Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

piątek, 15 maja 2015

Drugie odblokowanie Mansztajna







Długo wyczekiwany po debiutanckim, nagrodzonym Silesiusem, Wiedeńskim high life, drugi tomik Jakobe Mansztajna  pt. Studium przypadku* wydany przez poznańską oficynę WBPiCAK jest kontynuacją poetyki gdańskiego autora, a zarazem odkrywaniem nowych terytoriów, pogłębieniem samoświadomości jak i empatii, poczynając od Paula Celana, poprzez eksponowanie ludzkiego tragizmu, po zwykłe codzienne zmaganie z rzeczywistością  w klaustrofobicznym gdańskim blokowisku, w oswojonym 
i zarazem obcym mieszkaniu podmiotu lirycznego – bez żadnego patosu, narracja momentami wprowadza w trans, momentami może prowadzić na manowce.
       Studium składające się z  39 wierszy podzielonych na dwie części tworzy swoisty dyptyk. Część pierwsza (19 wierszy): Piosenka o witaminach i minerałach przypomina nieco Piosenkę o zależnościach 
i uzależnieniach Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, ale  tylko przypomina (chociażby przez mantrę niektórych fraz np. „któregoś dnia odwiedzili nas znajomi”), cykl ten raczej mansztajnowy i brzmią w nim zupełnie inne nuty niż u Dycia – chwilami to kontynuacja wątków z Wiedeńskiego – Nemeczek występuje w  nowej roli,  pojawia się Dariusz (porte parole autora?), chwilami zupełnie coś nowego. Widoczne jest nowe spectrum, rozszerza się entropia i zapis umierania, zarazem podmiot liryczny wycisza się, porządkuje niejako relacje ojciec-syn, nieco po gombrowiczowsku – eksponując synczyznę. Smuga cienia.  Z jednej strony to dobrze, bo Mansztajn nie wchodzi w oklepane schematy, z drugiej – źle bo grozi mu niebezpieczeństwo powielania się, takie małe autorskie auto da fé. Ale Mansztajn jest tego świadom – w najnowszych wierszach, prezentowanych  min. w Biurze Literackim, widać ewolucję, inne pisanie. Dowodem tego jest  autoironiczny dystans, mocno zaakcentowany  w jednej z piosenek:

Duszki Goi I

między późnym mansztajnem a wczesnym
porankiem rozgrywa się lekcja pokory:
w tej duszy zbyt ciasnej, jak kawalerka
na gdańskim osiedlu, grasuje gang

nieobecnych, gromada żwawych trucheł,
od których głowa boli z rana i cały mansztajn
boli z rana, ale to później – najpierw
się przejdą, postraszą w zakamarkach,

wybiją kilka okien i gdzieś na wysokości
zbyt wczesnej godziny (lub może zbyt
późnej) porzucą potłuczonego, jak psa
porzuca się w lesie – z uczuciem.  (s. 12)

W  kilkunastu utworach  przemykają  ważne postacie: Wergiliusz, Goya, Kurt Cobain. Nieprzypadkowo. Są kodami i herosami – ikonami. Rzymski Wergiliusz, hiszpański malarz Goya i Kurt Cobain. Co ich łączy? Co dzieli? Odpowiedź jest oczywista.

     Część druga (20 wierszy) : Czarne  nad i pod głowami pole to już  czysta metafizyka Jakobe Mansztajna – a przywołanie poety Paula Celana potęguje swoistą dramaturgię, jest czymś w rodzaju muzycznego preludium, potem kolejne wiersze nabierają tempa, gęstnieją, stają się  coraz bardziej wyraziste, inne niż w debiutanckim tomie, najmocniejsze takty zabrzmią w tytułowym wierszu tomiku, będącym swoistym credo pokoleniowym: 



Studium przypadku

w ’94 czołgamy się pod meblami. znajdujemy
ząb i karteczkę (autor nieznany). napisano:
zaczekaj na mnie, wrócę później i wszystko
ci wyjaśnię. to tyle, jeśli chodzi o ’94.

w ’97 nadal jesteśmy zajęci sobą.
przychodzi pierwsze umieranie. na pytanie
o życie wieczne matka odpowiada: pobaw się
matchboxem. pamiętam, bo mieliśmy z bratem

tylko jednego matchboxa. w ’99 przenoszę
skrzynki z butelkami. za odłożone kupuję
pierwszą w życiu nokię. od niedawna drży
mi ręka. w sierpniu 2013 zaczyna mi się ruszać

ząb. kilka tygodni później przychodzi
sms z nieznanego numeru: przepraszam,
że tyle to trwało, będę za chwilę. gdybym był
przesądny, zaklaskałbym – ale nie jestem.(s.32)


    Kolejni przemykający tutaj przechodnie to: John Berrymore, Sandor Marai, Ted Hughes i oczywiście  Paul Celan. I nie są to przypadkowi przechodnie, co zagościli na chwilę w wierszach Mansztajna. To nie kaprys, bo ci lokatorzy tego klaustrofobicznego mieszkania w gdańskim blokowisku, tworzą swoistą plejadę. Ponadto Heine, a raczej duch Lorelei – a przede wszystkim Arystoteles z jego Traktatem 
o duszy.
Kwintesencją jest:


Piosenka nocnych wioślarzy II

siedzimy na murku ciężko poruszeni faktem,
iż niebo nad gdańskiem znów nas robi
w chuja, miały być girlandy świetlne, radosna tandeta,
miało być pół roku zimy, ale i pół roku

lata. tymczasem noc jest głęboka i ciągnie
się jak bergman, nawet dzielnicowym w sukach
całkiem żyć się odechciało, słowem –
dawno po imprezie i powinno już świtać,

zamiast świtu melanchujnia*, czarne nad
i pod głowami pole. jeśli zacząć szukać winnych,
trzeba zacząć z tego miejsca, już pamiętam:

widzieliśmy najlepsze umysły naszego pokolenia
zniszczone szaleństwem, histeryczne i nagie,
i długo nie mogliśmy oderwać wzroku.

* zasłyszane od Julii  Szychowiak ( s. 42).

Ci którzy spodziewali się fajerwerków po Wiedeńskim, mogą poczuć rozczarowanie, jednak Jakobe Mansztajn jest wierny sobie, nadal delektuje się smakiem herbaty. Gorzkiej .
Pisałem swego czasu w recenzji z pierwszego tomiku Jakobe Mansztajna, że opisanie ery dropsów jeszcze nie jest zakończone. Nie omyliłem się. Ale to są już inne dropsy.


Jarosław Trześniewski Kwiecień

*) Jakobe Mansztajn, Studium przypadku, WBPi CAK, Poznań 2014.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane