Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

poręczna możliwość podróży

Kazimierz Rink

        

         

         UCHODŹCY

                      Błędnym ognikom K.Mętraka

         Wychodząc z miasta zostawiamy tunel
         Tam żadnych latarni nabrzeżnych światełek
         To co mieni się celem W końcu rani dumę
         Na grzęzawisku złudzeń i stercie stłuczonych butelek

         Pozornie jak dawniej Kindersztuba białe kołnierzyki Jula
         Dylemat pierwszy z brzegu Odpowiedź w tyralierze pytań
         Zgoda na to co przeszło Po nocnych upiorach torturach
         Bezsenność wciąż ta sama pośród unerwień zaszyta

         Pozostaje niewiele ułamek otuchy Że w cząstce Braku
         W soczewce rozpaczy wąskiej jak słomka rozczarowań
         Błyśnie odkupienia woda a twoja Eros i moja Thanatos
         Wejdą w labirynt przeznaczeń bez jednego słowa

         Możesz mnie jeszcze odnaleźć Nie odszedłem na odległość stopy
         Poza urwiskiem zmierzchów odwrotów twoich inicjałów
         Nic mnie nie powstrzyma I pewnie lepsza ta smuga
         Od istoty cienia niż światło wschodzące odbitych kryształów


        
         OCZY

         Dwa w przewężonym przesmyku
         odbicia jeziorek
         lornetka wszechświata
         oprawiona w kotyliony światła
         kipiącą Niagarę pasteli

         poręczna możliwość podróży
         do kresu nocy w pamięć
         poza widmo ołowianej  chmury

         rzut na taśmę tęczówki
         sokola nieskończoność mety
         obrazów kadrów stop-klatek
         i blasków galerii

         poprowadzą na szafot
         ale cienkość porysowań tafli
         po łyżwie
         obrócą w głód piękna

         nie zasłaniaj im
         czułej tajemnicy śniegu
         jeśli podpalą horyzont

         i znowu zamruga lampion
         zgaszonego brzegu


   
         ISKRA W POPIELNIKU

        Ach, przewiercić, przewlec przez igielne ucho
        wszystko co przetrwa, co może nas przetrwać,
        małego kocurka od chłeptań i ginu naparstek,
        katleje nad ciemnym stawem, białą wstążkę
        upinaną na granat w czas pierwszej komunii,
        spruty sweter na zimę, nosiła go mama, owszem
        z owczej wełny po naszych nizinnych owieczkach.
        Nie wyrzucać zegarka, co dawno nie tyka i
        z klasera wydłubać sercu bliski kiedyś znaczek.
        Pomyśleć o oczach Audrey Hepbern odbitych
        od marzeń o Rzymskich wakacjach i stopy
        zanurzyć w tamtym ciepłociekłym od upału błocie.

       Wystarczy. Czyż doprawdy zostajemy sami
       u kresu wędrówki z próżnią między snami?
       Przypuszczam, że wątpię. To tylko czasem
       przysypia w nas ogień. Letarg. A po nim
       Tęsknota. Za iskrą choćby, za wygasłym lontem.



_____________________________________
publikacja za zgodą Autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane