Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

niedziela, 25 listopada 2012

Oddechy rozpływają się jak spirytus, słodko pieką w piersiach

Katarzyna Zając


List w butelce

Jasne błyski na falach to dryfujące karteczki,
które rozpadną się, nim opiszę mężczyzn oprószonych
algami i solą. Zmęczone kutry kotwiczą cienie

na mieliźnie. Kołyszesz hamakiem, podobne kołysanie
jest we mnie. Obserwuje nas rybitwa. Jej oczy przypominają
spojrzenie babki ze starych fotografii. Może na tej plaży

odczuła pierwsze ruchy jak trzepot skrzydeł kolibra?
Lipiec jest czasem odliczania i nasłuchiwania. Nigdy nie byłam
piękniejsza niż teraz. Jest czas rodzenia i umierania,

czas sadzenia i wyrywania tego, co zasadzono.
Ubywam każdego dnia, ale to mnie nie dziwi, wsłuchuję się
w śpiew humbaka, otwarta na oścież.


Przedwiośnie pod marynarką


                 I każdy wstyd, każdy smutek, każda miłość.

                         Czesław Miłosz „Miasto młodości”

Cieplejsze podmuchy znad rzeki przynoszą zapach
kiełkujących przylaszczek. Nocami pęka lód. Trzaski jak echo
wystrzałów. Ubrana w najlepszą sukienkę błądzi

w zaroślach wikliny, gdzie ostatni raz widziała starą kotkę.
Oddechy rozpływają się jak spirytus, słodko pieką w piersiach.
Kołysze się oparta o laskę. Znowu może śnić,

że w podziemiach kościoła wtula policzek w jego marynarkę,
z lękiem odliczając wstrząsy. Nim wbiegnie na ulicę, osłoni ciałem
córeczkę żydowskiego sklepikarza,

zawali się na nich błękit.


Ulotki. Grudzień osiemdziesiąt dwa


Mógłby to być czas pieczenia lukrowanych pierników,
ozdabiania świerkowych gałązek. Babcia wspomina Żydówkę,
której okaleczono pierś, karuzelę i płonące obok mury getta.
Nocami buty stukają o bruk, cienie toczą się z łoskotem.

Często uciekam do dawnej stróżówki kulawego Stacha.
Bywał tu, nim powiesił się tej jesieni. Zbutwiałe drzwi skrzypią,
gdy ze środka wychodzi jego kot. Obserwujemy jasne okna.

Mama wyjmuje gromnicę. Wiem, że będzie długo szeptać,
aby wpuścili ją do środka, a później gładzić koszule ojca
i zawiniątko z jedzeniem.

Zaczyna padać pierwszy w tym roku śnieg - płatki tak duże,
jakby w niebie potargano wielką księgę. Kryję łzy w miękkiej
sierści, mój oddech przy kocim uchu. Tylko jemu opowiem,
o kajdankach i bibule, w którą słowa wsiąknęły jak krople rdzy.



__________________________
publikacja za zgodą Autorki

4 komentarze:

Wpisy ad personam będą usuwane