Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

wtorek, 8 maja 2012

po prostu sobie chodzę i nagle nie mogę już nic



Krzysztof Bąk



pierwsze kroki

miesiące jak pogubiona sztafeta, kalekie odwiedziny.
zawahania na rozświetlonych przecznicach, skarpach,
skwerach. na którą stronę wygodniej będzie tu upaść?
na lewą. i na prawą. a teraz w siebie. w każdym razie

nie możesz nie mieć racji. od początku studiowania
niecodziennego schematu widać, że znasz się na tym
lepiej, niż na całowaniu w bramie, gdy nawet nie mogę
cię objąć, gdy trzymam się ściany i pod palcami wyłapuję

napis: odejdź póki możesz. trzeba znaleźć współrzędne
tego marszu. trzeba znaleźć oddech w zadymionej strefie
tymczasowego pobytu, wyrównać tempo serca,
okiełznać dodatkowy skurcz. za jego pomocą niczego

nie przekażę. niczego nie wyczytasz z tego rytmu.
po prostu sobie chodzę i nagle nie mogę już nic.
po prostu sobie płynę i nagle to ja jestem na powierzchni,
a cała reszta skulona bezpiecznie w innym miejscu

ma się całkiem nieźle.






dzikie liście

prosty sen w podobnej okolicy, cichy rewir
obrany ze światła. decyzja snu by wstać i ponieść
delikatny ciężar, razor of the lonesome year,

a w innej chwili –  kompletny brak tych uczuć.
spodziewałem się zapachu obcych odwiedzin,
cierpkich nut przetrzymywanych w płucach.

myślałem o czyichś dniach. gdy nie będzie
już czasu na szybki marsz w pewną stronę,
obgryziony paznokieć nie znajdzie się w kieszeni.

a na razie te dłonie mogą ją tylko trzymać,
gdy w metrze traci równowagę, gdy upada
i to jej nie pozwala podnieść się, by wyjść.






środki

sierpień wymyślony przez ciebie i sierpień otrzymany teraz.
jeden miesiąc spędzony w miękkich mapach i drugi wytarty
jak siedzenia ze sztucznej skóry. wszyscy śpią i nie będę
ich dzisiaj budził.

nie mam jeszcze trzydziestu lat a noszę w sobie tę niechęć.
obgryzam paznokcie widząc takie rzeczy, już wolę zatrzasnąć
się w przedziale z obcymi ludźmi. wszyscy śpią i nie będę
ich dzisiaj budził.

a to co lśni na horyzoncie wygląda jak ty, gdy odpoczywasz.
jest dalekie i niedostępne, korytarz zamknięty na amen,
który nie wiadomo kogo prowadzi. wszyscy śpią i nie będę
ich dzisiaj budził.

nauczono mnie kiedyś piosenki, którą zapewne dziś poznasz.
w pewnym pokoju mieszkał chłopiec, a w pokoju obok
mieszkali ci, których nienawidził. wszyscy śpią i są już
nie do obudzenia.


_______________________
publikacja za zgodą Autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane