Przypominają rozległe pejzaże ze sztafażem - podmiotem lirycznym, który ciągle ustala kierunek swojej drogi, wypatrując końcowej stacji, by przesiąść się na niej do innego tematu i ruszyć dalej.
Warto przypomnieć, co według Słownika Staropolskiego Zygmunta Glogera oznacza wyraz  delikwent; delinkwent (z łac. delinquentia – zbrodnia, kryminał). Tak nazywano w Polsce skazańca, czyli człowieka skazanego na śmierć wyrokiem sądowym. Po odczytaniu wyroku w izbie sądowej, na kilka dni przed śmiercią instygator lub pisarz sprowadzali do delikwenta księdza. W ciągu tych ostatnich dni zaopatrywano skazanego we wszystko, czego tylko do jadła i picia żądał. Każdemu dozwolony był do niego wolny przystęp. Obowiązkiem nawet sądu było starać się o jak najliczniejsze odwiedziny, aby uwiadomić ogółowi przykład kary za zbrodnie. Po ścięciu delikwenta przez kata, składano ciało w trumnie, umieszczając zwykle głowę pomiędzy kolanami. Jeżeli delikwent skazany był na powieszenie, wtedy wyprowadzano go pod szubienicę, która dawniej stała przy każdym sądowym mieście. Czy Magdalena Bąk do końca świadomie pełniła rolę sędziego i kata? Wot, pytoczka. Ale miałem wrażenie, że przynajmniej jeden z jej rozmówców - poetów miał głowę między kolanami.
Zmienili się w końcu główni aktorzy i przy stoliku poprzedników zasiedli tym razem Krystian Ławreniuk, autor zbioru wierszy Arkansans, naprzeciw którego usiadł poeta i prozaik (może poeta w prozie?) Robert Miniak. O Roberta zbiorze opowiadań Święci z drugiej ręki pisałem w innym miejscu a dociekliwy czytelnik znajdzie na forum PPG recenzję, dlatego podczas spotkania bardziej mnie interesowały źródła, geografia poszczególnych wydarzeń opisywanych w tekstach, wskazująca na konkretną inspirację 
"w terenie". Folklor wiejski i miejski, przeplatający się w opowiadaniach dostarcza mnóstwo informacji spod znaku behawioryzmu człowieka, zarówno tych jednostkowych jak i grupowych, poddanych celnej 
i powściągliwej językowo poetyce świata przedstawionego. 
Jeśli napiszę: sama rozkosz słuchania i czytania, to będzie o wiele za mało, aby uhonorować artystę 
i jego dzieło. 
O pogubionym semantycznie Krystianie Ławreniuku mogę powiedzieć tylko tyle, że był 
i czytał. Prowadząca to spotkanie Anna Blaschke, wymianę myśli z Robertem Miniakiem prowadziła swobodnie i ze znajomością rzeczy, natomiast w rozmowie z Krystianem Ławreniukiem miała wyraźnie problem, bo rwał się dialog odnośnie samookreślenia się poety. Ja sam miałem problem z wyłuskaniem czegoś istotnego, co charakteryzowałoby odrębność Ławreniuka.
Powinienem wspomnieć o kolejnym spotkaniu autorskim prowadzonym przez Jarka Trześniewskiego - Kwietnia z Karolem Samselem, który miał miejsce po powrocie do pensjonatu. Ale wywiązać się z tego zadania nie potrafię, albowiem... zgubiłem się w myślowych, rozległych przestrzeniach, a kiedy się odnalazłem, okazało się, że już jest po spotkaniu. A potem były nagrody i prezenty okolicznościowe. Jako jeden z wielu osób otrzymałem statuetkę za całokształt. Będzie piękna i trwała pamiątka!
Za to wieczór i noc w pensjonacie zapisane zostaną w najjaśniejszych gwiazdach, albowiem galowa kolacja, z tańcami i śpiewami, konkursem na najbardziej chujowy wiersz i zgaduj-zgadulą pod hasłem kim jesteś dostarczyło obecnym maximum ubawu. Wystarczy nadmienić, że Renatę Radną Mszycę ubrano 
w Hitlera, Joasię Lewandowską w Violettę Villas a mnie...
w wódkę! Integracja członków PPG przeszła swój kolejny etap, a sądzę iż każdy zdał swój egzamin obecności na piątkę, a niektórzy na celująco. Żal jednego...dla tylu przyjezdnych poetów PPG nie znalazło się więcej czasu i propozycji na prezentację ich twórczości dla mieszkańców Brzegu, jakiegoś choćby zbiorowego czytania. Pełniliśmy w Brzegu rolę publiczności, a przecież sami mogliśmy, bo mamy z czym, wystąpić. O tym dobrze jest pomyśleć na przyszłość. A przyszłość PPG rysuje się tęczowo. (Bez żadnych tu podtekstów!).


Jacek Sojan

























































































































foto: Anna Blaschke, Artur Dębski, Agnieszka Jarzębowska, Wojciech Mszyca, Renata Radna, Grażyna Paterczyk. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane