Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

poniedziałek, 11 listopada 2013

i wybuchały światy, kończyły nad ranem


Magdalena Gałkowska




dziennik XIV


bierzcie i jedzcie z tego wszystko, to jest szaleństwo moje,
jak dwudaniowy obiad w modnym kurorcie.
pokażcie mi kogoś, kogo nie kręcą tropiki, last minute?

na portalu randkowym śledzi nas kilka par niewidzialnych oczu,
być może szkodzą  nieodpowiednie lektury i bezkompromisowa muzyka?
nie leczą, nie zasklepiają dziur po kulach.

przeciekamy coraz bardziej, swobodnie mój słodki,
zrobię sobie fotkę, dzięki której przesiedzisz dwie noce
przy google earth w poszukiwaniu mojego miejsca zamieszkania.

tego, co mam w środku nie da się przełknąć bez skrzywienia.
przygotuj usta, bierz i pij, za nas będzie wylane na odpuszczenie.
jedna doba w tę czy w tę już nie zrobi różnicy.




błąd serwera, czyli jezus żyje


stacja czterdziesta piąta: poeta kolejny raz upada
pod wierszem. ta suka - wena podaje mu arkusz papieru
ściernego, granulat dwieście dwadzieścia. niech ma
za naszą i waszą twórczość. za wszystkie peany

na cześć obwodu w biuście i walorów intelektualnych.
niech sobie wytrze resztki z palców, zanim
konserwatywni twórcy ułożą mu stos z tępych ołówków
i tomów wydanych przez gminne ośrodki kultury.


stacja czterdziesta szósta: poeta odlatuje na zbyt mocnym
skręcie, wypada z toru. naczelny redaktor lokalnego pisma
o literaturze mówi z umiejętnie udawanym żalem:
dobry był, ale nie pasował do linii ideologicznej.




chiromancja

"I’ll wait my turn To tear inside you Watch you burn" Placebo - Broken Promise
bóg w podróbkach ray banów wiecznie mrużąc oczy rył imiona w kamieniu. samozwańczy rzeźbiarz, spec od piętna i bólu, topił nierządnice w oceanie swej łaski, jak cień niezmierzonej.
dłoń w białej rękawiczce, co zatyka usta na chwilę przed spełnieniem każe łapać oddech tylko po to, by zaraz odebrać, co jego: śpiew, absurdalną skruchę, marne obietnice.
i wybuchały światy, kończyły nad ranem w przypadkowych objęciach, na krawędziach dłoni. i wybuchały światy, niczym tanie race, kupione na bazarze po cztery pięćdziesiąt.



________________________
publikacja za zgodą Autorki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane