Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

poniedziałek, 26 maja 2014

Mówię do ciebie raz jeszcze.

Karol Samsel



Połów

Czuję się umniejszony, Panie. I nie wiem już,
która z części mnie miała się należeć obydwu
nam. Nie mogę jej wydobyć, nie mogę obciążyć.
Nie będzie wykidajłą, nie będzie tetramorfą.

Będą ją podnosić z klęsk nieurodzaju.
Dokarmią kaszą życia, mięsem starości,
dokarmią ją kamienną, dokarmią głowizną,
sodą i krwią, różową planetą. Umniejszony,

Panie. Tyle we mnie przed sobą. Połów

z przepołowień: przepoławiam dwie ręce
w rzece maczety. I zadrażniam Ciebie,
i zasmucam Ciebie chcącego zrozumieć

 plenną, palną
dal.


Tarasy

Mówię do ciebie raz jeszcze.
Raz jeszcze powtarzam.
Słuchaj ust pierzastych.
W termach okrucieństwa
przysposób usta-wehikuł.

Musisz bowiem strzec siebie,

a także dbać o innych.
Jeszcze dziś im zdradź,
jak żyje staromoc
w służbie nowomocy.
I nie wracaj już do mnie:
to słowo nie odda niczego
jeno puch i proch,
jeno parę i pałkę,
jeno

skrwawione, puszyste,
nieprzejrzyste –

 – pustkowie
(przypis sabotażu).

Mówię do ciebie raz jeszcze
wierszem z Koryntu,
wierszem z Kundziwoli,
wierszem podpalacza,
wierszem mordu politycznego, 
wierszem zbrojnym,
wierszem ataków:

przysposób usta-wehikuł.
W termach okrucieństwa
usta-wehikuł przysposób.
Ten, który nas poprzedza,
aborter naszych córek,
prześladowca synów,
chce wynieść nas
zamkniętych
na tarasy tego,  
co po nas następuje.


Zachód słońca w Katarzynówce

Tym żyliśmy. Wierzyliśmy, że słowo jest polną ścieżką,
że jest wzorcotwórcze i nie ma w nim śladu bad form.
Myliłby się jednak ten, kto szukałby w nas dobrych
duchów. Znalazłby główki. Odstępujące od siebie,

jedna przez drugą, jak najszerzej wskroś trzeciej.
Główki. Bowiem Ty, Panie, przyszedłeś. Prawdziwie
więc rzekłeś, że przyjdziesz. Odciąłeś głowę Lewiemu,
odciąłeś głowę Mahatmie. Anna Dymna osunęła się

obita z każdej strony białą, gradową planetą. Do kogo
należymy my dani temu wierszowi na jeden dzień
w roku na służbę i ofiarę? Kibitki spółgłoski
w stepach samogłoski. Słowiki języka i słowiki

losu. Dzieci Piotra Mękali i Anieli Gwiazdowskiej.
Główki. Tym żyliśmy. Wierzyliśmy, że słowo jest
pionkiem w grze taflowej. Fiokowanie włosów
i mielenie kości. Norymberga, to jest złośnic

poskromienie. Główki. Główki. Szpalery serca. 
Cały spoczywam w Tobie, Panie mój i Boże.
Panie Krasybyku, znów w Tobie zaległem.
Wody nie braknie, miłość nie umiera.


__________________________
publikacja za zgodą Autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane