Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

niedziela, 23 lutego 2014

Abdykacja to mało. Trzeba jeszcze wiedzieć jak umniejszyć się zupełnie.


Radosław Wiśniewski





AMENT. KWIECIEŃ – PÓŹNY ŚNIEG, WCZESNY RANEK.

Na pewno jest to godne sceny z filmu wendersa albo jarmuscha,
Ale oni nie kręcą filmów o tej części europy, a innaritu ma dość
Osoby dramatu to ci, którzy nie są u siebie, chociaż mieszkali
w tym domu dłużej niż jego budowniczowie. No i inni. Popatrz
tylko - kot który nie nosił kartonów, śnieg, który padał w połowie
kwietnia, dawni sąsiedzi łypiący z okien, pokazujący nas dzieciom,
przerabiający dramat na kotlet mielony z morałem: ci państwo
nie byli grzeczni wznosili modły do obcego boga, nie chodzili
do kościoła, matki naszej i urządzali w domu zbiegowisko facecji
o podejrzanych rysach, a teraz spójrz rybko oto muszą wyjść z domu
ojców swoich z tym, co pomieszczą kartonach z ikei, 12,99 złotych
za dwie sztuki plus rabat na otwarcie nowego sklepu i nigdy już
nie będą jedli czereśni, ani pili wody, ani zbierali orzechów z tego
ogrodu. I jeszcze kilku Niemców wychodzących potajemnie z domu
niewoli wewnątrz porcelitowego słoika z napisem „Amon-karbon”
ukryci jak we wnętrzu przytulnej wersji egipskiego boga. I nowi ludzie
w ostatnim kadrze, których przed chwilą w ogóle nie było, jeszcze
czereśnia, orzech, forsycja i żywopłot, cały ten szwabski szlamot.
No to na razie, mówi ten, który ma klucz i miły jest chociaż chudy
i na wszystko mówi gicio i na każde zdanie, o którym nie ma zdania
odpowiada coś w tym jest, coś w tym jest albo zamyślony dorzuca
to też jest jakaś opcja, jest opcja. Z opcji zostaje nam schodek
z lastryka, termos z herbatą zrobioną rano w odległej krainie,
 (chociaż po co, no nie rób, no chyba podadzą nam szklankę wody).
Na razie podajemy sobie blaszany kubek na znak pokoju zostawionego
za drzwiami, pada śnieg, a za plecami u góry po lewej słychać pracę
klucza w zamku. Tak się zamyka drzwi. Tak się zamyka historię.
Niech tak będzie.




MUŁ. MODLITWA PIERWSZA.

Niech tak będzie, że oto jestem mułem pośrodku tej równiny.
I doskonały jest ruch połyskującego niebiesko lemiesza, którym
odkrawasz moją pustynię od pastwisk gdzie prawowierne stada
nie złorzeczą i są tobie poddane. Nie wznoszę oczu w oczekiwaniu
na deszcz. Jedyne co potrafię, to tkwić z boku krajobrazu jak gwóźdź,
zwierzę suche jak obol,  pęd  dzikiego krzewu pielęgnowanego
i porzuconego przez istotę o imieniu Noemi. Nie chcę winić nikogo
za radioaktywny opad wiosną, łykanie polopiryny S z własną żółcią.
Rozeszły się linie życia, zeszły się struny światła i usłyszałem siebie:
jestem wolny jak ścięty pień i mój na własność jest suchy step wokół.
A odpowiadał mi delikatny powiew wśród suchorostów: aż przyjdzie
wiatr i ogień po horyzont. Na pewno.




HURT. DETAL. CIM-CUM. MODLITWA DRUGA

Niech tak będzie, że  teraz się umniejszam w pracy drodzy
rodacy i w przestrzeń pozwalam płynąć sygnałom wszystkich
trzech muxów nadawanych z Synaju. Niech pocieszy was to
światło – mówię - i wiem, że wszelki ból zostanie usunięty
a wszelka szczelina zasklepiona. Rozpoznałem bowiem mowę
inżynierów i prastarych racjonalizatorów, klientów detalicznych
i domowych jebaczków, narzecza kobiet o bezzębnych szczękach
i majsterkowiczów. Dlatego zamiast się koncentrować, nawijam
koncentryk, zamiast widzieć, oglądam, zamiast słuchać - słyszę.
Sprzedaję chiński chłam polskim chamom aby mieli sygnał i aby
był on dobrej jakości tam gdzie go potrzebują -na działkach,
w altanach i we wszystkich pokojach jakie mają (licząc z kuchnią,
łazienką i ubikacją). Albowiem jest powiedziane – w domu ojca mego
- jana pawła woronicza - pokoi jest wiele. w pokoju zaś  będą wciągać
najwyższej jakości mental; Hare mental hare mental, mental mental
hare hare. A pełen bojaźni bywam, gdy o tym pomyślę, bowiem wiem,
że chwila poważnych zakłóceń a lud opuści domostwa, zacznie szukać
na ulicach swoich zaginionych twarzy wymachując dowodami
opłaconego abonamentu radiowotelewizyjnego, paląc po drodze poczty
i inne budynki użyteczności publicznej, tarasując drogi, przewracając
karetki na sygnale. Oto ostatnia rewolta do jakiej jest zdolny. Dlatego
czynię to, co nakazuje cennik i  przerzucam widłami najszlachetniejsze
wytwory metalopodobne z prowincji Shanxi i podaję ludziom a oni biorą
i wymieniają wzmacniacz na symetryzator. A wszystko, co czynię, czynię
w koszulce z wielkim napisem „Free Tibet” i wiem, że to jest dobre,
chociaż mało wiarygodne. Abdykacja to mało. Trzeba jeszcze wiedzieć
jak umniejszyć się zupełnie. Dlatego wychodząc wyłączam czerwone
bezpieczniki i nie ma mnie już na żadnej kamerze monitoringu,
nie wykryje mnie żaden detektor ruchu. Znikam za rogiem.

Zaczyna się inwazja. Na pewno.


_______________________________
publikacja za zgodą Autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane