Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

poniedziałek, 12 marca 2018

Masz dwa-trzy tysiące i ręce urobione, sen drwala, sen więźnia.

Krzysztof Kleszcz



Fragment poematu dla Łodzi: „Dźwiganie serca”, nagrodzonego w konkursie Poemat Czterech Kultur (2017)


VI 

Albo to: jesteś trybem, kółkiem, tylko nabijasz kabzę tym wyżej.
Masz dwa-trzy tysiące i ręce urobione, sen drwala, sen więźnia.

W weekend chcesz zapomnieć siebie, zwyczajnie trochę nie być.
Mydlane bańki z pachnideł, zwidy, omamy, halucyny, mary.

Poranki robota, kawa szatan, tramwajowy śpik i dalej już
nie ty – pan Detal, pan Moduł, pan Człon. Osiem godzin

tramwajowy śpik, kawa szatan i życie, życie w głębokim fotelu.
Spacer po linie, dzikie zwierzęta otwierające paszcze i twoja głowa

w nich, poręcze ognia, bat tresera. Publika, która klaszcze, chce bisu
a ty masz dla nich: drugi policzek i chleb. Błogosławieni cisi!







Fragment projektu "Dekolt i  śrut" (własne ule i własna mleczarnia)

*** [tracąc]

tracąc
płacząc
tęskniąc
pamiętajmy

te imiesłowy brzmią okropnie




*** [musiałam odejść]


musiałam odejść
miałam dosyć
nie czułam całości

czułam się jak połówka jabłka





*** [ musisz się pokochać ]


musisz się pokochać

na początek lajkuj swoje posty




*** [pamiętasz pierwszy raz]


pamiętasz pierwszy raz

i to co się działo pod tym postem


  

*** [samotność to taka straszna trwoga]


samotność to taka straszna trwoga

lody - cztery gałki, likier pigwowy, orzechy, migdały


  

*** [na wszystko odpowiadał]


na wszystko odpowiadał
to skomplikowane

prostak




*** [w taki dzień jak ten]

w taki dzień jak ten
chcę byś mnie objął
mówił czule
i głaskał

chcę byś mi rozdwajał końcówki





*** [polub siebie]


polub siebie

lub nie lub






BAJKA NA DOBRANOC*

Za oknami zafoliowanymi na czarno – sardynka.
Jadę w busie i mam buzz z Nikt nie suszy, szosa sucha,
czysto. Szalony kierowca steruje pijanym statkiem.
W radio pasmo śniadaniowe. Piękni i młodzi
przejmują eter. Proponują jogging, jogę, jogurt light.
Śmiech misia Yogi. Poczuj mistykę zakwaszonych mięśni
mówi ustawiony. Niech działa enzym, hormon. Niech żyje
król Julian! Potem trzy minuty dudnią basy i stęka wokal.
Wreszcie: dość i pora na prognozę pogody. Pogodynka
z uśmiechem sprzedawcy garnków ogłasza, jakie będzie
tomorrow, a morowy chłopiec nie może się już doczekać.
Wchodzą reklamy środków na libido. Wchodzi
polityczny kwadrans. Kłótnia – lutnia wypada.
Jak ryba wyjęta z puszki, naprawdę wysiadam.
Tlen działa jak halucynogen. I dociera do mnie,
że wszystko będzie dobrze, przyjedzie bajkobus,
dowiezie nam szczęście. Da nam pracę
i odłożymy procę. Zło wezmą złomiarze.
Złe wypadnie z obiegu, obiegnie Ziemię happy end:
żyli w długach, o szczawiu i śliwie.




ETERNITY*

Z wiecznością policzono się jak z eternitem. Zedrzeć,
składować z dala od ludzi. Poszło szybko. Puszczono
Ryśka Riedla: W życiu ważne są tylko chwile. I dalej
prosty przekaz: Ładuj botoks w wargi, włosy smaruj farbą,
przekłuwaj, tatuuj, czuj. Wieczne to utrapienie, ciężkie
Norwidy. Wieczne pióro to pióro na wkłady.
Wieczny student? Dziś wszyscy zdają. Wieczne miasto
zmuszono, by zmieniło strategię promocyjną. Wieczność
jest be, podprogowo wciskano to już dzieciom.
Przeminiesz wszystek – wynajęto chłystka, by wciskał to
między futrynę a szyby. Uknuto slogany. Nawet Sto lat,
bo za blisko wieczności, śpiewano rzadziej. Zalecano:
będzie zabawa, będzie się działo. Pisywano wieczność
na śmietnikach, na odpadach promieniotwórczych.
Śmiano się z na wieki wieków lament. ZUS wyliczał takie
kwoty, żeby nikomu nie przyszła do głowy. Teraz, teraz,
teraz! krzyczała Chylińska w reklamie pożyczek chwilówek.
Wieczność była jak niszowe wydawnictwo
poetyckie, jak faux pas, jak zespół Bolter. Nocą ślusarze
odpinali kłódki na mostach, ogień przy świętych obrazach
polewano pianą, specjalne służby zabierały znicze.
Wiecznie zielone lasy nazwano lasami deszczowymi.
Nie było już motywacji do zostania laureatem –
laur stał się liściem bobkowym.
Ostatecznie w słownikach nie ma słowa wieczność,
jak w budynkach nie ma trzynastego piętra



*
Wiersze z książki „Pański płaszcz” (Kwadratura, Łódź 2016)

_______________________________
Publikacja za zgodą Autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane