Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

środa, 10 kwietnia 2013

trzeba zachować płyty. cierpliwie zbierane notatki.


 Wojciech Roszkowski



bliźniaczka


ceremonię pamiętam jak przez mgłę, potem zostało mi tylko
to zdjęcie, drgające punkty na fakturze papieru i myśli jak cienkie igły
przełykane ze śliną. krótkie spięcia, iskry na końcach nerwów wraz
z dotykiem wślizgiwały się w supły i szramy na jej piersiach i ramieniu,

łagodziły pooperacyjny obrzęk. coś szeptało, że wewnątrz ciała kiełkują
skrzydła, rosną i trzepocą, można je było usłyszeć, gdy nikt nie
pozostawał w pobliżu, jakby z tego kokonu za chwilę miał wykluć się
motyl czy nawet niebieski cherubin. żółć i fiolet, opuchlizna pulsowała

i przelewała się w smagłe cienie, w inne obrazy kreślone na odwrocie
fotografii: martwe ptaki w martwych morzach, widok ze skał na zerwany
most. nagły chłodny powiew, nieostre kontury w rannym, szarym powietrzu,
które po potarciu kciukiem okazywały się drobinami ołówkowego grafitu.

któregoś dnia zgubiła mi się siostra, dlatego piszę do ciebie list.
nie patrz teraz przez ramię na smugi w szybach, gdzie przed chwilą
pojawił się zarys postaci. na wszelki wypadek nie czytaj raz jeszcze.
to we mnie ona przechodzi wciąż przez ciała szkliste do świateł.




replika
  
pytaj, mała kasiu


załóżmy: na chwilę wstrzymamy słowo, a co będzie z ciałem?
jeśli to tylko ciało, jeśli nawet uleci ciepło i reszta z nim związana,
powinno się udać.

wystarczy kilka komórek. podzielą się w szkle, rozkwitną.
wtedy zostaniemy. nadejdzie dzień nowy i świt przed schodami.

coś jeszcze – szkoda na nocne lampki takich tatuaży.
ładniej wypchać w całości jak bobry lub króliki. staniemy sobie
w kącie. nie śniąc, będziemy na nas czekać.

trzeba zachować płyty. cierpliwie zbierane notatki, bo ważna
jest pamięć i to, co pod progiem. później nagramy raz jeszcze,
żeby się odtwarzać. jak teraz, popatrz na tych dziadków – 
to my, w starym kinie.
  



brudownik


z tarasu, przez kratę, widać wieżę ciśnień z pustym
bocianim gniazdem. zaczyna się jesień, zimny wiatr od rzeki.

piotrek czeka na transport. leży obok, w brudowniku, przykryty
obsikanym szpitalnym prześcieradłem, niczym żaglem
obwisłym na wystających kościach. w czterech ścianach flauta.

to dobrze, że nie wczoraj. zdążyłem wygrać w oko. teraz przyda się
bluza, paczka papierosów. jeszcze tylko do jutra, nic tu po mnie.

/wczoraj milczał z żoną. ciężko oddychając, siedział skulony przy
stoliku z dziurawą ceratą w pomarańcze. blat przenosił drgania na
butelkę typu pet, żółta oranżada podskakiwała, wypełzając za szyjkę,
niemal na ścianę z krzywo zawieszoną reprodukcją słoneczników/.

żartuję z pielęgniarką. śliczna. boi się sama wejść do środka, odłożyć
pościel do prania. to dobrze, coś za coś, pójdziemy na spacer i kawę.

alejka. zimny wiatr od rzeki. część liści, już przebarwiona,
kołysze się w kałużach. większość wciąż na drzewach
drży i szeleści. jak ona, gdy wtula kasztanowe loki w mój nowy polar.

przynajmniej nie jest duszno, zaczyna się jesień.



  _________________________________
publikacja za zgodą Autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane