Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

wtorek, 10 lutego 2015

Między nauką a wiarą, między biologią a duchem - o rozterkach scjentyczno-egzystencjalnych w poezji Anny Blaschke




Twórczość poetycką Anny Blaschke reprezentują trzy tytuły: Szybkie sny (jest to debiut z 2003 roku); Gdzie ta sukienka,  zbiór wierszy wydany w tym samym roku i w tym samym krakowskim  wydawnictwie MINIATURA. Trzeci zbiór wierszy pt.: WIERSZYDEŁKA powstał na dwa lata przed oficjalnym debiutem, wydany własnym sumptem, o sporym nakładzie 200 egz., zredagowany i oprawiony przez autorkę. Stanowi o tyle ciekawostkę, że wiele wierszy z tego zbioru zasiliło te dwa późniejsze i to w zasadzie bez większych korekt. Tytuł WIERSZYDEŁKA wskazuje na dystans autorki do własnej twórczości, uwyraźnia sceptyczną postawę do roli poetki. W wierszu Poetka ? czytamy:


wyobrażałam sobie -
poeta jest istotą wrażliwą
delikatną i zwiewną
unosi się lekko
ponad szarością tego świata
spojrzałam na siebie -
nie zauważyłam żadnej
z tych cech

Znak zapytania w tytule nie pozostawia wątpliwości, autorka zaangażowana w prozę powieściową (znakomite horrory science fiction! - oczekujące na druk a może także na reżysera filmowego), żyjąca teatrem i estradą (Niezależna Grupa Teatralna Porfirion) nie ukrywa pełną wahań rezerwę do twórczości lirycznej. 
Co do wrażliwości z wiersza Poetka?, znający Ankę potraktują ten zwrot jako pewien rodzaj kobiecej kokieterii, ale i wrodzonej skromności. Blaschke, bywalczyni dziesiątek wieczorów autorskich i spotkań literackich rozprawia się tutaj z pokutującym mitem szkolno-romantycznym, jaki nadal ciąży 
w świadomości czytelników pomimo lekcji Boya-Zeleńskiego (Brązownicy) i Witolda Gombrowicza 
w FerdydurkeCharakterystyczną cechą jej wierszy jest strategia refleksyjnego monologu, najczęściej 
w postaci auto- perswazji:


Chciałabym

chciałabym wiedzieć
dlaczego nie...
dlaczego tak...
chciałabym wiedzieć
co sądzi o...
co czuje do...
chciałabym wiedzieć
o czym duma
kiedy czyta
              patrzy
                   słucha
chciałabym wiedzieć
nie tylko myśleć

że coś wiem


W innym wierszu [incipit: mam na myśli ]:


mam na myśli...

co ja mam na myśli?
po co w ogóle myślę?
skoro nie wiem o czym
skoro nie wiem po co

[.....]


W wierszu Nie wiem czytamy:

Sokrates powiedział -
"Wiem że nic nie wiem"
ja mówię -
wiem że nie wiem
a chciałbym wiedzieć
tylko nie wiem
co mam powiedzieć
jak mam powiedzieć

by się dowiedzieć


W posłowiu do tomiku Szybkie sny Henryk Cyganik pisze o postawie poetyckiej Anny Blaschke tak: Nie dramatyzuje, ale wprost przyznaje, odwołując się do kanonu aforystyki filozoficznej, że po prostu nie wie (już same tytuły są tu znamienne: Nie rozumiem, Nie  wiem ).

Autorka wychodząc od sokratejskiego orzeczenia, rozróżnia myślenie od wiedzy, wiedzę od rozumowania. Myślenie jest przecież procesem, który wcale nie gwarantuje finału w postaci rozumienia. Analogicznie, wiedza podana na talerzu, jak to się odbywa w procesie nauki na wszystkich szczeblach aż po uniwersytet, nie gwarantuje pozycji osoby świadomej, po norwidowsku wiednej. Poetka omawianych tutaj tomików rozróżnia retorykę od oratorstwa, stroniąc i broniąc się skutecznie od tej drugiej formy wypowiedzi artystycznej, jako zbędnego, powierzchownego i pustego zdobnictwa.

Przypomnijmy wiersz:

Kiedy leżę

kiedy tak leżę 
sama a nie sama
tulę twarz do ...
rozmawiam z ...
patrzę na ...
słucham jak ...
dyskutuję
tłumaczę
płaczę
o świcie
zgarniam wszystko
zmiatam w kąt duszy

zasypiam z księżycem


Ta i inne wypowiedzi liryczne zdradzają wszelkie cechy introwertyka, który - na ogół - pomiędzy ludźmi milczący ale skłonny do rozmyślań, gotów jest obnażać własne wnętrze jedynie w samotności, 
w samotnym pasowaniu się ze słowem na kartce, pod postacią wiersza, a nigdy albo rzadko twarzą 
w twarz z drugim człowiekiem. My tutaj, znający z autopsji żywą postać Ani odkrywamy w jej poezji pewną zgodność stylu pisania ze sposobem bycia, zgodnie z podniesioną przez Norwida tezą, że styl to człowiek. Ania, tak jak ją pamiętamy, to postać kobiety noszącej się skromnie, niemal bez ozdób 
i makijażu. Jej utwory także pozbawione są efektownych metafor. To poezja poszukująca, posługująca się konkretem, ciążąca w stronę realistycznego, zwięzłego komunikatu. Drążąca zagadnienia jakie podejmuje. Nie rozlewa się w efektowną frazeologię, a jeśli już, to tylko w pragmatycznie ustawionych tekstach piosenek, wierszy rozkołysanych wewnętrzną  melodią, do zaśpiewania, np.:



Pożegnanie Jesieni

Jesieni ciepłe pożegnanie
w tańczących iskrach ślę do nieba
posnęły świerszcze i komary
siny dym z mgłą się cicho zlewa

oddechem chłodnym łąka dyszy
i drzewa sypią złotym deszczem
powraca lato w blasku ognia

smak malin w ustach czuję jeszcze

Pamiętam Ankę małomówną, przysłuchującą się się innym, mówiącą spokojnie cichym głosem. Zawsze jakby lekko zdystansowaną do elokwentnych popisów kolegów i koleżanek na spotkaniach literackich. Ania nie ukrywała nigdy swojego zagubienia w fachowej terminologii krytyczno-literackiej, szczerze po wieczorach autorskich konstatując, że połowy z elaboratów dotyczących poetyki nie zrozumiała. Wynikało to bynajmniej nie z ignorancji, raczej z niechęci do autokreacji czy pozy, tak charakterystycznej dla ludzi sztuki. Biolog  z wykształcenia przygląda się fenomenom życia z egzystencjalnym bólem. Ten dualizm: cud istnienia, piękno żywego  świata natury jest często przesłonięty sceptycyzmem, wyrażającym się -  jak w wierszu pt.: Czym jest przekonaniem o nierealności osiągnięcia szczęścia, albo pisze 
o niemożności zrozumienia drugiego człowieka:

xxx

uczę sie ludzi jak języków obcych -
inaczej są napisani
inaczej należy ich czytać
inaczej rozumieć wyrazy -
                                  twarzy
                 gestu
      oczu
szukam właściwych znaczeń
grzebię w słowniku duszy
lecz nie mogę czasem
odnaleźć właściwego klucza
jak teraz -
zaszyfrowany jesteś kodem
którego nie potrafię

właściwie odczytać


w wierszu Pojęcia... pisze:

..........
w więzieniu 
zwanym życiem
są dwie cele

PRACA I DOM


a takie pojęcia jak wolność - radość - tolerancja - zadowolenie bierze par excellence w nawias i konkluduje pointą:


w więzieniu
zwanym życiem
teraz króluje "Szczęście"
dla zwyczajnej miłości

zabrakło miejsca


Łatwo zauważyć, że poetka ma wyraźne predyspozycje do zaklinania chaosu i logosu niż ich porządkowania. Często pisze o swoim zagubieniu i wyraża swoje rozczarowanie, kiedy pisze o relacjach międzyludzkich, nawet kiedy pisze o sobie samej, wypełnionej rozterkami natury religijnej czy świadomością wykształconego biologa, któremu kłócą się dwa porządki, materii i ducha, psychiki i wiary. Rozdział w zbiorze WIERSZYDEŁKA pt.: Duże Nic , jest aż nadto wymowny. 

Co do samej poetyki, jeśli autorka metaforyzuje twórczy proces, to zaznacza: wędka ma licha / żyłka krótka / a i przynęta nic nie warta.... Jeśli szuka metafory o życiu to pisze wiersz Szkwał, w którym podmiot liryczny traci ster nad swoim losem. Pojawia się tradycyjna terminologia żeglowania: wydęty żagiel, łódź, emocja jest tu falą. A zaraz obok takie wyrazy jak halsowanie, rejs, ster...Metafora świata emocji znajduje swój wyraz w liściu o kształcie serca (wiersz liście), metafora przyjaźni to kiełkujące drzewo w sąsiednim ogrodzie. Patronuje temu filozofia ad rem, kurczowe trzymanie się rzeczy tego świata jako antidotum na tak często przewijający się przez wiersze nurt sceptycyzmu i pesymizmu 
w odniesieniu do przerośniętego intelektu, fałszującego właściwe postrzeganie bytu:


myślenie bywa zajęciem
bezmyślnym
bezproduktywnym


Autorka o uniwersyteckim wykształceniu wystawia kantowskiej doktrynie o prymacie intelektu nad egzystencjalnym bytem ocenę negatywną, opowiadając się po stronie piękna, emocji, po stronie samego istnienia. A także po stronie wyobraźni, metaforyzowanej jako sen:


szybkie sny bezlitośnie
koszą nasze łąki

                 [ szybkie sny ]


Ale przecież:

...................

w ciepłą osłonę ziemi wiatr nasiona wgniata
i suche łany traw warkocze rdzawe przędą
zimą zapachniało na naszej działce świata

                                    [ Sonet Jesienny ]

Egzystencja wyprzedza esencję. Anka Blaschke pyta nas wierszami, czy ta esencja jest coś warta, czy w ogóle istnieje...Biorąc w nawias fakt istnienia własnej poezji...


Jacek Sojan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane