Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Magdalena Gałkowska i Ewa Olejarz Po Godzinach



Można powiedzieć, że było tak: dnia 26 kwietnia odbyło się spotkanie autorskie Magdaleny Gałkowskiej 
i Ewy Olejarz. Spotkanie prowadził Jakub Sajkowski. Poetki odpowiadały na pytania prowadzącego oraz publiczności a także przeczytały swoje wiersze, które bardzo wszystkim się podobały.
Owszem, można tak powiedzieć. Na szczęście nie trzeba tak mówić, na szczęście można spróbować opowiedzieć rzecz inaczej, opowiedzieć zaczynając opowiadanie od nieprzystojnego słowa „cholera”:

Cholera, to są naprawdę twarde babki.  Obie, chociaż każda twardość swą realizuje w inny nieco sposób – jedna bardziej wylewnie, z odrobiną ostrości i jadu, druga, trzymając wysoko gardę i nie „wywnętrzniając się” zanadto.  Cierpko więc było momentami na spotkaniu, nie było okrągłych eleganckich odpowiedzi – były za to dwie twarde babki i Kuba, który śmiało dopytywał, kto dostał po dupie a kto dostał po ryju. Cholera, twarde babki.
Magda  Gałkowska, Poznanianka, wydała przed momentem swój trzeci tom wierszy pt. Fantom. Magda konsekwentnie trzyma się w poezji konfesyjnej ścieżki – czerpiąc ile wlezie z własnego życiowego doświadczenia. W najnowszej książce usunęła całkiem sporo woalek, kryjąc się może jedynie za tymi dwoma: za nawiązaniami do tego co gdzieś przez nią zasłyszane i za ironią. Ewa Olejarz wybrała poetycko inną drogę. Mniej jest w jej wierszach osobistych doświadczeń, więcej za to prób zrobienia „czegoś” ze światem, prób przerobienia łatek w które świat jest ubrany. U Gałkowskiej, w poezji twardość realizowana jest ostrością języka, u Olejarz raczej jego surowością. Tak naprawdę jednak obie nie „realizują twardości w poezji”, mają ciekawsze rzeczy, żeby w poezji je realizować.
Po spotkaniu nieoczekiwanie, zamiast zwyczajnego konkursu jednego wiersza ogłoszono (a może sam się ogłosił?), turniej jednego wiersza poetów żyjących, nieżyjących i nieistniejących. Wygrała Sara Prus, brawurowo pokonując takie nazwiska jak Jan Brzechwa i Siergiej Jesienin – jurorki nie miały wątpliwości co do werdyktu.

Po spotkaniu i po nieoczekiwanym niezwyczajnym konkursie jednego wiersza, odbyła się równie nieoczekiwana część nieoficjalna i równie nieoczekiwane ploteczki. Cholera, twarde babki, ale niesamowicie sympatyczne.

Maciej Raś












































fotorelacja; PPG

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane