Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

czwartek, 14 kwietnia 2016

Wolałabym żebyś odwiedzał tamte dzielnice i wracał



Roma Jegor


Motywy roślinne

Jeszcze jej nie wyrzeźbili
Drzewo nie wypuściło jeszcze tej gałęzi
której liście posłużą za motyw roślinny
jeszcze w żadnym tartaku stosownych narzędzi
z chłopaka żaden stolarz jeszcze ni nikt inny
Dziewczynki nie potrafią jeszcze chwytać nici
żeby tkać zwoje płótna  białe czarne nieme
więc ciągle mamy szczęście - biżuterię objęć
struny i bajki palców dzień co wolno drzemie
Ładnie ci w moich dłoniach ciepło gdy oddycham
topią się szrony wrony przeciera się granat
i znów jestem szatynką kiedy patrzysz na mnie
kalendarz zeszłoroczny ciągle ma nas w planach
Jeszcze jej nie ma – drzewa gołym ciałem świecą
i czaszki mają gładkie jak zmarznięty styczeń
Mamy czas zanim wiosna serce z kory wytnie
ciała zacznie sznurować w motywy roślinne





Wolałabym żebyś kradł albo zabił
grał na wyścigach drogie melodie
i pakty z diabłem podpisywał ciemne
Wolałabym żebyś odwiedzał tamte dzielnice i wracał
z mrokiem  w tęczówkach w słowach w niespokojnych krokach
i żebyś pierścionki kupował i trwonił
i ciężkich dni monety rozmieniał na drobne
Zmieniał zdanie i bogów i rzek maratony
podwodne łodzie malował na żółto niebiesko
na zimno brał ten świat łamany błyskiem burzy i Vermeera
Wolałabym żebyś palił spalił każde wiosło
które może przeciągnąć łódź na tamtą stronę
Tu się czerwienią żyłki żurawin – i życie
porusza grzbietem liścia po którym brną myśli
Wolałabym żebyś – czartem pomyłką i piekłem 
karmazynowym piratem przypływem
żebyś kradł albo zabił albo pił jak Cezar
tracił królestwa konie i Rzym swój podpalił
a potem go wznosił ze zdartych opuszek strun z gardła
z myśli lotnych albo ciałek stałych
Żebyś był - choć guzikiem gdy idzie kominiarz
w głąb po drabince żeber gdzie dym mam
po tobie



                                                                                               
Krzywa ławka

Teraz możesz być już szczery - mówisz tak zamaszyście
że mój język nie nadąża za wszystkim.
Cóż może ci bardziej zaszkodzić od tego
co się w tobie tam dzisiaj szatani
Nie używasz znieczuleń ogólników przenośni -
słowa mają mocny zamach i długie ręce.
Właśnie mi wygarnąłeś że złamałam życie twojemu
niebieskiemu żołnierzykowi
Nie pamiętam – miałam za mało lat
i nie rozróżniałam formacji.
Ale wygarnij z pieca całą resztę - niech się spopieli
niech się spieni środek na trawienie szkła
i czyszczenie srebra
Będę jodyną wodą utlenioną winem z patykiem
a później tylko samą krwią bez mleka jak podrapana kotka 
która na progu krwawiła do upadłego
Za naszą krzywą ławką krzywa dzika róża -
po wszystkim  przyłożymy sobie po płatku
do miejsc tajemnych w których ołowiane
kości żołnierzyków jak mroźne poranki.


___________________________
publikacja za zgodą Autorki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane