Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

niedziela, 22 września 2013

Szczęście Hioba we wcieleniu Oskara Matzeratha




      Poza granicą perswazji – drugi tom wierszy Tomasza Kowalczyka jest świadomą kontynuacją poetyckiej drogi, mocno już zaznaczonej w debiutanckim tomiku Myśli jak niedokończone pacierze
Tytuł może wydawać się nieco przewrotny, dotyka bowiem pewnej granicy, granicy miedzy sferą sacrum 
a profanum. To zapis dramatu. Ale nie tylko. Sama poetyka lubelskiego poety (rodem z Płońska) jest wpisana w nurt, który określiłbym jako neoklasyczny, ponadto charakterystyczna dykcja i styl tzw. wysoki są rozpoznawalne dla tej poezji. Kowalczyk pisze w większości filozoficzne, zanurzone 
w chrześcijaństwie wiersze. Kilka z nich ma formę quasi modlitwy. Mamy do czynienia z poezją mocno nasyconą wątkami biblijnymi (i nie tylko), z wieloma kodami, dającymi bardzo wiele do myślenia. 
Nie szufladkowałbym jednak tej poezji jako stricte religijnej, gdybyśmy bowiem brali pod uwagę zainteresowania autora (Tomasz Kowalczyk jest doktorem nauk humanistycznych) i jego fascynację katolicyzmem, moglibyśmy dojść do błędnego wniosku.

      Zanim przejdę do meritum, zacznę od encyklopedycznej definicji perswazji. Perswazja (z łacińskiego persuasio) jest sztuką przekonywania kogoś do własnych racji. Skoro tak, to do jakich racji chce nas przekonać Tomasz Kowalczyk? Czy do jednej, czy też wielu? A może do żadnej? Jeśli spróbujemy odpowiedzieć na te pytania, to w poetyckim zbiorze poza granicą perswazji znajdziemy na nie odpowiedź, przy czym zauważymy pewne wpływy i inspiracje. Tropy wiodą nas do Biblii (Stary i Nowy Testament) 
i pism pisarzy starochrześcijańskich. Pierwszym, który przychodzi na myśl jest Tertulian. Według Tertuliana prawda chrześcijańska jest jedyną potrzebną i osiągalną prawdą, a dostęp do niej uzyskujemy nie rozumem, ale wiarą (notabene przypisywana Tertulianowi sentencja wierzę, ponieważ to absurd czyli- credo, quia absurdum, nie jest jego autorstwa!). Formuła ta właściwie wyraża to, że wiara wykracza ponad porządek doczesny i jest łaską, pomimo że poeta pisze: prawo do łaski nie działa wstecz (w wierszu pod tytułem plany na przyszłość z dewaluacją w tle). Czy jest to zatem główny leitmotiv w poetyckim zamyśle Tomasza Kowalczyka? I tak i nie. 

      Uderzająca na początku dedykacja dla syna Kamila: aby pomógł w uzdrowieniu swojego anioła stróża, wydaje się absurdem. Ale absurdem nie jest, pomimo, że wiara ciągle oblewa egzamin z teorii poznania (pointa z wiersza: anioł stróż nie powinien chorować na autyzm). Ta pozorna sprzeczność nie jest sofizmatem. A autor Myśli jak niedokończone pacierze ją wyperswaduje, oponując przeciw temu, pomimo wyznania: ile głosów słyszał w milczeniu, by przez tę negację dojść do podobnych wniosków jak Tertulian. I nie tylko. Balansuje  na granicy. Tą granicą jest cierpienie. Tu mimowolnie przypomina się fraza z  Miłoszowskiego Walca

 Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
i mija tak człowiek, i już zapomina,
o co miał walczyć i po co.

       Ludzkie cierpienie, cierpienie małego dziecka, zwłaszcza gdy pojawiają się granice rysowane coraz twardszym ołówkiem a zabawki próbują zwrócić na siebie uwagę (z wiersza wirująca karuzela). I cierpienie narratora, (porte parole poety) beznamiętnie opisującego dom, w którym podmiot liryczny rozpoznaje tylko drogę ewakuacyjną, ten domek zbudowany ze źle dobranych kart. Tenże podmiot liryczny występuje 
w wielu odsłonach, bo ten - współczesny Hiob - wciela się w Oskara Matzeratha, bohatera słynnej powieści Guntera Grassa Blaszany Bębenek (który jak wiemy, w wieku 3 lat, na znak sprzeciwu wobec otaczającej go rzeczywistości dorosłych, postanowił przestać rosnąć) , czy w córkę Jaira albo 
w Poncjusza Piłata (sic!), a czasem w bezosobowego narratora. Ale przede wszystkim w Hioba. Autystycznego, opisanego w beznamiętnym, suchym raporcie, jakby z urzędowych akt lub szpitalnych kart choroby.

      Czytając wiersze Tomasza Kowalczyka zadajemy pytanie o sens istnienia, cierpienia, o grzech pierworodny (sic!) zaś Hiob vel Oskar Matzerath vel córka Jaira - wiedzą, że jako dzieci otrzymywały darmowe udziały w długach rodziców. W konfesyjnym -zdawałoby się- bluźnierczym wierszu ale powiedz tylko słowo, padają słowa: nie wymagaj ode mnie zbyt wiele – tylko czy są to słowa prośby? Czy może raczej skargi? Bóg na te słowa nie odpowiada. Milczy. Zaś autor przechodzi Katharsis. Ale czy dzięki temu zyskuje prawdziwe oczyszczenie? Nie, bo ten stenogram rozmowy z Stwórcą, to zapis prawdziwego buntu, wadzenia się z Bogiem, sprzeciw wobec in statu nascendi, wynikający z traumatycznego doświadczenia bycia rodzicem autystycznego dziecka, co mocno jest zaakcentowane w utworze 
o przewrotnym tytule: nie pozwalajcie dzieciom przyjść do mnie, gdyż warto : 

wielokrotnie poznawać dystans
miedzy alfą i omegą.

 Czy też w wierszu: jestem który jestem

 minęły czasy gorejących krzewów
teraz trzeba na własną rękę podtrzymywać płomień.

Albo

czasami można wprawić Boga w zakłopotanie
dając do zrozumienia  że przesadził
a jego decyzji nie potrafi odczytać
nawet najbliższa rodzina.

 Tak, by zakotwiczyć w minus nieskończoności. Tyle i aż tyle?

      Po lekturze tego zbioru otrzymujemy status obserwatora, który nie przynosi zadowolenia i odczuwamy to, co Anna Kamieńska, która kiedyś napisała: Człowiek jest Hiobem, jest wielka prawda w tym, 
że cierpienie i zło stawiają nas wobec Boga. Poza granicą perswazji Tomasza Kowalczyka jest takim wyzwaniem i przejmującym świadectwem. Tomik polecam z przekonaniem, że jest to wartościowa 
i wybitna książka poetycka.

Jarosław Trześniewski- Kwiecień


____________________________
publikacja za zgodą Autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane