Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

środa, 25 stycznia 2012

Trzy wiersze rozsypane po deskach


Katarzyna Zając




letnisko



rano powietrze przypomina watę cukrową.
wbijam zęby, wyjadam zamiast pożywnych bakłażanów
i przepisanych witamin. czuję zawrót głowy
jak w lunaparku, o niczym więcej nie chcę pamiętać.

w dali żagle, sukienka nabrzmiewa od wiatru.
woda zielenieje, wyrasta poza brzegi, dociera blisko chaty.
turzyce kołyszą się, a ja z nimi. słyszysz modlitwę
do wędrownych ptaków?

dopiero gdy czerwień barwi jezioro, nadchodzą
niepokoje. w snach: podwodne groty, mdlący zapach fiołków
i łupinka na falach. czarne bociany lecą, gubiąc pióra.
mów, że będzie dobrze, nie przestawaj.



niedokończony obraz

niech zły sen cię nigdy więcej nie obudzi

dżem „do kołyski”

chyba śniłam, bo niewiele pamiętam. śnieg na parapecie.
pęknięte ciało jabłoni, które w nocy pielęgniarki obmyły i otuliły
prześcieradłem, okrywając chude ramiona. w szyby uderzały

tłuste, hałaśliwe ptaki. ich pieśń - ostra jak nylonowa nić -
zaszyła mi powieki, bym nie widziała i nie pamiętała nic więcej.
będzie dobrze, będzie dobrze, śpiewałeś mi kołysankę,

psalm na zaczynienie wiosny. wciąż śnię, gdy stoimy przed
naszym domem. niebo jest czyste po burzy: na pszenicę skapuje
stare złoto, na suche pastwiska sjena. może to bóg zawiesił

w chmurach blejtram, napina nowe płótno? wymyśla dni,
kiedy będą omijać nas umarli, na progu nie znajdziemy truchła.



retrospekcja

słońce goi zacieki na murach. pamiętasz staruszkę,
która zbierała gałganki, karmiła bezdomne koty? pusta ławka,
przewrócony śmietnik - miejsce, gdzie mieszkają

dusze zamarzniętych wróbli. tamtego dnia szarpnęłam
ją za ramię. upadła jak figurka z porcelany, oszronione włosy
rozsypały się na deskach. może wtedy zabrałam

do naszego domu chłód? nadeszła pora obcych ścian
i łóżek, bieli mojego ciała, które mogło w każdej chwili
rozpłynąć się, zmienić w plamę. ciepłe promienie

drażnią niezagojone miejsca. idziemy w stronę parku,
w zapach śnieguliczek. oglądam się. widzę wirujące cienie
i ledwo widoczny zarys kobiety sypiącej okruszki.

patrzy, jakby mnie dobrze znała





__________________________________
publikacja za zgodą Autorki

2 komentarze:

  1. Link umieszczony nie był ad personam, odnosił się do jednego z zamieszczonych tu tekstów. Teraz pójdzie w świat, że cenzurujecie wpisy i nie dopuszczacie do dyskusji o tekstach.

    OdpowiedzUsuń
  2. dyskusje mile widziane, natomiast nie będą tolerowane wszelkie prowokacje, panie anonimowy..

    OdpowiedzUsuń

Wpisy ad personam będą usuwane